Uszczelniacze Quick Tire Sealant - bardzo długi test
Do napisania tego podsumowania zabierałem się strasznie długo. Z jednej strony zachęcany przez samego dystrybutora słowami, że działa znacznie dłużej (chwalą się że do 7 miesięcy) od konkurencji, a z drugiej strony zwyczajnie nie było czasu się zabrać za pisanie. Zbliża się sezon i wielu z Was myśli co tu wlać do opon na wyścigi, więc myślę że pora na to jest odpowiednia.
Quick Tire Sealant trafił do mnie niejako przez przypadek. Potrzebowałem czegoś zupełnie innego z BikeLine, który jest dystrybutorem preparatu i zostałem zapytany, czy nie chciałbym przetestować czegoś nowego. No jasne. Na mleczkach różnego rodzaju jeżdżę od kilkunastu lat, zawsze więc chętnie sprawdzę czy mój ulubiony Stan’s No Tubes jest ciągle najlepszy… i czy Slime Pro to dalej największe badziewie jakie kiedykolwiek wlałem do swoich opon.
Od czasu otrzymania pierwszych butelek, firma powiększyła ofertę i znajdziemy w niej również smary do linek i łańcucha oraz wentyle do bezdętek, ale nie to jest tematem tego tekstu. Po prostu zaznaczyłem że są w ofercie, ale to nie one są tutaj gwiazdami.
Razem z uszczelniaczami przesłano mi strzykawki z giętkimi rurkami do aplikacji uszczelniacza przez wentyl. Po co mi to, zapytałem. Cały czas wlewam przez odchylony rant opony i jest dobrze. Usłyszałem wówczas - Spróbuj. Narobisz mniej syfu dookoła niż zwykle. To fakt, przy aplikacji zawsze gdzieś się coś uleje. Tu końcówkę wężyka zakładamy na wentyl i sprawa jest banalnie prosta i czysta. Oczywiście przy zdejmowaniu trzeba trochę uważać, ale to detal. Potem już tylko trzeba pokręcić kołem, żeby rozprowadzić uszczelniacz wewnątrz opony i można wsiadać na rower.
Sezon minął a ja nawet nie zajrzałem do wnętrza opony. Przy moich poprzednich uszczelniaczach co jakieś 3 miesiące trzeba było coś dolać. Tu mając w głowie zapewnienia o „długotrwałości” działania, zrobiłem to co lubię najbardziej. Nic :)
Opon nie udało mi się przez sezon zajechać, więc normalnie odstawiłbym rower i poczekał do wiosny, żeby sprawdzić co trzeba koło niego zrobić. Jednak ciekawość wzięła górę i gdy rower już definitywnie szedł na odpoczynek zimowy, postanowiłem zajrzeć do środka. A tu niespodzianka - w środku jest jeszcze uszczelniacz.

Nie wiem jaka była jego „wartość techniczna” w tym momencie ale był, a nie chciałem niszczyć opon, tylko po to żeby to sprawdzić. Poprzednie uszczelniacze po takim okresie reprezentowane były przez suchą cieniutką błonę, a tu jeszcze w środku mokro i to konkretnie.

Jak widać obietnice nie były bez pokrycia. Uszczelniacze próbowałem także z wkładkami Tannusa. Dla mnie dream team jeśli chodzi o działanie, ale nie każcie mi pisać o zakładaniu / wyjmowaniu tych wkładek, bo musiałbym użyć bardzo wielu słów, powszechnie uważanych za niewłaściwe. Może się kiedyś nauczę je zakładać i będę to robił z przyjemnością, a o samych wkładkach napiszę coś więcej za niedługo, bo to produkt warty opisania i używania.

Warto jeszcze zaznaczyć, że uszczelniacz oferowany jest w 2 wersjach - czerwonej i zielonej. Pierwsza z nich to tzw. wersja Race, która jak możemy przeczytać na stronie dystrybutora posiada "jeszcze więcej substancji aktywnej w formule uszczelniacza, dzięki czemu działanie jest szybsze o około 30% względem standardowej wersji", ale z nieco krótszą trwałością - do sześciu miesięcy. Typowa mieszanka na tzw. Race Days. Wersja zielona to taka do użytku nazwijmy to ogólnego i ta w większości przypadków wystarczy. Oba typy uszczelniacza oferowane są w butelkach o trzech pojemnościach: 250 ml, 500 ml i 1L. Pierwsza z nich spokojnie wystarczy na oba koła, nawet jeśli macie opony 29x2,6 / 27,5x2,6 jak u mnie.
Ceny bardzo znośne - za małą buteleczkę trzeba zapłacić 45 peelen, pół litra płynu to wydatek 60 złotych, a za butelekę 1L zapłacimy 8 dyszek. Dla porównania, za stosowanego przeze mnie Stan's No tabes trzeba zapłacić 45 złotych za 250 ml, 80 PLN za pół litra i 130 PLN za 1 litr. Wersja Race jest nieco droższa i jej cena wynosi 170 PLN, choć w necie na pewno da się złapać jakieś promki - cenowo więc dość podobnie, w przypadku niższych pojemności i bardzo korzystnie, jeśli zdecydujecie się na zakup większej butelki. Jeżeli o mnie chodzi to uważam, że jeść to nie woła i może sobie poleżeć, aż zużyję poprzednią dawkę, żeby dolać kolejnej. Na opakowaniach nie mogłem znaleźć terminu przydatności, więc tym bardziej. Dodatkowo za uszczelniaczami Quick przemawia dłuższy okres między dolewkami / uzupełnieniami.
Uszczelniacz był przeze mnie stosowany w kilku rowerach, na których jeździłem w czasie testu. Zmieniałem w tym czasie także koła na inne zestawy i do każdego lałem "Quick". Zrobiłem w tym czasie dość sporą liczbę kilometrów, choć w porównaniu z Wami to pewnie nic, albo niewiele. Nie złapałem w tym czasie żadnego kapcia. Mam albo dużo szczęścia, albo uszczelniacze robią swoją robotę, bo takowego incydentu od dawna nie doświadczyłem. Tym bardziej mogę się pod tym testem podpisać. A tych z Was co pamiętają jeszcze incydent ze Slime Pro mogę uspokoić - przy zmianie opony można ją bezproblemowo zdjąć z obręczy. W końcu to tylko i aż uszczelniacz i takie jest jego zadanie.

komentarze