Sięgając Chmur - Alto de Hazallanas - 2/50
Tym razem początek podróży rozpoczął się zupełnie inaczej niż przy pierwszym hiszpańskim podjeździe. Trzy dni spędzone na targach Velo Days, promując markę WaxBike, szybki dojazd do domu i jeszcze tej samej nocy samolot z Poznania do Malagi. Kilka miesięcy wcześniej zaplanowany tygodniowy wyjazd z kumplami - ośmiu chłopa, osiem rowerów i asfalty Hiszpanii. Brzmi świetnie!
Ale w tym wyjeździe krył się wyjątkowy dla mnie dzień, który miałem spędzić samotnie, realizując kolejny podjazd z projektu Sięgając Chmur na podstawie albumu autorstwa The Climb. Dlaczego sam? Założeniem projektu nie jest realizacja podjazdów w pojedynkę, choć nie ukrywam, że właśnie w taki sposób czuję się najlepiej. Ja, rower, kamera i cel do zrealizowania. Jednak w tym przypadku powodem samodzielnej jazdy była odległość od wynajętej willi do gór Sierra Nevada, gdzie znajdował się główny cel tej podróży.

Alto de Hazallanas rozpoczyna się w miejscowości Güéjar Sierra. Ale ja postanowiłem rozpocząć jazdę z większego, pobliskiego miasta, jakim jest Grenada. Żeby się tam znaleźć, najpierw przebyłem 100 km samochodem z miejscowości Torrox, gdzie stacjonowałem przez cały pobyt w Hiszpanii. Jazda rowerem rozpoczęła się bez żadnych niespodzianek i nic nie wskazywało na to, że na drodze spotkają mnie problemy.
O porannym śniadaniu już dawno zapomniałem, a wiadomo, jak to jest na rowerze - głód dopada nas szybko. Po dojeździe do Güéjar Sierra, piękną szosą prowadzącą wzdłuż gór, z widokiem na zaśnieżone szczyty Sierra Nevada, przyszedł czas na drugie śniadanie. To nie jest wyścig. To przeżywanie, doświadczanie i realizacja marzeń - kto odpuściłby sobie pyszne śniadanie w niezwykle klimatycznej, zabytkowej miejscowości, w knajpie, w której lokalni dżentelmeni przy piwku rozmawiali o trudach codziennej egzystencji?

Spełniony i najedzony rozpocząłem główną część wyzwania.
Musimy wrócić do początku! Po tym, co spotkało mnie na Puerto de las Palomas, dużo większą uwagę przyłożyłem do rozpoznania tego, co może mnie czekać. Pogoda, droga, ograniczenia, zakazy, warunki lokalne — to wszystko sprawdziłem jeszcze w Polsce. I od samego początku wiedziałem, że z pewnych przyczyn droga jest zamknięta. Tak! Właśnie ta droga, na której kolarze ścigali się podczas wyścigu Vuelta a España i właśnie ta, po którą teraz przyjechałem.
Ale ilość i jakość informacji, jakie zdobyłem na odległość, była taka, że nie udało się jednoznacznie określić jej przejezdności. A informacje turystyczne w Hiszpanii - są, ale głównie na papierze. Zapomnij, że się dodzwonisz i o coś zapytasz.

No to jedziemy!
Zjeżdżam z Güéjar Sierra, zbliżam się do początku podjazdu, dojeżdżam do mostu nad rzeką… i to koniec mojej wyprawy! Ha! Dopiero teraz przypomniałem sobie o godzinach, jakie w Polsce spędziłem, szukając informacji właśnie o tym, co teraz mnie spotkało. Most jest zamknięty. Policyjne taśmy, zakazy wstępu, ostrzeżenia, łańcuchy i informacje.
Ale nie most jest tutaj problemem…
Huragan, który dwa miesiące wcześniej zmusił mnie do ewakuacji ze szczytu jednej z gór podczas zdobywania Puerto de las Palomas, spowodował powódź, która podmyła glebę i całe zbocze zsunęło się z góry, ściągając do koryta asfalt. Asfalt z podjazdu Alto de Hazallanas. Asfalt z mojego podjazdu!

Kiedy do mnie to dotarło, krzyknąłem tak głośno, że zapewne śnieg na Sierra Nevada się zatrząsł. Nie, tego krzyku nie uchwyciła kamera — może i lepiej. Ale owszem, relację z moich starań możecie zobaczyć w formie wideo na moim kanale WaxBike na YouTube.
Wracając do projektu Sięgając Chmur… sytuacja wyglądała naprawdę poważnie, a ja nie wiedziałem jeszcze jak bardzo.
Jedno jest pewne - nie ma możliwości, żeby zrezygnować. Postanowiłem szybko wymyślić plan awaryjny. Na szczyt podjazdu prowadzi jeszcze jedna droga - dłuższa, ale o mniejszym nachyleniu. Jednak nie mam na myśli tego, żeby zmienić trasę. Nie mogę tego zrobić, ponieważ to tędy przebiegał wyścig i to ten podjazd w formie śladu mam naniesiony na koszulkę.
A nie zapominaj, że na każdy podjazd wraz z Inoni tworzę dedykowaną koszulkę, a każdą z nich już niedługo będziecie mogli znaleźć w oficjalnym sklepie Inoni. Kiedy to piszę, pierwsze dwie koszulki mają sesję zdjęciową - już nie mogę się doczekać efektu!

Plan jest taki - wjadę na szczyt drugą stroną, następnie zjadę Alto de Hazallanas do miejsca, gdzie droga jest zamknięta, i podjadę oficjalnie całą dostępną trasę. To najlepsze, co mogę w tej sytuacji zrobić.
Zacząłem się już cofać i nagle z dalszej perspektywy zauważyłem, że mimo zarwanego asfaltu dam radę przejść, niosąc rower. Dzięki temu to, czego nie przejadę, przejdę, a później znów wsiądę na rower - cały czas pozostając na wcześniej zaplanowanym szlaku.

Zniszczenia drogi były gorsze, niż myślałem. Siła powodzi musiała być niewyobrażalna! Różnica poziomów asfaltu wynosiła miejscami nawet 1,5 metra. Praktycznie musiałem używać roweru jak kotwicy, żeby wdrapać się na te progi. W pewnym momencie trudności się skończyły, a pobliscy mieszkańcy potwierdzili, że dalej droga jest przejezdna. Ufff… jaka ulga!
Można w końcu wsiąść na rower i rozpocząć podjazd. Procenty nie były łaskawe. Podjazd trzymał cały czas, bez możliwości odpoczynku. Pełne słońce, brak choćby najmniejszej chmury, wcześniejszy stres i wspinanie się z rowerem - to wszystko nie pomagało. Jednak widok na szczyty Sierra Nevada, zaśnieżone stoki, nazwiska kolarzy namalowane na asfalcie i metry przewyższenia znikające z licznika sprawiały, że sił mi nie brakowało. I po godzinnej jeździe osiągnąłem swój cel.

Mamy to! 2/50! Kolejny podjazd zaliczony. Teraz kolejna przyjemność - 25 km nieustannego zjazdu do Grenady, gdzie czekał na mnie samochód i powrót do willi na zasłużony odpoczynek oraz długie rozmowy z kumplami. A było co opowiadać.
A co dalej? Już projektuję koszulki na kolejną wyprawę i kolejne podjazdy. Tym razem wyjazd będzie niezwykle skomplikowany. Kilka krajów do przejechania samochodem, 5500 km i cztery cele do zdobycia…

komentarze