Dwa blaty, zero przedniej przerzutki. Orient sam zmienia linię łańcucha
Napędy 1× miały uprościć rower. Jedna tarcza z przodu, coraz większa kaseta z tyłu i święty spokój z przednią przerzutką. Tyle że wraz z dokładaniem kolejnych koronek zaczęliśmy płacić za tę prostotę coraz większym przekosem łańcucha. Marginal Gain uznało, że zamiast dalej rozpychać kasetę i udawać, że problemu nie ma, lepiej przesunąć również łańcuch z przodu.
Tak powstał Orient. Ma dwa blaty, ale nie jest napędem 2×. Nie ma przedniej przerzutki, osobnej manetki ani żadnego silniczka, a oba blaty mogą mieć nawet tyle samo zębów. Ich zadaniem nie jest zmiana przełożenia, tylko ustawienie łańcucha w lepszej pozycji względem kasety.
Dwa blaty, ale nadal 1×
To jest ten moment, w którym pierwsze zdjęcie Orienta trochę oszukuje. Widzisz dwie tarcze i odruchowo zakładasz, że ktoś właśnie wymyślił przednią przerzutkę od nowa. Tymczasem rowerzysta nadal używa wyłącznie tylnej manetki. Kiedy łańcuch dochodzi mniej więcej do połowy kasety, sam przechodzi na drugą tarczę i od tego momentu pracuje z innej linii.
Marginal Gain pokazuje zarówno układy z identycznymi blatami, jak i konfiguracje z niewielką różnicą, na przykład 30/32T. Przy takich wartościach nie chodzi o uzyskanie dwóch osobnych zakresów jak w klasycznym 2×. Drugi blat ma przede wszystkim sprawić, żeby na skrajnych koronkach kasety łańcuch nie szedł po skosie od jednego końca roweru do drugiego.
Łańcuch spada i właśnie tak ma być
Najbardziej przewrotna część Orienta polega na tym, że wykorzystuje zjawisko, z którym producenci napędów od lat walczą. Łańcuch ma zejść z jednego blatu. Tyle że zamiast spaść na mufę suportu albo zaklinować się między korbą a ramą, trafia na drugi zestaw zębów.
Pomiędzy blatami znajduje się odpowiednio ukształtowana sekcja, która prowadzi łańcuch z jednej płaszczyzny na drugą. Moment zmiany wynika z kąta, pod jakim łańcuch biegnie z kasety do korby. Tylna przerzutka przesuwa go coraz dalej w bok, aż geometria sama wymusza przejście na drugi blat. Żadnego dodatkowego przycisku, żadnego zastanawiania się, czy z przodu jesteśmy na dużej czy małej tarczy.
Problem zaczyna się z tyłu
Przy 10 czy 11 przełożeniach można było jeszcze długo dyskutować, czy przekos łańcucha naprawdę komukolwiek przeszkadza. Przy współczesnych kasetach 12- i 13-rzędowych robi się trudniej. Jeden blat zostaje w tym samym miejscu, a łańcuch musi obsłużyć coraz szerszy pakiet koronek. Na najmniejszej i największej zaczyna pracować pod naprawdę sporym kątem.
Marginal Gain policzyło, że w typowym 1×12 boczne odchylenie na skraju kasety dochodzi do około 19,5 mm, a przy trzynastu przełożeniach przekracza 21 mm. Orient dzięki dwóm liniom ma ograniczyć te wartości mniej więcej o połowę. Sama geometria jest tu trudna do podważenia. Otwarte pozostaje pytanie, ile watów rzeczywiście dzięki temu zostaje w nodze, a ile tylko ładnie wygląda w tabeli.
I tu kończy się to, co wiemy, a zaczyna to, co konstruktorzy chcieliby udowodnić. Mniejszy kąt pracy powinien zmniejszyć tarcie i zużycie łańcucha, ale niezależnego testu całego systemu na razie nie ma. Nie mamy więc żadnych podstaw, żeby pisać o konkretnych oszczędnościach mocy.

Szesnaście koronek? Czemu nie
Trzy tygodnie temu pisaliśmy o czternastu przełożeniach z tyłu i zastanawialiśmy się, dokąd właściwie prowadzi ten wyścig. Marginal Gain ma odpowiedź: najwyraźniej jeszcze dalej. W materiałach dotyczących Orienta pojawiają się już obliczenia dla kaset 15- i 16-rzędowych.
Nie oznacza to, że ktoś właśnie odpalił produkcję napędu 1×16. Na razie konstruktor pokazuje, że przy dwóch liniach łańcucha nawet szesnaście koronek nie musi oznaczać tak dużego przekosu jak obecne 1×12. Dla układu 16-rzędowego przyjmuje maksymalne boczne przesunięcie około 12,7 mm. Czyli mniej niż dzisiejsza dwunastka.
W teorii zaczyna to mieć sens. Zamiast próbować ustawić jeden blat tak, żeby był równie źle dopasowany do obu końców kasety, dostajemy dwie linie pracy i dzielimy pakiet mniej więcej na pół. Cena za ten pomysł wychodzi jednak gdzie indziej.
Do zwykłego gravela tego nie przykręcisz
Dwa blaty zajmują miejsce. W obecnym prototypie dzieli je około 25 mm, więc klasyczna rama szybko wchodziłaby z nimi w konflikt. Dlatego rower zbudowany wspólnie z Blackwater Bicycles ma wysoko poprowadzoną prawą dolną rurę tylnego trójkąta i wygląda dokładnie tak, jak wygląda rower zbudowany pod konkretny eksperyment.
Marginal Gain pracuje nad zmniejszeniem rozstawu do około 18 mm, ale nawet wtedy nie zrobi się z Orienta części, którą po prostu wrzucimy do koszyka razem z nowym łańcuchem. W prototypie zmieniono też ustawienie tylnego koła i wygospodarowano więcej miejsca po stronie napędu. Przy piętnastu czy szesnastu koronkach z tyłu milimetry przestają być detalem.
To zresztą jedna z ciekawszych rzeczy w całym projekcie. Orient zaczynał jako pomysł na poprawienie linii łańcucha, a kończy się grzebaniem przy korbie, kasecie, piaście, przerzutce i ramie. Czyli klasycznie: ruszasz jeden element roweru i po chwili okazuje się, że musisz przebudować pół roweru.
To już nie jest tylko render
Prototyp powstał na tytanowym Blackwater Splitfire i był pokazywany na CRAFTED Bike Show. Można więc przynajmniej przestać traktować Orient jak grafikę koncepcyjną z internetu. Łańcuch faktycznie przechodzi pomiędzy blatami, a rower jeździ.
To jeszcze nie odpowiada na najważniejsze pytania. Jeden dzień na wystawie to nie błoto, kurz, zużyty łańcuch i kilka tysięcy kilometrów. Najbardziej ciekawi nas właśnie moment przejścia pomiędzy blatami po dłuższym użytkowaniu, kiedy wszystko nie jest już nowe, czyste i idealnie ustawione.

Na papierze jest nawet lekko
Marginal Gain policzyło również masę przyszłego kompletnego napędu. Orient 44T ma ważyć około 170 g w najlżejszej wersji, planowana kaseta 15-rzędowa około 350 g, 16-rzędowa około 390 g, a tylna przerzutka z akumulatorem około 250 g. Cały 1×16 miałby zamknąć się w okolicach 1220 g, a w najbardziej odchudzonej konfiguracji nawet 1060 g.
Ładne liczby, tylko część tych podzespołów na razie istnieje głównie w projekcie. Nie ma więc większego sensu ustawiać już na stole wagi i porównywać Orienta z gotowym SRAM-em czy Shimano. Najpierw niech powstanie całość.
Zaczęło się od piętnastu przełożeń
Za projektem stoi Andre Szucs z Boulder, a jego kombinowanie z napędem nie zaczęło się wczoraj. Już w 2021 roku zbudował Monstergravela z pełnym zawieszeniem, barankiem i 15-rzędową kasetą. Więcej koronek dało zakres i mniejsze skoki między przełożeniami, ale jednocześnie jeszcze mocniej pokazało problem przekosu łańcucha.
Orient jest w praktyce kolejnym etapem tego eksperymentu. Zamiast zastanawiać się wyłącznie nad tym, ile jeszcze da się dołożyć z tyłu, Szucs zaczął kombinować z przodem. Blackwater zbudowało pod ten pomysł odpowiednią ramę i w ten sposób powstał rower, który można już normalnie pokazać, a nie tylko policzyć na ekranie komputera.
Teraz trzeba to ubrudzić
Sam pomysł ma sens. Dwa blaty nie komplikują obsługi, a jeśli rzeczywiście utrzymują łańcuch bliżej optymalnej linii, rozwiązują problem, który rośnie razem z każdą kolejną koronką kasety. Nie trzeba do tego kolejnej manetki, kabla ani baterii.
Ale teraz Orient powinien przestać pozować do renderów i dostać porządnie po tyłku. Błoto, piach, kilka tysięcy kilometrów, mocne zmiany pod obciążeniem i pomiar strat przed oraz po teście. Jeśli po tym wszystkim łańcuch nadal będzie sam trafiał tam, gdzie trzeba, wtedy możemy wrócić do rozmowy o szesnastu przełożeniach.

komentarze