Masz pedały, ale to już nie rower. Austria wyrzuca część elektryków ze ścieżek

250 W, ograniczenie do 25 km/h i pedały. Jeszcze we wrześniu w Austrii taki zestaw mógł wystarczyć, żeby elektryczny jednoślad korzystał z przepisów dla rowerów. Od 1 października już nie wystarcza. Jeżeli silnik potrafi napędzać pojazd bez pedałowania, jego właściciel może potrzebować prawa jazdy, rejestracji, ubezpieczenia i tablicy. Na drogę rowerową też już nim nie wjedzie.

Pedały nie robią z niego roweru

Nie chodzi o klasyczne e-bike'i, w których silnik wspomaga rowerzystę podczas pedałowania. Pedelec spełniający austriackie wymagania nadal jest rowerem i nadal może korzystać z infrastruktury rowerowej. Austriacy zabrali się za inną grupę pojazdów: elektryczne jednoślady kategorii L1e-B, w tym konstrukcje wyposażone w korby i pedały, ale zdolne do jazdy wyłącznie na silniku. Do końca września część z nich korzystała z rowerowych przepisów, jeśli moc nie przekraczała 250 W, a konstrukcyjna prędkość maksymalna wynosiła 25 km/h. Problem w tym, że wystarczyło nacisnąć manetkę i można było jechać bez wykonania choćby jednego obrotu korbą. Od 1 października taki pojazd nie chowa się już za parametrami typowego pedeleka. Austria traktuje go jak motorower. Nie dotyczy to zwykłego walk assist, czyli funkcji pomagającej prowadzić ciężkiego e-bike'a z prędkością pieszego. Jej obecność nie zmienia roweru w motorower.

Ze ścieżki na jezdnię

Zmiana kategorii oznacza znacznie więcej niż zakaz korzystania z drogi rowerowej. L1e-B musi zostać zarejestrowany i ubezpieczony, potrzebuje tablicy rejestracyjnej, a kierujący odpowiedniego kasku oraz prawa jazdy co najmniej kategorii AM. Obowiązują go również przepisy dotyczące pojazdów silnikowych, w tym badania techniczne i inne limity alkoholu. Nie ma przy tym znaczenia, że sprzęt został kupiony przed zmianą przepisów. ÖAMTC zwraca uwagę, że od 1 października nowe zasady dotyczą również wcześniej sprzedanych pojazdów. Nie pomaga także zagraniczna rejestracja właściciela – turysta przyjeżdżający z takim sprzętem do Austrii podlega tym samym zasadom. To może być szczególnie bolesne dla właścicieli konstrukcji, które powstały w czasach, gdy nikt nie zakładał konieczności ich rejestrowania. Do uzyskania tablicy potrzebna jest odpowiednia homologacja i dokumentacja. Jeżeli producent ich nie zapewnił, legalizacja może okazać się trudna, a czasem nieopłacalna.

20–30 tysięcy pojazdów

Nie jest to problem kilku egzotycznych konstrukcji sprowadzonych z internetu. Austriacka izba gospodarcza WKO, powołując się na szacunki ÖAMTC, mówi o około 20–30 tys. takich pojazdów. Spora część pracuje w dostawach jedzenia i właśnie tam nowe przepisy będzie widać najszybciej. Foodora jeszcze przed wejściem zmian zapowiedziała przejście całej swojej austriackiej floty na rowery i e-bike'i spełniające nowe wymagania. Firma mówi o siedmiocyfrowej inwestycji, która ma umożliwić kurierom dostęp do odpowiedniego sprzętu. Trudno o lepszy dowód, że nie chodzi o kosmetyczną zmianę definicji.

250 W i 25 km/h już nie załatwiają sprawy

Przez lata te dwie liczby działały jak szybki test: 250 W i wspomaganie do 25 km/h – mamy e-bike'a. Austria pokazuje, że to za mało. Liczy się również sposób, w jaki silnik napędza pojazd. Jeżeli napęd działa niezależnie od pedałowania, samo dokręcenie korb nie daje już dostępu do drogi rowerowej. Ma to sens zwłaszcza przy konstrukcjach, które z klasycznym rowerem łączy coraz mniej poza dwoma kołami i pedałami. Są cięższe, często mają szerokie opony, kanapowe siodła i manetkę gazu, a ich użytkownik może przejechać całą trasę bez pedałowania. Austriackie ministerstwo uzasadnia zmianę również bezpieczeństwem. Takie pojazdy są cięższe od zwykłych rowerów, inaczej przyspieszają i poruszają się w coraz bardziej zatłoczonym ruchu rowerowym. Minister mobilności Peter Hanke ujął sprawę dość prosto: jeśli coś wygląda i zachowuje się jak motorower, powinno być traktowane jak motorower.

A co ze zwykłym e-bike'iem?

Nic. Jeżeli masz klasycznego pedeleka, w którym silnik pomaga podczas pedałowania i odcina wspomaganie przy 25 km/h, nowe przepisy nie wyrzucają cię na jezdnię. Nadal jedziesz drogą rowerową. Problem zaczyna się przy sprzęcie, który może jechać na samym silniku. I tu przed zakupem warto już patrzeć nie tylko na naklejkę z mocą i deklarowane 25 km/h. Austria właśnie pokazała, że dwa identycznie wyglądające elektryki mogą stać obok siebie w sklepie, a po wyjechaniu na ulicę jeden będzie rowerem, a drugi motorowerem.

Fot. Stadt Wien/Christian Fürthner


o autorze

Paweł Waloszczyk

Twórca portalu, absolwent Politechniki Śląskiej który zamiast pisać o tym co zrobić by sprzęt rowerowy był lepszy, co robił przez ostatnie lata, postanowił sam się za to zabrać. Pasjonat nowych technologii i materiałów. 

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

WiadomościWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl