Cyfrowy Bradley Wiggins wchodzi do aplikacji treningowych już za 25 zl
Wyobraźmy sobie sytuację. Po słabym starcie w zawodach ktoś otwiera aplikację i pisze do Bradleya Wigginsa pytanie o to, jak poradzić sobie z presją i spadkiem formy. Po chwili dostaje odpowiedź. Rozsądną, wyważoną, opartą na doświadczeniu mistrza. Tyle że po drugiej stronie nie siedzi Wiggins. Odpowiada algorytm.
Sztuczna inteligencja od kilku lat coraz mocniej zaznacza swoją obecność w sporcie wytrzymałościowym. Najpierw analizowała sen, zmienność rytmu serca i obciążenia treningowe. Później zaczęła podpowiadać intensywność jednostek i moment regeneracji. Teraz wchodzi w obszar znacznie bardziej osobisty. W relację między zawodnikiem a trenerem. Jednym z najgłośniejszych przykładów tego kierunku jest aplikacja The Coachsters rozwijana we współpracy z Bradleyem Wigginsem. Projekt oferuje dostęp do wirtualnego trenera opartego na sztucznej inteligencji, który odpowiada na pytania użytkowników, wykorzystując archiwum rozmów, wypowiedzi i doświadczeń zwycięzcy Tour de France. Twórcy podkreślają, że chodzi nie tylko o kwestie treningowe. System ma wspierać także mentalnie. Pomagać w radzeniu sobie z presją, kryzysami motywacji, powrotem po kontuzji czy spadkiem formy. Wiggins deklarował, że w projekcie wykorzystano również materiały, których wcześniej nie publikował. W praktyce aplikacja sprzedaje dostęp do cyfrowo zapisanego doświadczenia mistrza.
Panel mentorów zamiast jednego trenera
Wiggins jest najbardziej rozpoznawalną twarzą projektu, ale nie jedyną. W systemie dostępni są również inni sportowcy i trenerzy, między innymi Steve Redgrave, Alastair Cook oraz Sarah Storey. Obok nich pojawiają się specjaliści z zakresu fizjologii wysiłku oraz pracy nad ruchem i koordynacją. To wyraźny sygnał, że projekt nie celuje wyłącznie w kolarzy. Ma trafić do biegaczy, triathlonistów i ambitnych amatorów różnych dyscyplin. Model biznesowy opiera się na sprzedaży dostępu do cyfrowych mentorów, a nie na prowadzeniu klasycznego procesu treningowego. Użytkownik nie otrzymuje planu przygotowań do sezonu ani analizy mocy z ostatnich startów. Otrzymuje możliwość zadawania pytań i prowadzenia rozmowy.
Ile kosztuje cyfrowe doświadczenie
Aplikacja działa w modelu abonamentowym. Najtańszy wariant to około 25 złotych miesięcznie przy płatności rocznej i ograniczona liczba pytań do jednego mentora. Wyższe pakiety zwiększają liczbę interakcji, a w najdroższej opcji oferują również transmisje grupowe oraz dostęp do materiałów specjalnych. Na pierwszy rzut oka oferta wygląda atrakcyjnie. Koszt jest nieporównywalny z indywidualną współpracą z uznanym trenerem. Pojawia się jednak zasadnicze pytanie, czym taki system realnie różni się od dobrze przygotowanego podcastu, książki czy obszernego wywiadu z byłym mistrzem. Różnica tkwi w personalizacji. Program dopasowuje odpowiedzi do historii rozmów i kontekstu zadawanych pytań. Nie analizuje jednak badań wydolnościowych, nie monitoruje obciążeń, nie planuje periodyzacji. Operuje na treści, nie na danych fizjologicznych. To bardziej inteligentny rozmówca niż pełnoprawny trener.
Narzędzie mentalne, nie system szkoleniowy
Kluczowe jest zrozumienie, czym The Coachsters nie jest. Aplikacja nie zarządza procesem treningowym. Nie kontroluje intensywności, nie reaguje na przeciążenie, nie koryguje objętości pracy w oparciu o realne parametry organizmu. Jej główną funkcją pozostaje wsparcie poznawcze i psychologiczne. Zawodnik może zapytać, jak odbudować motywację po serii nieudanych startów. Może szukać wskazówek dotyczących planowania sezonu. Może próbować zrozumieć, jak doświadczeni sportowcy radzili sobie z presją. Odpowiedź będzie spójna i logiczna, często inspirująca. Nie będzie jednak uwzględniała faktu, że użytkownik spał cztery godziny, pracuje po dziesięć godzin dziennie i balansuje na granicy przetrenowania. Algorytm nie widzi całego kontekstu. Dla wielu amatorów to i tak może być realna wartość. Zwłaszcza dla osób trenujących samotnie, bez klubu i bez stałej opieki szkoleniowej. Dla zawodników na wyższym poziomie sportowym taki system pozostanie dodatkiem, a nie fundamentem przygotowań.

Iluzja relacji mistrz i uczeń
Najciekawszym i zarazem najbardziej problematycznym elementem projektu jest wrażenie bezpośredniego kontaktu z legendą sportu. Użytkownik otrzymuje odpowiedź sygnowaną nazwiskiem Wigginsa. Ma poczucie rozmowy z mistrzem. W rzeczywistości rozmawia z modelem językowym wytrenowanym na zbiorze jego wypowiedzi. To subtelna, ale istotna różnica. Prawdziwy trener bierze odpowiedzialność za swoje decyzje. Koryguje plan, reaguje na sygnały ostrzegawcze, zmienia założenia, gdy coś idzie nie tak. Algorytm pozostaje w bezpiecznej strefie uśrednionych, ostrożnych rekomendacji. Projekt opiera się więc nie tylko na technologii, lecz również na sile wizerunku i potrzebie relacji. W sporcie amatorskim coraz częściej chodzi nie tylko o liczby i wykresy, ale o poczucie, że ktoś prowadzi zawodnika przez proces.
The Coachsters wpisuje się w szerszy trend łączenia analityki sportowej z warstwą narracyjną i motywacyjną. Platformy treningowe od lat dostarczają twardych danych. Teraz zaczynają dostarczać również głos, osobowość i historię. Sztuczna inteligencja z autorytetem mistrza jest kolejnym etapem tej ewolucji. Nie zastępuje systemów monitorujących obciążenie. Uzupełnia je o komponent emocjonalny. Dla branży to sygnał, że przyszłość treningu cyfrowego nie będzie opierała się wyłącznie na precyzji pomiaru. Równie ważne stanie się doświadczenie użytkownika i poczucie relacji.
Dla kogo to rozwiązanie ma sens
Najwięcej zyskają ambitni amatorzy szukający inspiracji, osoby wracające do regularnych treningów oraz sportowcy funkcjonujący poza strukturami klubowymi. Dla nich rozmowa z cyfrowym mentorem może być impulsem do działania i sposobem na uporządkowanie myśli. Zawodnicy potrzebujący precyzyjnej kontroli obciążeń, planowania mikrocykli i stałej analizy danych wciąż będą potrzebowali realnego szkoleniowca.
The Coachsters z udziałem Bradleya Wigginsa nie jest rewolucją treningową. To raczej nowa forma cyfrowego poradnictwa opakowana w autorytet mistrza. Mniej tabel, więcej rozmowy. Mniej wykresów, więcej interpretacji. Technologia potrafi dziś symulować doświadczenie. Nie zastąpi jednak odpowiedzialności.
Foto: Instagram | Sir Bradley Wiggins

komentarze