DNA-cierpienie. Małopolska TATRA ROAD RACE 2026

Nie każda impreza kolarska potrzebuje kilkuset kilometrów, żeby zawodnik pod koniec dnia zaczął analizować wszystkie decyzje, które doprowadziły go na linię startu. Małopolska Tatra Road Race potrafi osiągnąć ten efekt znacznie szybciej. W najkrótszym wariancie wystarczy 46,55 kilometra i 1355 metrów przewyższenia, w środkowym 82,3 kilometra oraz 2300 metrów wspinaczki, a w najdłuższym 118,15 kilometra i 3240 metrów w pionie. Tutaj kilometr nie jest jednostką miary trudności, lecz jedynie miejscem, w którym zaczyna się kolejny wysiłek.

5 września odbędzie się XII Małopolska Tatra Road Race. Na liście startowej jest już ponad 800 zawodników, a liczba zapewne jeszcze się zmieni przed zamknięciem zapisów. Wyścig ma jednak znacznie dłuższą historię niż mogłaby sugerować obecna skala i profesjonalna oprawa, ponieważ pierwszy Tatra Road Race odbył się w 2015 roku i już po debiucie zaczął wyróżniać się na tle polskiego kalendarza amatorskiego. 

Od początku były dwa dystanse: HARD i HELL. Kilka lat temu pojawił się pomiędzy nimi AS, który rozszerzył ofertę, ale nie zmienił charakteru imprezy. Nadal wybiera się tutaj nie pomiędzy łatwym, średnim i trudnym dystansem, lecz pomiędzy trzema różnymi odmianami tego samego sportowego problemu. HARD ma 46,55 kilometra i 1355 metrów przewyższenia, AS 82,3 kilometra i 2300 metrów, a HELL 118,15 kilometra oraz 3240 metrów w pionie.

To „cierpienie”, które wrosło w DNA Tatra Road Race, ma jednak bardzo konkretne ramy. Nie chodzi o przypadkowe połączenie możliwie największej liczby podjazdów, lecz o wyścig, który od lat budowany jest jako kompletne doświadczenie. HELL ma limit wjazdu na drugą rundę na 64,3 kilometrze, obowiązujący do 13:30, a końcowy limit mety upływa o 16:05. Trasa selekcjonuje więc nie tylko siłą, ale również czasem, zmuszając zawodnika do realnej oceny własnych możliwości. 

Jednocześnie trudność nie została pozostawiona samopas. Na Bachledówce działają bufety dostępne odpowiednio dla uczestników HARD, AS i HELL, jest pomoc techniczna, zabezpieczenie medyczne i ratownicze, elektroniczny pomiar czasu oraz międzyczasy. Po zakończeniu rywalizacji zawodnicy wracają już bez ścigania do miasteczka przy Rewita Kościelisko, gdzie czekają Meta Honorowa, medal finishera, posiłek, dekoracje i konkursy.

To właśnie jakość organizacji od początku była jednym z fundamentów imprezy. Trudny wyścig jest stosunkowo łatwo stworzyć - wystarczy znaleźć kilka stromych dróg i połączyć je na mapie. Znacznie trudniej sprawić, aby po przejechaniu trasy zawodnik miał poczucie, że wszystko poza jego własną formą działało tak, jak powinno. Tatra Road Race przez kolejne edycje konsekwentnie budowała właśnie taką reputację.

Przez jedenaście rozegranych edycji powstała również prawdziwa historia sportowa. Już podczas pierwszego Tatra Road Race w 2015 roku Piotr Tomana wygrał główny dystans, a Sebastian Druszkiewicz triumfował na krótszej trasie. Wśród kobiet pierwszą zwyciężczynią głównego dystansu została Magdalena Piróg. Z czasem na podium i w czołówkach pojawiały się kolejne nazwiska mocno związane z polskim ściganiem amatorskim i mastersowym: Adam Wójcik, Dawid Nytko, Kamila Wójcikiewicz-Płotkowiak i wielu innych. 

Piotr Tomana przez lata stał się jedną z najbardziej symbolicznych postaci Tatra Road Race, a jego kolejne starty były częścią historii tej imprezy. W 2019 roku organizatorzy i relacjonujący wyścig podkreślali jego status czterokrotnego „Dominatora TRR”, co dobrze pokazuje, że na Podhalu powstała nie tylko kolejna impreza dla amatorów, ale wyścig z własnymi bohaterami i sportową pamięcią. 

Najlepszym dowodem na skalę, jaką Tatra Road Race osiągnęła, pozostaje rekord frekwencji z 2019 roku, kiedy wystartowało 1240 osób. Ta liczba robi wrażenie szczególnie dlatego, że impreza nigdy nie budowała popularności obietnicą łatwego dnia na rowerze. Jej charakter był jasny od pierwszej edycji i przez lata właściwie się nie zmienił: zawodnik ma dostać wymagającą trasę, prawdziwą sportową rywalizację i organizację, która pozwoli skupić się na jeździe.

W tym roku do tej historii zostanie dopisana kolejna strona. Małopolska jako partner tytularny, trzy dystanse, korekty przebiegu tras w okolicach Maruszyny i Czerwiennego, osiem premii górskich na HELL oraz kolejne spotkanie z Podhalem, które na szosie potrafi być piękne i bardzo nieuprzejme w tym samym momencie. 

Po dwunastu latach Tatra Road Race nie musi już nikomu udowadniać, że jest imprezą trudną. Znacznie ciekawsze jest to, że z tej trudności udało się stworzyć własną wartość i własną historię. Zawodnicy przyjeżdżają tutaj nie tylko po medal, wynik czy kolejną liczbę w aplikacji treningowej, ale również po możliwość zmierzenia się z wyścigiem, który od 2015 roku dorobił się własnych nazwisk, własnych wspomnień i własnego miejsca w polskim kolarstwie.

Tu nie chodzi wyłącznie o samo ukończenie
Tatra Road Race można potraktować jako osobistą walkę z trasą, ale sportowy wymiar imprezy jest znacznie bardziej rozbudowany. Na każdym dystansie obowiązuje podział na kategorie wiekowe, przy czym regulamin różnicuje je w zależności od długości i charakteru trasy. HARD i AS mają szeroki system klasyfikacji dla kobiet i mężczyzn, natomiast na najtrudniejszym HELL kobiety rywalizują w klasyfikacji OPEN, a mężczyźni w czterech kategoriach wiekowych. Jeśli w danej kategorii nie zbierze się odpowiednia liczba zawodników, uczestnicy mogą zostać przesunięci do młodszej grupy, co ma zapewnić rzeczywistą rywalizację, a nie tworzyć podium dla trzech osób, które po prostu dojechały.

Jest też wyraźna gradacja sportowych ograniczeń. HARD pozostaje dystansem przeznaczonym przede wszystkim dla amatorów, AS zamyka listę startową przed zawodnikami Elity i U23, a HELL ma najbardziej otwartą formułę. Dzięki temu trzy dystanse nie różnią się wyłącznie liczbą kilometrów i metrów przewyższenia, lecz także charakterem sportowej rywalizacji.

 Dystans HELL i AS, tu sześć najlepszych kobiet i sześciu najlepszych mężczyzn w klasyfikacji OPEN otrzyma nagrody, a zwycięzcy mogą liczyć na świadczenia o wartości co najmniej 1000 zł oraz trofea. Na HARD również nagradzana będzie czołowa szóstka kobiet i mężczyzn, a wartość nagród dla zwycięzców wyniesie co najmniej 500 zł. Osobne nagrody przewidziano także dla najlepszych zawodników w klasyfikacjach wiekowych.

To jednak nadal nie koniec, ponieważ po dekoracji odbędzie się tradycyjny konkurs z nagrodami dla wszystkich uczestników. Partner techniczny DT4YOU.com ufundował między innymi komplet kół DT Swiss, który będzie można zdobyć właśnie podczas losowania. Warunek jest prosty: trzeba zostać do końca i odebrać nagrodę osobiście.

Po takim dniu część zawodników będzie miała już zapewne ochotę tylko zdjąć buty, znaleźć krzesło i przez chwilę nie słyszeć słowa „podjazd”, ale warto pamiętać, że Małopolska Tatra Road Race ma swoje zakończenie dopiero po zakończeniu całej ceremonii.

5 września Kościelisko więc znów zobaczy peleton, który sam zdecydował się sprawdzić, czy 1355 metrów przewyższenia na HARD, 2300 na AS czy 3240 na HELL było rozsądnym wyborem. Historia Tatra Road Race podpowiada jednak, że rozsądek nie zawsze jest głównym powodem zapisania się na taki wyścig. Czasem chodzi po prostu o to, żeby sprawdzić, ile człowiek jest w stanie wytrzymać, a potem wrócić za rok i zrobić to jeszcze raz.

Patronem tytularnym wydarzenia jest Małopolska.

Jeśli uważasz że opinie o trudności trasy są przesadne i chcesz sam to sprawdzić, to pod tym linkiem możesz równiez zapisać sie do imprezy :https://my.raceresult.com/370775/registration

Dzień później rower jedzie już w innym celu
Tatra Road Race zakończy się 5 września, ale następnego ranka rowerowy weekend w Kościelisku wcale się nie skończy. Z tego samego miasteczka wyścigu przy Rewita Kościelisko wystartuje Rajd Charytatywny Wokół Tatr, którego sens będzie zupełnie inny niż sobotniej walki z czasem, przewyższeniami i własnymi możliwościami.

Tym razem uczestnicy pojadą wszyscy razem, również z olimpijczykami, wśród których zapowiedziany jest między innymi Oskar Kwiatkowski. Wspólny przejazd wokół Tatr będzie miał jednak przede wszystkim konkretny cel. Cały dochód z imprezy organizowanej przez Fundację Trzymaj Dystans zostanie przekazany Polskiemu Stowarzyszeniu na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, oddział w Zakopanem, na dokończenie budowy Domu Marzeń dla osób z niepełnosprawnością intelektualną.

I chyba trudno o lepsze domknięcie takiego weekendu. W sobotę każdy będzie walczył przede wszystkim o własny wynik, własne ambicje i własną granicę wytrzymałości, a dzień później peleton pojedzie już bez tego wszystkiego, wspólnie i w jednym celu. Ten sam rower, te same Tatry, często ci sami ludzie, ale zupełnie inny powód, żeby wsiąść na siodełko.

Po całym dniu „cierpienia” na Tatra Road Race niedziela może więc przypomnieć, że kolarstwo nie zawsze musi być wyłącznie walką o waty, sekundy i miejsce na mecie. Czasem wystarczy po prostu jechać razem, zwłaszcza wtedy, gdy każdy przejechany kilometr pomaga komuś zrobić krok w stronę prawdziwego Domu Marzeń.

Jeśli chcesz wesprzeć Dom Marzeń i rozkręcić łyde po wyścigu objeżdżając całe Tatry, co wydaje się bardzo rozsądnym pomysłem, możesz dołączyć do wydarzenia pod tym linkiem: https://my.raceresult.com/413058/registration


o autorze

Piotr Szafraniec

Kolarz, kucharz, akrobata. Dwukrotny Mistrz Polski Dziennikarzy w kolarstwie szosowym.

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl