Pogačar zatrzymał peleton. Tak skończył się najbardziej absurdalny etap tegorocznej Vuelty

Trzeci etap Vuelta a España miał przynieść pierwsze poważniejsze starcie faworytów na podjeździe do Font Romeu. Zamiast tego przyniósł obrazy, których raczej nikt nie przewidywał: Tadej Pogačar dający sygnał do zatrzymania peletonu, zawodników uciekających przed gradem i kolarzy szukających schronienia w pobliskim hotelu. Kilkanaście minut później było już po wszystkim. Etap zakończył się bez zwycięzcy.

Początek nie zapowiadał niczego niezwykłego. Trzeci etap Vuelty prowadził z Gruissan do Font Romeu i liczył 174 kilometry. Na końcu czekał pierwszy w tegorocznym wyścigu finisz na podjeździe. Tadej Pogačar jechał w czerwonej koszulce, UAE Team Emirates-XRG kontrolowało sytuację, a wszystko wskazywało na to, że za chwilę zobaczymy pierwszą próbę sił kandydatów do zwycięstwa w całym wyścigu.

Do mety nie dojechał jednak nikt.

Zrobiło się biało

Około 20 kilometrów przed Font Romeu pogoda zaczęła zmieniać się błyskawicznie. Peleton wjechał w gwałtowną burzę. Najpierw pojawił się deszcz, chwilę później grad. Temperatura spadła, nawierzchnia zrobiła się biała, a warunki na drodze z każdą minutą stawały się coraz gorsze.

Na czele wyścigu jechali w tym momencie Mats Wenzel i Lorenzo Fortunato, którzy mieli około 25 sekund przewagi. Za nimi sytuacja przestawała jednak przypominać normalny wyścig kolarski.

Kamery pokazały Tadeja Pogačara jadącego na czele grupy i sygnalizującego pozostałym zawodnikom, że trzeba się zatrzymać. Lider Vuelty nie próbował wykorzystać chaosu ani czekać na dalszy rozwój sytuacji. Peleton zwolnił, a chwilę później ściganie praktycznie przestało istnieć.

Zamiast mety – hotel

Zawodnicy znaleźli się około 15 kilometrów przed planowaną metą. W normalnych warunkach właśnie tam zaczynałaby się najciekawsza część etapu. Tym razem najważniejsze stało się znalezienie dachu nad głową.

Część peletonu skierowała się do znajdującego się przy trasie hotelu w Mont-Louis. Kolarze wchodzili do środka z rowerami, inni chronili się przy samochodach ekip. Wout van Aert wspominał później, że przed gradem schował się początkowo w samochodzie. Na zdjęciach i nagraniach z miejsca zatrzymania widać zawodników chodzących pomiędzy samochodami po nawierzchni pokrytej warstwą gradu.

Jeszcze bardziej surrealistycznie wyglądała sytuacja na mecie. Kibice czekali w Font Romeu na peleton, ale droga prowadząca do finiszu była już miejscami biała. Do ścigania nie było powrotu.

Jedenaście minut i koniec

Oficjalny Race Center Vuelty pozwala dziś bardzo dokładnie odtworzyć końcówkę etapu. O 17:30 pojawiła się informacja o zatrzymaniu wyścigu i zawodnikach szukających schronienia przed gradem. O 17:41 organizator przekazał ostateczną decyzję: warunki pogodowe uniemożliwiają kontynuowanie jazdy do Font Romeu.

Nie było zwycięzcy. Nie przyznano czasów na mecie, a sytuacja w klasyfikacji generalnej pozostała bez zmian. Tadej Pogačar zachował czerwoną koszulkę i dziewięć sekund przewagi nad Woutem van Aertem. Trzeci Matthew Brennan traci dziesięć sekund.

Czy można było zrobić coś innego?

Po wyścigu pojawiły się głosy poparcia dla decyzji organizatorów. Maarten Wynants z Visma-Lease a Bike mówił wprost, że dalsza jazda w takich warunkach byłaby zbyt niebezpieczna. Trudno się z tym spierać, patrząc nie tylko na sam grad, ale również na temperaturę, wodę na drodze i wyładowania atmosferyczne w górach.

Nie był to też przypadek skrócenia etapu przez przesunięcie mety kilka kilometrów wcześniej. Pogoda uderzyła w miejsce, w którym znajdował się peleton, a zawodnicy musieli natychmiast szukać schronienia. Organizator najpierw zatrzymał wyścig, a dopiero później zdecydował, że nie będzie możliwości jego wznowienia.

Pogačar został liderem, choć tego dnia nie było mety

Sportowo trzeci etap Vuelty właściwie się nie wydarzył. Wenzel i Fortunato stracili szansę na rozegranie ucieczki, faworyci klasyfikacji generalnej nie dostali pierwszego górskiego sprawdzianu, a Font Romeu zostało bez zwycięzcy.

Zostały za to obrazki, które prawdopodobnie będą przypominane jeszcze długo po zakończeniu tegorocznej Vuelty. Lider wyścigu jadący na czele peletonu i pokazujący pozostałym, żeby się zatrzymali. Zawodnicy z rowerami chowający się w hotelu. Wout van Aert szukający schronienia przed gradem. I pusta meta czekająca na peleton, który nigdy do niej nie dotarł.

Vuelta rusza dalej już dzisiaj. Czwarty etap ma zaledwie 104,8 kilometra, prowadzi po Andorze i zawiera trzy podjazdy pierwszej kategorii. Po tym, jak pierwszą górską rozgrywkę zatrzymała pogoda, kolejna okazja do sprawdzenia Pogačara i jego rywali przychodzi więc niemal natychmiast.

Foto: ASO.


o autorze

Paweł Waloszczyk

Twórca portalu, absolwent Politechniki Śląskiej który zamiast pisać o tym co zrobić by sprzęt rowerowy był lepszy, co robił przez ostatnie lata, postanowił sam się za to zabrać. Pasjonat nowych technologii i materiałów. 

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

WiadomościWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl