FSA odchudziło KFX o ponad 300 gramów. Ale nowe koła nie powstały tylko dla wagi
Nowe FSA KFX i30 ważą 1250 gramów za komplet, ale sama liczba na wadze jest tu najmniej ciekawa. Producent poszerzył obręcz, zmienił jej konstrukcję, przygotował zupełnie nowe piasty z 72-zębowym ratchetem i testował całość w Pucharze Świata razem z Cannondale Factory Racing oraz Lapierre Factory Racing. To nie jest więc kolejny zestaw zrobiony po to, żeby dobrze wyglądał w tabelce.
Ponad 300 gramów zniknęło. I niczego przy tym nie zwężono
Poprzednie KFX i28 według danych FSA ważyły 1566 gramów. Nowe i30 schodzą do 1250 gramów, czyli różnica wynosi 316 gramów na komplecie. Przy kołach XC to dużo, ale ciekawsze jest to, że producent nie osiągnął tego metodą sprzed kilku lat: wąska obręcz, delikatna konstrukcja i modlitwa, żeby zawodnik nie trafił zbyt mocno w kamień. Wewnętrzna szerokość wzrosła z 28 do 30 mm, zewnętrzna wynosi 36 mm, a profil ma około 24 mm wysokości.
To dobrze pokazuje, jak zmieniło się samo XC. Opony 2,35 i 2,4 cala nie są dziś eksperymentem, tylko normą, a trasy Pucharu Świata mają niewiele wspólnego z tym, co jeszcze kilkanaście lat temu nazywano cross-country. Szersza obręcz daje oponie lepsze podparcie, szczególnie przy niskim ciśnieniu, i pozwala ograniczyć jej pracę na boki w szybkich zakrętach. Samo zejście z masą nie wystarcza już, żeby zrobić dobre koło wyścigowe.

Obręcz dostała więcej niż nową naklejkę
KFX i30 mają karbonową, asymetryczną obręcz hookless, przygotowaną pod tubeless. Łoże szprych przesunięto o 2,75 mm, żeby zmniejszyć różnicę napięcia pomiędzy obiema stronami koła. FSA zmieniło również kształt rantów, które mają lepiej rozkładać energię przy dobiciu opony do obręczy. W teorii oznacza to większą odporność na uderzenia, w praktyce będziemy chcieli zobaczyć, jak zachowa się to po kilku miesiącach ścigania i jazdy po kamieniach.
Nie ma tu natomiast próby udawania, że karbon rozwiązuje wszystkie problemy świata. Przy zbyt niskim ciśnieniu i mocnym uderzeniu nadal można przeciąć oponę albo uszkodzić obręcz. FSA próbuje po prostu przesunąć granicę trochę dalej. I to ma więcej sensu niż ściganie się wyłącznie o to, kto napisze niższą liczbę w rubryce „waga”.

Nowa piasta jest ciekawsza niż mogłoby się wydawać
Z tyłu pracuje nowa PRS X-900 z 72-zębowym ratchetem, który zazębia się co 5 stopni. Na długim, równym podjeździe nie ma to większego znaczenia. W XCO sytuacja wygląda inaczej: chwila bez pedałowania przed przeszkodą, szybka korekta pozycji korby i natychmiastowe ponowne depnięcie to normalny fragment jazdy. Im krótszy martwy ruch, tym szybciej napęd znowu zaczyna przenosić moc.
FSA twierdzi, że nowy mechanizm reaguje o 24 procent szybciej od wcześniejszego rozwiązania opartego na trzech zapadkach. W piastach pracuje łącznie siedem uszczelnionych łożysk maszynowych, a z tyłu można zastosować bębenek Shimano Micro Spline albo SRAM XD. Zaskakuje za to mocowanie tarczy wyłącznie na sześć śrub. W czasach, gdy Center Lock jest bardzo popularny w wyścigowym MTB, część użytkowników będzie musiała dorzucić do kosztów także nowe tarcze.

Te koła już dostały po głowie w Pucharze Świata
FSA rozwijało KFX i30 razem z Cannondale Factory Racing oraz Lapierre Factory Racing. Prototypy były używane w wyścigach jeszcze przed oficjalną premierą, więc nie mamy do czynienia z produktem, który wyszedł prosto z laboratorium na stronę sklepu. Związek z Cannondale widać także w specyfikacji: dostępna jest wersja przedniego koła pod Lefty, ważąca według producenta 608 gramów.
Standardowa konfiguracja korzysta z osi Boost 15x110 mm z przodu i 12x148 mm z tyłu. Producent podaje również maksymalną masę systemową 150 kg oraz klasyfikację ASTM 3. Przy tej masie zestawu to akurat liczby, które warto odnotować. Pokazują, że KFX i30 nie są kołami przygotowanymi wyłącznie dla zawodnika ważącego 60 kilogramów i trasy bez kamieni.

2189 euro. Czyli cudów nie ma
Nowe KFX kosztują 2189 euro. Poprzednie i28 są wycenione przez FSA na 1899 euro, więc za nową generację trzeba dopłacić 290 euro. W zamian dostajemy znacznie lżejszy zestaw, nową obręcz i całkowicie przebudowaną piastę. Czy to dużo? Oczywiście. Ale mówimy o segmencie, w którym dwa tysiące euro za karbonowe koła wyścigowe dawno przestało kogokolwiek szokować.
Znacznie ciekawsze od ceny jest to, gdzie FSA ustawiło priorytety. Nie poszło wyłącznie za rekordem masy, bo na rynku są już lżejsze zestawy – niedawno pisaliśmy o Mavic Crossmax Ultimate ważących deklarowane 1080 gramów. KFX i30 wyglądają bardziej jak próba znalezienia sensownego środka pomiędzy wagą, szerokością obręczy, szybkością zazębienia i odpornością na traktowanie, jakie dziś dostają koła podczas XCO.
I chyba właśnie tutaj warto patrzeć na te koła. Nie jako na kolejne „1250 gramów” do wpisania w katalogu, ale jako przykład tego, jak bardzo zmieniło się XC. Sprzęt ma być absurdalnie lekki, ale jednocześnie znosić jazdę, która kilka lat temu bardziej pasowała do roweru trailowego. FSA KFX i30 próbują pogodzić jedno z drugim. Dopiero jazda pokaże, czy się udało.

komentarze