Jacek Kwiatkowski zakończył 30-dniową próbę. Według licznika rekord świata został pobity
Jacek Kwiatkowski zakończył jedno z najtrudniejszych wyzwań w polskim ultrakolarstwie. Zawodnik z Torunia przez cały czerwiec walczył o rekord świata WUCA oraz rekord Guinnessa w liczbie kilometrów przejechanych na rowerze w ciągu 30 dni. Był ból, niewyspanie, kontuzja kolana, deszcz, chłód, a na finiszu także ekstremalne upały. Mimo tego Kwiatkowski dotrwał do końca próby i według danych z własnego licznika oraz codziennych zapisów przejazdów pokonał 11 635,74 km.

Na oficjalne potwierdzenie wyniku przez WUCA trzeba jeszcze poczekać. Dopiero analiza danych z urządzeń rejestrujących przejazd pozwoli zamknąć temat formalnie. Już teraz można jednak powiedzieć, że według nieoficjalnego odczytu Kwiatkowski przekroczył dotychczasowy męski rekord świata należący do Stevena Abrahama, który wynosi 11 433,26 km. Różnica to 202,48 km.
To wynik ogromny, tym bardziej że od drugiego dnia próby Kwiatkowski zmagał się z problemem kolana. W kolejnych dniach dochodziły następne trudności. Czerwiec nie oszczędzał ultrakolarza. Najpierw chłód, deszcze i trudne warunki do jazdy, później wysokie temperatury, które w drugiej części miesiąca zamieniły walkę o kilometry również w walkę o przetrwanie.

Cele były jeszcze większe. Kwiatkowski chciał zaatakować nie tylko oficjalny męski rekord WUCA, ale także swój nieoficjalny wynik z 2025 roku, kiedy w ciągu 30 dni przejechał 12 008 km. W tle pozostaje również absolutny rekord świata bez podziału na kategorie, należący do Alexandry Meixner, wynoszący 13 333,30 km. Tym razem najważniejsze było jednak dowiezienie do końca wyniku, który pozwolił przekroczyć oficjalny męski rekord.
Sam zawodnik, w wypowiedzi udzielonej CentrumRowerowe.pl zaraz po zakończeniu wyzwania, nie ukrywał emocji.
„Mamy to! Udało się to zrobić! Walczyłem do ostatniej minuty, żeby ten rekord ustanowić. Przez 30 dni orka, orka, orka, czyli codzienne zasuwając kupę kilometrów z dużymi prędkościami. Cele były o wiele wyższe. Absolutny rekord świata ponad 13 tys. km czy pobicie własnego nieoficjalnego rekordu z ubiegłego roku (12 008 km). Jednak musiałem walczyć z sobą o osiągniecie celu minimum, czyli męskiego, oficjalnego rekordu dystansu wg WUCA. Byłem naprawdę mega przygotowany, dużo lepiej niż w zeszłym roku czy dwa lata temu. I nie tylko logistycznie, sprzętowo, mentalnie, ale też fizycznie, siłowo, wytrzymałościowo. Naprawdę czułem się tak silny, że te 13 000 jest w zasięgu, realnie. I tu na dzień dobry noga! Drugi dzień bolała, potem już problem, żeby wstać z łóżka czy stanąć. No i druga połowa czerwca wchodzą upały afrykańskie. Ale dalej walczyłem o wynik i o przetrwanie też, bo obiecałem. Do tego niewyspanie, łamanie, nie mogłem dźwignąć tego braku snu. Chyba gorszego czerwca na bicie rekordu to już nie mogłem sobie wybrać. Tak to niestety jest. Nie zawsze się układa pod nas. Ale nie ma co narzekać. Cieszmy się z tego, co jest. Teraz już tylko jeżdżenie dla przyjemności. No bo przecież bez roweru to się nie da. W przyszłym roku chyba znowu spróbuję”.

To zdanie najlepiej pokazuje, z jakim charakterem mamy do czynienia. Po miesiącu jazdy, bólu i skrajnego zmęczenia Kwiatkowski nie mówi o końcu przygody, ale o kolejnej próbie. I trudno się temu dziwić, bo choć tegoroczny rezultat jest bardzo mocny, to sam zawodnik wie, że przy lepszym zdrowiu i bardziej sprzyjającej pogodzie stać go na jeszcze więcej. Wyczynu pogratulował mu także Adrian Kurek, były kolarz zawodowy, mistrz Polski z 2017 roku ze startu wspólnego, obecnie trener kolarski i ekspert CentrumRowerowe.pl.
„Wielkie brawa dla Jacka za ukończenie wyzwania i pobicie męskiego rekordu świata WUCA! Wyzwanie zyskuje na znaczeniu przez kontuzję kolana, która pojawiła się na początku przejazdu. Jako trener jestem pod wrażeniem. Krótki sen, astronomiczne zużycie energii i kilometry pokonywane każdego dnia wymagały perfekcyjnej regeneracji i odżywiania. Nie bez znaczenia była też żelazna psychika Jacka, niesamowita koncentracja i motywacja przez cały miesiąc. Ten wyczyn pokazuje, jak wysoko wyznaczony jest «sufit» ludzkich możliwości i jak ciało potrafi adaptować się do wysiłku ultrawytrzymałościowego. Jeszcze raz brawo i życzę upragnionego odpoczynku z małą przerwą od roweru!”.
Teraz pozostaje czekać na oficjalną weryfikację danych przez WUCA. Jeżeli wynik zostanie zatwierdzony, Jacek Kwiatkowski zapisze na swoim koncie męski rekord świata w 30-dniowej jeździe na rowerze. Bez względu na formalności jedno jest już pewne. Przejechanie 11 635,74 km w miesiąc, w takich warunkach i z kontuzją od początku próby, to wynik, który robi ogromne wrażenie. A skoro sam zawodnik już zapowiada, że w 2027 roku być może spróbuje ponownie, to wygląda na to, że historia walki o absolutny rekord świata jeszcze się nie skończyła.

komentarze