Rafał Majka + słońce + malownicza górska trasa = banan.

Ponad 1100 zawodników i zawodniczek, fantastyczna pogoda ( może troszkę zbyt mocno opalone ramiona ) hektolitry potu, kilka beczkowozów w bidonach na bufetach i fenomenalny klimat, który stworzyli ludzie podczas imprezy i sam Rafał pozwoli na długo zapamietać ten event w rozmowach wszystkich, którzy wzięli w nim udział. Majka Days w nowej miejscówce sprawdziło się w 100% i chyba każdy, kto walczył na trasie przyzna, że bawił się przednio. Niedzielny poranek zaskoczył mieszkańców Dobczyc nalotem tłumu ludzi postrzelonych na punkcie roweru. Z niemałym zdziwieniem, potem zainteresowaniem przyglądali się ludziom ze śmiesznie opalonymi ramionami i udami, przebierających się przy swoich autach, często na golasa(!) i rozmawiających o żelach, zaciągach, pionach i wytopie. 

Foto: Bikelife

Temat był na tyle intrygujący, że postanowili sprawdzić, co Ci ludzie robią w ich mieście. Tłum przy mecie wyścigu, z zaciekawieniem obserwujący również Rafała Majkę, ziomala z okolicy, był zachwycony zabawą jaką mu zaserwowano. Całą oprawę startową mikrofonem prowadził z humorem godnym mistrza  Tomasz Jaroński, słuchany tak często w telewizji, co również nie umknęło uszom kibiców

Od godziny 10 startowały kolejno trzy różne wyścigi, w każdym z nich inny scenariusz, w każdym z nich zaciśnięte zęby z bólu i przekraczanie swoich granic. Ale też spora grupa zawodników chcących spędzić ten weekend wśród ludzi rozumiejących ich pasję i szukających wrażeń związanych ze startem w wyścigu, w którym na czubie tnie powietrze facet, walczący podczas Tour de France, czy Giro d'Italia. Pierwszy, pilotujący całą resztę wyścig na najdłuższym dystansie  rozpoczął dość spokojnie jazdę wraz z Rafałem by selektywnie uszczuplać grupę faworytów. Po wykrystalizowaniu się ścisłej czołówki poszedł odjazd małej grupki wśród której znalazł się Arkadiusz Petka. Kolarz z północnej Polski rozbroił metę najdłuższego dystansu pokonując Dominka Omiotka i Piotra Sułka.

Arek po mecie wyścigu opowiedział nam o swojej walce na trasie:

Na ten wyścig wybrałem sie wraz z dwoma kumplami z klubu, przejechaliśmy prawie całą Polskę by pościgać się trochę po górkach.
Pierwszy podjazd po starcie tempo umiarkowanie z Rafałem Majką na czele. Gdzieś na 10km udało się zabrać w czteroosobowy odjazd, współpraca się układała i wspólnie dojechaliśmy do ostatnich kilometrów trasy. Na ostatnim podjeździe przed metą tempo wzrosło, zostało nas dwóch, wtedy postanowiłem jeszcze mocniej nacisnąć na pedały i na szczyt wjechalem sam z niewielką przewagą którą utrzymałem do mety.

O sporym pechu może mówić zwycięzca jazdy na czas z poprzedniego dnia Adam Wójcik, który stał w połowie trasy, pozdrawiając kolegów podczas walki. Okazało się, że Adam z powodu defektu sprzętu zasuwał po trasie tylko na małej tarczy...

Foto:Bikelife

Dystans średni obfitował w podobnie mocne akcenty ścigania, gdzie pod starcie umiarkowane tempo pierwszego podjazdu, pokonywanego wraz z Rafałem Majką już przesiało peleton, a po bardzo szybkim zjeździe i kolejnej stromej ściance na czele pedałowała już grupa około 10 zawodników wspierana aktywnie podczas zmian przez Rafała. Upał w tym momencie szatkował wszystkich już równie mocno, jak kolejne podjazdy, dlatego sytuacja w czołówce i grupie goniącej liderów zmieniała się bardzo dynamicznie podczas jazdy. Ostatecznie na ostatnich kilometrach również i tu rozegrała się walka o wygraną w wyścigu. Paweł Skorupa, drugi na mecie tak opisywał swoje wrażenia z jazdy:

O starcie w zawodach Majka Days zdecydowałem jakieś 2 miesiące temu. Rok wcześniej też miałem przyjemność startować na zawodach w Krynicy. Świetna organizacja, klimat zawodów oraz dobry wynik z zeszłego roku sprawiły, że miałem ochotę powalczyć na zawodach u Rafała również w tym roku. Głównie startuję w zawodach triathlonowych i nie byłem pewien swojej dyspozycji, ponieważ 2 tygodnie wcześniej startowałem na bardzo ciężkich zawodach z cyklu Ironman w Austrii. W sobotę wystartowałem w jeździe na czas w Dobczycach, gdzie zająłem bardzo dobre 2 miejsce w Open a dziś wystartowałem w wyścigu na dystansie średnim. Oczywiście już na początku nie obyło się bez przygód. Stojąc na starcie zorientowałem się, że zapomniałem bidonów z samochodu .....Szybkie poszukiwanie mojej żony (miała klucze od samochodu), która również brała udział w zawodach - bieg do samochodu i z powrotem (prawie jak w triathlonie) i udało się zdążyć . Zaraz po starcie dość stromy podjazd, który mocno przerzedził stawkę. Kolejne podjazdy powodowały, że grupa w której jechałem była coraz bardziej skromna. Motywacją była duża, ponieważ razem z nami w pierwszej grupie jechał sam Mistrz Rafał Majka :) Startowałem na nowym rowerze,  który odebrałem w środę i nie do końca zdążyłem się przyzwyczaić do elektrycznej zmiany biegów, więc nieraz chcąc zrobić twardziej, wrzucałem na lżejsze przełożenie, ale z kilometra na kilometr było coraz lepiej. Na ok 40 km zostało nas 6 osób i zaczęło się delikatne rozglądanie po sobie. Dojechało do nas kilku zawodników, którzy odpadli od grupy na poprzednich podjazdach i już wiedziałem, że wszystko rozegra się na ostatnim podjeździe przed metą. Ostatni podjazd to była walka na przeżycie. Odskoczyło 3 zawodników i dopiero na szczycie podjazdu udało mi się ich dogonić. Wrzuciłem najtwardsze przełożenie i pełen gaz w dół do mety. Na metę wpadliśmy bardzo blisko siebie i do końca walczyłem o zwycięstwo, a że słaby sprinter ze mnie finiszowałem na 2 miejscu w Open. Weekend na Majka Days uważam za bardzo udany i za rok na pewno wraz z Małżonką wrócimy z uśmiechem na twarzy na te zawody - oczywiście będzie interesować mnie tylko zwycięstwo 

Jak się okazało, na mecie Pawła w sprinterskim pojedynku pokonał Piotr Bochniak z Podhala, a tuż za ich plecami wpadł rozpędzony jak lokomotywa Patryk Burda.

Dystans Mini-tzw sprintersko-rodzinny nie był taryfą ulgową, i również tutaj trasa wiła się po tym samym terenie, którym mknęli kolarzy z dystansów dłuższych. Jesli ktoś liczył na wycieczkę po bulwarze, srogo się przeliczył. Oceniając jednak poziom satysfakcji  po wyścigu na podstawie poziomu zadowolenia na twarzy, po przejechaniu linii mety doszliśmy do wniosku, że również w tym wyścigu nie zabrakło wszystkich kolarskich wrażeń. Zwycięzca tej rywalizacji Dominik Siwiec nie ukrywał swojego zadowolenia na podium i tak opisał nam całą rywalizację w czołówce:

Dziś kluczem do sukcesu była taktyka i znajomość trasy, jako że dystans był krótki, to można było się spodziewać mocnego tempa od startu i interwałów przez całą długość trasy, a bardzo techniczne zjazdy weryfikowały umiejętności. Od razu po starcie pojechałem w czubie, chciałem podyktować swoje warunki i udało się dokonać selekcji na pierwszym podjeździe i wyłonić 4-osobową ucieczkę. Na 3 górce razem z kolegą z BodyiCoach pociągnęliśmy mocniej i urwaliśmy pozostałych. Przez następne kilkanaście kilometrów współpracowaliśmy, aby uzyskać bezpieczną przewagę. Tak było do ok. 8km przed metą, wcześniej oszczędzałem siły i postanowiłem zaatakować. Zyskałem kilkanaście sekund na zjeździe i kilkuset metrowym technicznym odcinku. Wiedziałem, że muszę pojechać "full gaz" i po chwili już widziałem, że przewaga jest na tyle bezpieczna, że mogę spokojnie dowieść zwycięstwo do mety.
Po całym wyścigu mogę powiedzieć, że nie jechały tyle nogi, co głowa. Ważnym było kontrolowanie tętna, bo przy wysokiej temperaturze łatwo było o "odcięcie prądu", a także wykorzystanie kilku momentów na ataki.

Podium z zwycięzcą uzupełnili  Rafał Rymarz i Marcin Biniek.

Foto: Bikelife

Atmosfera w miasteczku startowym udzieliła się też kibicom, dlatego spory tłum mieszkańców i rodzin zawodników spedzał czas na rozmowach, odwiedzinach stoisk z branży kolarskiej i degustacji darmowego piwa bezalkoholowego serwowanego przez urocze hostessy każdemu spragnionemu. O nagrody zatroszczyły się marki DT Swiss przekazując zestawy kół szosowych, Hansgrohe z myślą o przyjemniejszej kąpieli pod prysznicem, Specialized chcąc zwycięzcom podnieść komfort jazdy swoimi oponami oraz słodkości pierkowe z Torunia dla podniesienia poziomu endorfin. Liczymy na Was w przyszłym roku. Może będzie nas 2000 na starcie? 

Foto: Bikelife

Wyniki z wyścigu znajdziecie tutaj : kto wygrał, kto przegrał?


o autorze

Piotr Szafraniec

Nieuleczalnie chorujący od ponad 20 lat na pasję do roweru. Próbował uciec od swojej choroby łowiąc olbrzymie dorsze na kole podbiegunowym, jednak przegrał tą walkę i zaraża teraz swoim ADHD na szosowych zjazdach. Dzieli się...

Powiązane posty


Powiązane galerie

komentarze

Powiązane treści

WiadomościWszystkie

WydarzeniaWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • 34-300 Żywiec, Folwark 21/25
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl