Tragedia w Markach. Poland Bike Marathon po śmierci dwóch uczestników
Niedzielny etap LOTTO Poland Bike Marathon w Markach miał być kolejnym kolarskim świętem na dobrze znanych trasach w Lasach Mareckich i Drewnickich. Zamiast sportowego podsumowania, dziś najważniejsze są jednak smutek, współczucie i ostrożność w formułowaniu jakichkolwiek ocen. Podczas zawodów zmarło dwóch uczestników wyścigu. Rodzinom, bliskim, przyjaciołom oraz całemu środowisku kolarskiemu składamy wyrazy najgłębszego współczucia.
O sprawie informowały w poniedziałek media ogólnopolskie, między innymi TVN24, Wirtualna Polska, Polsat News, Rzeczpospolita oraz O2. Z ich relacji wynika, że po zakończeniu rywalizacji służby otrzymały informację, iż do mety nie dotarło dwóch uczestników zawodów. Jeden z nich, 30-letni zawodnik Cateny Wyszków, został odnaleziony w pobliżu trasy. Mimo podjętych działań ratunkowych jego życia nie udało się uratować. Drugi uczestnik, 71-letni mężczyzna, był poszukiwany przez wiele godzin. W poszukiwania były zaangażowane wszelkie możliwe służby m.in. z psami tropiącymi i dronami, a także sami zawodnicy, którzy do późnych godzin nocnych szukali swojego kolegi. W poniedziałek rano przekazano informację o odnalezieniu jego ciała.
Na tym etapie nie są znane przyczyny śmierci obu zawodników. Sprawę mają wyjaśniać właściwe służby i prokuratura. To bardzo ważne, ponieważ w tak dramatycznych sytuacjach łatwo o uproszczenia, emocjonalne komentarze i szukanie natychmiastowych odpowiedzi. Tymczasem odpowiedzi powinny wynikać z ustaleń postępowania, dokumentacji medycznej, relacji świadków oraz sekcji zwłok, a nie z domysłów.
Nie można jednak pominąć faktu, że zawody odbywały się w czasie wyjątkowo wysokich temperatur. Organizator jeszcze przed startem zdecydował się skrócić dystanse wyścigów. Po zmianach uczestnicy mieli do pokonania 7,5 km na dystansie FAN, 28 km na MINI oraz 45 km na MAX. Wprowadzono także dodatkowe bufety z wodą. Na trasie MINI miały być dwa bufety, na trasie MAX trzy, a tradycyjny bufet funkcjonował również w Kolarskim Miasteczku. Dodatkowo na trasie ustawiono kurtyny wodne. Na dystansie MAX były dwie, na MINI jedna, a kolejna znajdowała się za metą.
W informacji organizacyjnej podkreślano również, że trasa w Markach niemal w całości prowadziła przez las, w zdecydowanej większości liściasty, co miało zapewniać cień i choć częściową ochronę przed słońcem. Była to trasa dobrze znana z poprzednich edycji, prowadząca przez Lasy Mareckie i Drewnickie, pofałdowana, interwałowa i miejscami techniczna, ale jednocześnie typowa dla charakteru tego cyklu.
Warto również zaznaczyć, że Poland Bike Marathon od lat należy do imprez, na których zabezpieczenie medyczne jest traktowane bardzo poważnie. Tak było również w Markach. Według informacji przekazanych redakcji na miejscu były profesjonalne ambulanse medyczne oraz mobilni ratownicy medyczni i piloci wyścigu poruszający się na quadach w peletonie i na trasie. Takie rozwiązania są szczególnie istotne właśnie w maratonach MTB, gdzie zawodnicy rozciągają się na wiele kilometrów, a część trasy prowadzi leśnymi duktami i singlami, do których nie zawsze da się szybko dotrzeć standardowym pojazdem.
To wszystko nie zmienia jednak ciężaru tej tragedii. Dwie osoby nie wróciły z wyścigu do swoich bliskich. Dla rodzin, kolegów z drużyn, organizatorów i uczestników to wydarzenie, które zostanie z nimi na długo. W takich chwilach sport schodzi na dalszy plan. Wyniki, sektory, miejsca na podium i klasyfikacje przestają mieć znaczenie.
Najważniejsze teraz jest spokojne wyjaśnienie wszystkich okoliczności. Nie po to, by budować medialny osąd, ale by ustalić fakty. Jeśli z tej tragedii mają wyniknąć jakiekolwiek wnioski dla całego środowiska sportów amatorskich, powinny być one oparte na rzetelnych informacjach, a nie na emocjach pierwszych godzin po zdarzeniu.
Kolarstwo amatorskie, szczególnie MTB, zawsze wiąże się z wysiłkiem, zmiennymi warunkami i odpowiedzialnością po wielu stronach. Odpowiedzialnością organizatora, który przygotowuje trasę, zabezpieczenie i procedury. Odpowiedzialnością zawodników, którzy podejmują decyzję o starcie, oceniają swoje samopoczucie i reagują na sygnały organizmu. Odpowiedzialnością całego środowiska, które powinno umieć rozmawiać o bezpieczeństwie bez wzajemnego oskarżania się, ale też bez zamiatania trudnych tematów pod dywan.
Dziś jednak przede wszystkim trzeba zachować ciszę i szacunek wobec rodzin oraz bliskich zmarłych uczestników. To był dzień, który miał zakończyć się sportową radością. Zakończył się tragedią, wobec której trudno znaleźć właściwe słowa.

komentarze