Deszcz, słońce i pierwsze rozdanie kart w Nowy Targ Road Challenge 2026

Pierwszy dzień wieloetapowego wyścigu nie rozdaje jeszcze najważniejszych nagród. Bardzo często pokazuje jednak, kto przyjechał walczyć o zwycięstwo, kto potrafi zachować zimną krew i kto już od pierwszych kilometrów będzie musiał gonić rywali. Nowy Targ Road Challenge 2026 od pierwszych godzin udowodnił, że każdy etap może zmienić układ sił w klasyfikacji generalnej.

Organizatorzy rozpoczęli rywalizację od nietypowej jazdy indywidualnej na czas. 5,5 km trasa z około 200 metrami przewyższenia nie przypominała klasycznej próby, w której zawodnik szuka jednego rytmu i utrzymuje go do mety. Tutaj czekały trzy podjazdy, dwa krótkie i strome zjazdy, oraz finał poprowadzony po trasie do narciarstwa biegowego z technicznymi zakrętami i krótką, bardzo stromą ścianką. Była to bardziej seria powtarzających się wysiłków niż klasyczna czasówka. Do tego doszła pogoda. 

Foto: Wiktor Bubniak

Kobiety oraz zawodnicy dystansu Fun ścigali się w intensywnym deszczu i na mokrej nawierzchni. Kiedy na trasę ruszali zawodnicy Pro, opady ustały, a asfalt zaczął przesychać. W praktyce oznaczało to, że pierwszy etap miał dwa zupełnie różne oblicza. Najlepiej pokazują to decyzje samych zawodników. Zwycięzca czasówki na dystansie Fun, Mateusz Mrowiec MPCC Team, po rekonesansie zrezygnował z jazdy według wcześniej przygotowanego planu mocy i postawił na intuicję. Deszcz był tak intensywny, że podczas jazdy praktycznie nie widział wskazań licznika. Najważniejsze okazało się równe tempo i zachowanie sił na końcówkę. Dopiero na ostatnim odcinku mocno przyspieszył, co – jak później oceniali rywale – mogło przesądzić o zwycięstwie. 

Moje prywatne podejście było dokładnie odwrotne. Świadomie zrezygnowałem z rozgrzewki. Nie dlatego, że uważam to za właściwe rozwiązanie, ale dlatego, że nie chciałem wychłodzić organizmu jeszcze przed startem. W normalnych warunkach trudno byłoby taki pomysł komukolwiek polecić. Tym razem okazał się skuteczny i pozwolił mi wywalczyć drugie miejsce w kategorii wiekowej. To dobrze pokazuje, że pierwszego dnia wygrywały nie tylko nogi, ale również decyzje podejmowane jeszcze przed rampą startową. 

Foto: Wiktor Bubniak

Wśród kobiet najszybsza była Sonia Cięciel (Walbet Team) W rywalizacji Pro najlepiej z wymagającym uphillem poradził sobie Karol Rożek (7R OSHEE Team). To nazwisko nie jest przypadkowe. Rok temu był o krok od zwycięstwa w całej etapówce, ostatecznie przegrywając walkę o klasyfikację generalną dopiero na ostatnim etapie. Tegoroczna wygrana w czasówce była wyraźnym sygnałem, że ponownie zamierza odegrać jedną z głównych ról.

Po południu atmosfera zmieniła się całkowicie. Zimny deszcz ustąpił miejsca słońcu, a okolice tras do narciarstwa biegowego w Klikuszowej wypełniły się kibicami. Kryterium rozegrano w pięciu oddzielnych wyścigach, osobno dla kobiet oraz w dwóch grupach dla dystansów Fun i Pro. Co istotne, podział nie był przypadkowy. O kolejności startu decydowały wyniki porannej czasówki, dzięki czemu w jednym wyścigu spotykali się zawodnicy o zbliżonym poziomie sportowym. Równie ciekawa była sama formuła rywalizacji. Liczył się nie tylko czas na mecie. Na wyznaczonych premiach zawodnicy zdobywali punkty zamieniane później na sekundy, które wpływały na klasyfikację. To wymuszało zupełnie inną taktykę. 

Foto: Wiktor Bubniak

Przebieg poszczególnych wyścigów był bardzo zróżnicowany. W jednych szybko odjeżdżała niewielka grupa najsilniejszych zawodników, w innych do mety docierała znacznie liczniejsza czołówka. Na krótkiej pętli nie brakowało również dublowań, a każdy zdublowany zawodnik otrzymywał dwuminutowy dodatkowy bagaz w klasyfikacji generalnej. 

Najmocniejszy wyścig kategorii Pro wygrał Gracjan Szeląg (Walbet Team). Jak przyznał po finiszu, jego zespół od początku realizował konkretny plan, zbierać premie i odrabiać straty do lidera klasyfikacji generalnej. Sam etap zakończył on zwycięstwem, ale nie ukrywał niedosytu. Na ostatnim, podwójnie punktowanym finiszu czołówka trafiła na zdublowanych zawodników, co uniemożliwiło mu walkę o pełną pulę punktów. A to mogło oznaczać również objęcie prowadzenia w całym wyścigu. Uzupełniając wyniki trzeba pochwalić cały Walbet Team za prowadzenie w klasyfikacji drużynowej wyścigu, chociaż 7R OSHEE TEAM łatwo skóry nie odda i tu również zapowiada się ciakawa rywalizacja.

Foto: Wiktor Bubniak

Pierwszy dzień Nowy Targ Road Challenge pokazał coś jeszcze. To nie jest etapówka, w której poranna czasówka jest jedynie rozgrzewką przed górami. Już od pierwszych kilometrów każdy wybór, każda sekunda i każdy zdobyty punkt zaczynają budować historię całego wyścigu. W sobotę peleton wjedzie w góry. Tam nie będzie już można liczyć na kaprysy pogody. Zostaną tylko nogi, taktyka i wytrzymałość.


o autorze

Piotr Szafraniec

Kolarz, kucharz, akrobata. Dwukrotny Mistrz Polski Dziennikarzy w kolarstwie szosowym.

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl