​Garmin obniża ceny Rally. Koniec ery dinozaurów?

Przez długi czas rynek pedałów z pomiarem mocy był dość prosty do zrozumienia. Garmin pozostawał wyborem dla osób, które chciały kupić sprzęt rozpoznawalny, szeroko dostępny i wspierany praktycznie na każdym większym rynku. Favero funkcjonowało trochę obok głównego nurtu. Marka miała bardzo dobrą opinię wśród bardziej świadomych użytkowników, ale nadal była traktowana raczej jako alternatywa niż pełnoprawny konkurent największych producentów. Ostatnie ruchy Garmina pokazują jednak, że ten układ zaczyna się wyraźnie zmieniać. Firma obniżyła ceny pedałów Rally X10 praktycznie w całej gamie. W zależności od wersji mówimy o spadkach z poziomu 749–1299 dolarów do około 599–899 dolarów. 

Foto: Amazon

Tanieją również zestawy konwersyjne i body kity, więc nie wygląda to na chwilową promocję ograniczoną do jednego modelu. Skala zmian sugeruje raczej próbę dostosowania się do rynku, który przestał akceptować wcześniejszy poziom cen. To o tyle interesujące, że Garmin nie wprowadził przy okazji nowej generacji produktu. Nie pojawiły się istotne zmiany technologiczne, nowy system pomiaru ani funkcje, które mogłyby uzasadniać odświeżenie oferty. Z perspektywy użytkownika zmieniła się przede wszystkim cena. I właśnie to mówi najwięcej o sytuacji w segmencie power meterów. Jeszcze kilka lat temu Garmin mógł funkcjonować jako marka premium praktycznie bez większej presji. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, bo Favero przestało być niszową alternatywą dla bardziej zaawansowanych użytkowników. W wielu środowiskach stało się po prostu rozsądniejszym zakupem. Dużą rolę odegrała tutaj jakość samego pomiaru. Jeszcze jakiś czas temu producenci musieli przekonywać klientów, że ich rozwiązania są wystarczająco dokładne do regularnego treningu. Ten etap rynek ma już za sobą. 

Zarówno Garmin, jak i Favero oferują dziś poziom dokładności, który w realnej jeździe jest dla większości użytkowników praktycznie nie do odróżnienia. Potwierdzają to również osoby od lat testujące sprzęt treningowy i elektronikę kolarską. Wielokrotnie zwracano uwagę, że oba systemy zachowują się bardzo podobnie pod względem stabilności odczytów, kalibracji czy kompensacji temperatury. W praktyce dyskusja przestała dotyczyć pytania, czy pomiar działa poprawnie, a zaczęła sprowadzać się do tego, co jeszcze uzasadnia wyższą cenę. Tutaj Garminowi coraz trudniej utrzymywać dawną przewagę. Favero po ostatnich aktualizacjach firmware deklaruje czas pracy baterii sięgający około 160 godzin. W przypadku Rally Garmin podaje około 90 godzin. Różnice widać również w masie samych pedałów. Assioma pozostaje wyraźnie lżejsza, co dla części użytkowników nadal ma znaczenie, szczególnie w segmencie szosowym.

Jednocześnie część rozwiązań wprowadzanych przez Garmina zaczęła budzić więcej pytań niż entuzjazmu. Dobrym przykładem jest secure Bluetooth pairing. Funkcja miała poprawić bezpieczeństwo połączenia, ale dla osób regularnie zmieniających rowery, liczniki albo konfiguracje treningowe stała się kolejnym etapem konfiguracji, który wcześniej po prostu nie istniał. To jeden z tych momentów, kiedy rozbudowa ekosystemu zaczyna komplikować coś, co dotąd działało niemal automatycznie. Garmin nadal ma jednak bardzo mocny argument po swojej stronie i trudno go lekceważyć. Chodzi o skalę dystrybucji oraz lokalny support. Dla użytkowników w Europie różnice mogą wydawać się niewielkie, ale globalnie sytuacja wygląda inaczej. Możliwość kontaktu z lokalnym serwisem, łatwiejsza obsługa gwarancyjna czy zwykła dostępność sprzętu w sklepach nadal pozostają realną przewagą Garmina. 

Foto: Garmin

Favero ma opinię firmy sprawnie rozwiązującej problemy klientów, jednak w wielu przypadkach nadal oznacza to logistykę międzynarodową i wysyłkę sprzętu do Włoch. Pytanie brzmi, czy to wystarczy w perspektywie kolejnych lat. Najciekawsze w całej sytuacji nie są bowiem same obniżki cen Rally. Znacznie ważniejsze jest to, że segment pedałów z pomiarem mocy przestał mieć jednego oczywistego lidera. Rynek dojrzał, konkurencja stała się mocniejsza, a użytkownicy zaczęli znacznie dokładniej analizować stosunek ceny do realnych korzyści. Właśnie dlatego ostatni ruch Garmina wygląda bardziej jak reakcja na zmianę układu sił niż zwykła korekta cennika. Jeszcze niedawno marka mogła sprzedawać swoje produkty głównie dzięki pozycji i rozpoznawalności. Dzisiaj musi coraz mocniej konkurować konkretną wartością produktu. A to zwykle oznacza, że przewaga wynikająca wyłącznie z pozycji marki zaczyna się stopniowo kończyć.


o autorze

Piotr Szafraniec

Kolarz, kucharz, akrobata. Dwukrotny Mistrz Polski Dziennikarzy w kolarstwie szosowym.

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl