Julian Alaphilippe zakończył karierę. Co stało się z jednym z najlepszych kolarzy świata?
Julian Alaphilippe zakończył zawodową karierę ze skutkiem natychmiastowym. 34-letni Francuz nie wróci już do ścigania i rezygnuje z ostatniego roku kontraktu z Tudor Pro Cycling. Tour de France 2026 pozostanie jego ostatnim wyścigiem. Jeszcze kilka lat temu Alaphilippe był jednym z najlepszych i najbardziej widowiskowo jeżdżących kolarzy świata. Później zaczęło się zmieniać niemal wszystko – zdrowie, wyniki, życie poza rowerem i jego relacje z zespołem.
Informację o zakończeniu kariery podał w czwartek wieczorem francuski „L’Équipe”. Dzień później nie było już wątpliwości, że decyzja jest ostateczna. Julian Alaphilippe nie będzie kontynuował kontraktu obowiązującego do końca 2027 roku i nie wystartuje już w żadnym zawodowym wyścigu.
Sam moment może zaskakiwać, ale nie jest zupełnie niespodziewany. Podczas tegorocznego Tour de France Alaphilippe coraz częściej mówił o końcu. Przyznawał, że może już nie wrócić na Wielką Pętlę, a z czasem coraz wyraźniej było widać, że nie odnajduje się już w kolarstwie tak jak wcześniej. Po Tourze próbował wrócić na rower, ale ostatecznie zdecydował, że nie chce dalej ciągnąć kariery.
Nie będzie ostatniego sezonu, specjalnego wyścigu ani kilkumiesięcznej rundy honorowej. Alaphilippe po prostu nie przypnie już numeru startowego.

Dwa lata, w których był niemal wszędzie
Żeby zrozumieć, dlaczego jego późniejszy spadek formy wywoływał tyle dyskusji, trzeba przypomnieć, jak wysoko Alaphilippe znajdował się jeszcze kilka lat temu. W 2020 roku został mistrzem świata w Imoli. Rok później obronił tęczową koszulkę w Leuven. Wcześniej wygrał Mediolan–San Remo, Strade Bianche, Clásica San Sebastián i Walońską Strzałę. W Tour de France zwyciężał na etapach, a w 2019 roku przez 14 dni bronił żółtej koszulki i niespodziewanie walczył z najlepszymi góralami o klasyfikację generalną.
Nie był przy tym zawodnikiem, którego sukces można było sprowadzić do liczb. Alaphilippe ścigał się inaczej. Atakował w momentach, w których bardziej wyrachowany zawodnik zapewne poczekałby kilka kilometrów. Czasem przez to przegrywał. Innym razem wygrywał w sposób, który zostawał w pamięci znacznie dłużej niż sam wynik.
W tamtym czasie zmieniało się jednak nie tylko jego miejsce w peletonie. Alaphilippe stawał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy całego kolarstwa. Wokół Francuza zaczęło powstawać coś znacznie większego niż wyłącznie sportowa kariera.

Alafpolak, Marion Rousse i życie poza peletonem
W 2020 roku ruszyła The Julian Alaphilippe Collection, znana przede wszystkim pod nazwą Alafpolak. Własne logo zaczęło pojawiać się na koszulkach, bluzach, czapkach i kolejnych produktach lifestyle'owych. Nie był to jednorazowy gadżet przygotowany przy okazji mistrzostwa świata. Projekt rozwijał się równolegle do kariery zawodnika i funkcjonuje do dziś.
W tym samym okresie życie prywatne Alaphilippe'a stało się znacznie bardziej publiczne. Francuz związał się z Marion Rousse, byłą zawodniczką, mistrzynią Francji, później komentatorką telewizyjną i dyrektorką Tour de France Femmes. Rousse wcześniej przez wiele lat była związana z Tonym Gallopinem. W lutym 2020 roku poinformowała o ich rozstaniu, a kilka miesięcy później Alaphilippe potwierdził, że są razem. W czerwcu 2021 roku urodził się ich syn Nino.
Alaphilippe przestał być tylko kolarzem znanym ludziom interesującym się kolarstwem. We Francji razem z Rousse stali się jedną z najbardziej rozpoznawalnych sportowych par. Media społecznościowe pokazywały znacznie więcej jego życia niż kilka lat wcześniej: rodzinę, wakacje, spotkania ze znajomymi, wydarzenia i życie daleko od sterylnego obrazu zawodnika, którego świat kończy się na treningu, regeneracji i kolejnym starcie.
Nie byłoby w tym niczego szczególnego, gdyby równocześnie nie zaczęły znikać wyniki, do których wszystkich przyzwyczaił.

Kiedy wszystko zaczęło się sypać
Najprostsza wersja tej historii brzmiałaby: Alaphilippe został gwiazdą, zarobił duże pieniądze, zaczął korzystać z życia i przestał jeździć tak szybko. Problem w tym, że rzeczywistość nie jest aż tak wygodna.
Wiosną 2022 roku podczas Liège–Bastogne–Liège Francuz uczestniczył w potężnej kraksie. Skończyło się złamanymi żebrami i łopatką oraz odmą płucną. Leżał w rowie kilkanaście metrów od drogi, a Romain Bardet, który zatrzymał się przy nim chwilę po wypadku, wspominał później, że sytuacja wyglądała bardzo źle.
To nie był jedyny problem. Kolejne sezony przynosiły następne kraksy, choroby i przerwy w treningach. Alaphilippe wracał, próbował odbudowywać formę, po czym ponownie wypadał z rytmu. Dla zawodnika, którego największą bronią zawsze była eksplozywność i umiejętność wejścia na granicę możliwości w najważniejszym momencie wyścigu, takie przerwy były szczególnie kosztowne.
Wyniki przestały jednak odpowiadać nie tylko oczekiwaniom kibiców. Coraz bardziej niezadowolony był również Patrick Lefevere.

„Za dużo imprez, za dużo alkoholu”
Relacja pomiędzy szefem Quick-Stepu i jego największą francuską gwiazdą z czasem stawała się coraz trudniejsza. Lefevere już wcześniej publicznie naciskał na Alaphilippe'a, przypominając, że jego kontrakt i pozycja w zespole wymagają wyników. W lutym 2024 roku poszedł jednak znacznie dalej.
W wywiadzie dla belgijskiego „Humo” stwierdził, że po podpisaniu dużego kontraktu Alaphilippe nie prezentował już tego samego poziomu. Mówił o kolejnych problemach zdrowotnych, ale dorzucił do tego coś znacznie mocniejszego. Według Lefevere'a w życiu Francuza było „za dużo imprez i za dużo alkoholu”.
Nie była to anonimowa plotka z mediów społecznościowych. Tak mówił publicznie człowiek, który przez lata płacił Alaphilippe'owi i obserwował jego karierę od środka. Lefevere ujawnił również, że jesienią 2023 roku odbył z zawodnikiem poważną rozmowę. Uczestniczyć mieli w niej także Marion Rousse i agent Alaphilippe'a.
Słowa odbiły się szerokim echem, bo po raz pierwszy pytania o sportowy kryzys Francuza zostały tak wyraźnie połączone z tym, co działo się poza wyścigami.

Marion Rousse odpowiedziała
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Rousse publicznie zarzuciła Lefevere'owi przekroczenie granicy. Jej zdaniem czym innym jest rozliczanie zawodnika z wyników, a czym innym komentowanie jego życia prywatnego i wciąganie w tę historię partnerki oraz rodziny.
Zaprzeczyła również przedstawionemu przez Belga obrazowi ich codzienności. Zwracała uwagę, że wychowują małego syna i trudno mówić o domu podporządkowanym nocnym imprezom. Sam Alaphilippe nie wdawał się w równie ostrą publiczną wymianę zdań, ale konflikt z Lefevere'em był już wtedy widoczny gołym okiem.
Kto miał rację? Tego z zewnątrz nie da się uczciwie rozstrzygnąć. Nie ma podstaw, żeby twierdzić, że imprezy czy alkohol zniszczyły karierę Alaphilippe'a. Taką diagnozę stawiał Lefevere, ale zawodnik miał jednocześnie bardzo konkretną i dobrze udokumentowaną historię poważnych urazów oraz chorób.
Jest natomiast faktem, że po dwóch mistrzostwach świata Alaphilippe nie wrócił już na dłużej do poziomu z najlepszych sezonów. I faktem jest również, że człowiek zarządzający jego zespołem uważał, że same kontuzje nie tłumaczą wszystkiego.

A potem Alaphilippe jeszcze raz odpowiedział na rowerze
Historia byłaby znacznie prostsza, gdyby po tej awanturze Francuz po prostu zniknął z wielkiego ścigania. Stało się inaczej.
W 2024 roku pojechał Giro d'Italia i przypomniał, dlaczego przez lata tak dobrze się go oglądało. Atakował niemal obsesyjnie, próbował kolejnych ucieczek i w końcu wygrał 12. etap do Fano. Nie było w tym kalkulacji znanej z najbardziej kontrolowanych wyścigów WorldTouru. Był stary Alaphilippe – agresywny, ryzykujący i ścigający się tak, jakby samo uczestnictwo w walce było równie ważne jak jej wynik.
Przenosiny do Tudor Pro Cycling przed sezonem 2025 miały dać mu nowe otwarcie. Po jedenastu latach opuszczał strukturę Quick-Stepu, w której wyrósł na mistrza świata i jedną z największych gwiazd swojej generacji. Podpisał trzyletnią umowę i wydawało się, że w spokojniejszym otoczeniu może jeszcze przez kilka sezonów polować na wielkie wyścigi.
Nie wrócił już do dominacji z lat 2019–2021, ale też nie stał się byłym mistrzem świata jeżdżącym wyłącznie na nazwisku. Nadal potrafił być groźny, nadal próbował atakować i nadal pozostawał zawodnikiem, którego rywale nie mogli całkowicie ignorować.

Co więc stało się z Julianem Alaphilippe'em?
Nie ma jednej odpowiedzi. I prawdopodobnie właśnie dlatego jego ostatnie lata są ciekawsze niż prosta historia o wielkim mistrzu, który stracił formę.
W bardzo krótkim czasie Alaphilippe zdobył dwie tęczowe koszulki, został jedną z największych gwiazd francuskiego sportu, podpisał ogromny kontrakt, założył rodzinę, rozwinął własną markę i zaczął funkcjonować znacznie szerzej poza zawodowym peletonem. Chwilę później przyszła seria urazów, z których część była naprawdę poważna. Do tego doszła rosnąca presja ze strony zespołu i coraz bardziej publiczny konflikt z Lefevere'em.
Można więc przyjąć wersję byłego szefa Quick-Stepu i uznać, że Alaphilippe w pewnym momencie przestał podporządkowywać kolarstwu całe swoje życie. Można też spojrzeć na listę jego kontuzji i uznać, że największym problemem było po prostu ciało, które po kolejnych kraksach nie pozwalało już trenować i ścigać się tak jak wcześniej.
Najbardziej prawdopodobne jest jednak, że nie zadziałała jedna rzecz. Zmienił się sam Alaphilippe, zmieniło się jego życie i zmieniło się kolarstwo wokół niego. Zawodnik, który w 2019 roku potrafił niemal z rozpędu walczyć o podium Tour de France, kilka lat później musiał walczyć o powrót do poziomu pozwalającego mu wygrać pojedynczy etap.

Koniec bez rundy honorowej
Ostatnim zawodowym wyścigiem Juliana Alaphilippe'a pozostanie Tour de France 2026. Jeszcze podczas Wielkiej Pętli sugerował, że może już na nią nie wrócić. Wtedy nie mówił jeszcze wprost, że kończy całą karierę.
Teraz sprawa jest zamknięta. Alaphilippe rezygnuje z ostatniego roku kontraktu i odchodzi w wieku 34 lat. Nie dostaniemy pożegnalnego sezonu, podczas którego organizatorzy kolejnych wyścigów będą wręczali mu pamiątkowe trofea. Nie będzie wielkiego odliczania do ostatniego startu. Ostatni start już się odbył.
I może nawet pasuje to do Alaphilippe'a. Przez większość kariery trudno było przewidzieć, kiedy zaatakuje i co zrobi za chwilę. Teraz równie niespodziewanie postawił ostatnią kropkę.

komentarze