Środki dopingujące na amatorskiej imprezie

O tym że w kolarstwie zawodowym dzieje się źle, wiedzą chyba wszyscy. W tym przypadku sytuacja jest bardziej zrozumiała, gdyż chodzi o wielkie kontrakty sponsorskie, jednak zawody niejednokrotnie nie przypominają wyścigu zawodników, tylko rywalizację ich lekarzy, który z nich znajdzie nowy środek lub lepiej go zamaskuje. Nie są to tanie środki, a preparaty maskujące nie odbiegają od nich poziomem cenowym. Dlatego też w sporcie amatorskim jest to rzadkość. Jednak każdy kombinować potrafi i może załatwić sobie receptę chociażby na efedrynę czy pseudoefedrynę, stanowiącej składnik jednego z popularnych syropów. Oprócz tego dostępna jest cała lista leków przeciwbólowych, preparatów wziewnych oraz łatwo dostępnych narkotyków. Nie takiego kolarstwa chcemy…

Zażywanie takich środków jest złe samo w sobie, ale pozostaje aspekt, który najbardziej doprowadza mnie do wściekłości jakim jest okradanie własnych kolegów. Tak - kradzież miejsca na podium, to także jest kradzież. Jeśli ktoś bierze jakieś świństwo to jest jedna sprawa - odbije mu się to na zdrowiu w przyszłości, a my ze swoich składek będziemy mu płacić za lekarza. Jednak stosowanie tego w rywalizacji sportowej, to zwykłe złodziejstwo i to popełniane wobec ludzi, z którymi zawodnik dopuszczający się stosowania niedozwolonych środków rozmawia, przyjaźni się, śmieje, idzie na piwo itd. i to z powodu kilku guldenów albo kompletu opon, czy czeku na kilkaset złotych jakie otrzyma podczas dekoracji na pudle.

Nasuwa się porównanie z doliniarzami. Jest jednak pewna różnica, która dzieli nieuczciwego zawodnika, obojętnie jakiej dyscypliny - w naszym przypadku kolarstwa, od złodzieja kieszonkowego. Doliniarze starej szkoły mieli swój kodeks, który określał, że jak kieszonkowiec obrobi swojego kolegę po fachu, to musi zapłacić karę. Posłużę się tutaj cytatem: "Wtedy też złapany trafiał na sąd koleżeński, gdzie zapadały wyroki. Na przykład: „oddasz mu tę sikorę (zegarek), albo zapłacisz określoną kwotę”. Zapadały też inne decyzje: „dasz mu dwa razy w mordę"". Na szczęście mordobicie nie jest popularne w kolarstwie, bo inaczej już niejeden chodziłby z maliną pod okiem.

Dlaczego taki temat? Dlatego, że jeden z bardziej znanych zawodników polskiej sceny MTB wpadł na kontroli antydopingowej przeprowadzonej podczas jednej z jesiennych edycji zeszłorocznej Skandii.

Jak możemy przeczytać na stronie PZKol:

Polski Związek Kolarski informuje, że Komisja Dyscyplinarna Związku rozpatrzyła i podjęła decyzję w sprawie zawodnika Radosława Tecława, która dotyczyła pozytywnych wyników badań antydopingowych przeprowadzonych podczas zawodów Skandia Maraton 17.09.2011.

Wynik badania antydopingowego: obecność w organizmie substancji niedozwolonej - Deksametazon.

Komisja Dyscyplinarna Polskiego Związku Kolarskiego na posiedzeniu w dniu 24.01.2012 zapoznała się z wyjaśniającymi dokumentami dotyczącymi akt sprawy i podjęła następującą decyzję:

Decyzja

1. Anulowanie wyniku uzyskanego podczas zawodów Skandia Maraton 17.09.2011.

2. Kara zawieszenia w prawach zawodnika na okres 8 miesięcy: od dnia 20.10.2011 do 19.06.2012 na podstawie Przepisów Antydopingowych UCI i PZKol.

Jednocześnie PZKol informuje, że zgodnie z Regulaminem Kontroli Antydopingowej UCI i PZKol, zawodnikowi przysługuje prawo odwołania się od decyzji Komisji Dyscyplinarnej PZKol przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu przy PKOl w Warszawie zgodnie z regulaminem tego sądu.

Z informacji jakie posiadamy, zawodnik z tego prawa nie skorzystał

W mojej opinii kara jest zbyt delikatna. Przy 8-mio miesięcznej decyzji, biorąc pod uwagę że wyniki badania przyszły w październiku zeszłego roku, nasz "kolega" może pojawić się na startach wyścigów już w lipcu.


bikepure-logo

Identyfikuję się z postulatami wnoszonymi przez Bike Pure i chcę aby kolarstwo było czyste, a kary znacznie bardziej dotkliwe:

Dożywotnia kara dla zawodników, trenerów, lekarzy, menadżerów, którzy korzystają, zachęcają lub przepisują niedozwolone środki.

 

Możliwość skrócenia kary, przy spełnieniu warunków:

- pełnego ujawnienie stosowanej listy leków i preparatów maskujących

- pouczania młodych kolarzy o skutkach dopingu jakie wywarły na jego życiu/karierze

- zwrot wynagrodzeń i wygranych w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Przewidziane są również wyjątki od tej reguły - szczególy znajdziecie pod tym adresem: http://bikepure.org/what-is-bike-pure/current-proposals/

Proszę władze PZKol o poważne potraktowanie sprawy. Wnoszę także o wyrywkowe kontrolowanie zawodników z licencjami na imprezach amatorskich oraz we wszystkich kategoriach na imprezach rangi mistrzowskiej. Zdaję sobie sprawę że są to kosztowne badania, ale tylko takie działania przyniosą należyty skutek. Przymykanie oczu na ewidentne przypadki okradania kolegów nie mogą mieć miejsca. To jest nasz sport, więc dbajmy o to żeby był czysty.

AKTUALIZACJA:

Zawieszony zawodnik ma zamiar ścigać się od początku sezonu w imprezach na których nie jest wymagana licencja. Część amatroskich imprez ma jednak w swoich regulaminach stosowne zapisy, zabraniające startów zawodnikom odbywającym karę zawieszenia. Jak zareaguje na to środowisko kolarskie? To już zupełnie inna historia... 


komentarze

WiadomościWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl