Czternaście przełożeń z tyłu. Dokąd my właściwie zmierzamy?

Dziesięć było w porządku. Jedenaście miało być wszystkim, czego potrzebujemy. Potem przyszło dwanaście, trzynaście, a teraz WHALEROAD pokazuje R7 z czternastoma przełożeniami z tyłu. W pierwszym odruchu trudno nie zadać pytania, czy branża rowerowa nie zabrnęła już o jedną koronkę za daleko. Problem w tym, że kiedy przyjrzymy się temu napędowi dokładniej, pomysł przestaje wyglądać tak absurdalnie.

Jeszcze jedna koronka. Bo najwyraźniej brakowało

Był taki moment, kiedy 11-rzędowa kaseta wyglądała jak szczyt komplikacji. Potem przyzwyczailiśmy się do dwunastu koronek, a trzynaście również zdążyło przestać szokować. WHALEROAD najwyraźniej uznał więc, że pora przesunąć granicę jeszcze raz. R7 ma czternaście przełożeń z tyłu i ani jednej przedniej przerzutki. Na papierze wygląda to trochę jak klasyczny przykład branżowego „więcej, bo możemy”. Tyle że tym razem za pogonią za kolejną cyfrą stoi całkiem konkretny problem.

Napędy 1× wygrały w gravelu prostotą. Jedna tarcza, brak przedniej przerzutki, mniej elementów do regulowania i szeroka kaseta, która pozwala zarówno szybko jechać, jak i wdrapać się na naprawdę stromy podjazd. Cenę za tę prostotę płacimy jednak z tyłu. Im większy zakres próbujemy zmieścić na kasecie, tym trudniej zachować niewielkie różnice pomiędzy sąsiednimi przełożeniami. W terenie często nie ma to większego znaczenia, ale podczas szybkiej jazdy po szutrze czy asfalcie łatwo znaleźć się pomiędzy dwoma biegami: jeden jest już za ciężki, drugi jeszcze za lekki. I właśnie tutaj czternasta koronka zaczyna się bronić.

Dobrze, ale po co?

WHALEROAD podaje dla R7 zakres 418 procent i maksymalną koronkę 46T. Cały pomysł polega na tym, żeby nie rezygnować z szerokiego zakresu charakterystycznego dla napędu 1×, a jednocześnie zagęścić stopniowanie kasety. Czternaście przełożeń nie musi więc oznaczać czternastu biegów dlatego, że dobrze wygląda to w tabelce. Może oznaczać mniej irytującego szukania właściwej kadencji.

Nie jest to zresztą problem wymyślony przez WHALEROAD. SRAM w RED XPLR AXS poszedł już w 1×13 i kasetę 10–46T, a Shimano rozwija gravelowe GRX w konfiguracjach 1×12. Kolejna koronka WHALEROAD jest więc bardziej następnym krokiem w kierunku, w którym rynek już idzie, niż pomysłem przywiezionym z innej planety. Czy potrzebujemy tego wszyscy? Oczywiście, że nie. Ale dokładnie to samo można było powiedzieć o dwunastu przełożeniach, kiedy większość z nas jeździła na jedenastu.

Skoro już 14, to przynajmniej bez półśrodków

R7 nie jest pojedynczą przerzutką doklejoną do komponentów innych producentów. WHALEROAD przygotował cały ekosystem: klamkomanetki, tylną przerzutkę, kasetę, łańcuch, korbę, hydrauliczne zaciski i tarcze hamulcowe. Są dwie przerzutki – R700-RD-M-C obsługująca maksymalnie 46T i R700-RD-S-C do 36T – dwie korby, karbonowa CK-R7-C i aluminiowa CK-R7-A, a także dwie kasety: 14-rzędowa CS-R7-14 oraz 13-rzędowa CS-R7-13.

Przerzutka komunikuje się z klamkomanetkami bezprzewodowo. Wyjmowany akumulator ma 725 mAh i można ładować go przez USB-C. Producent deklaruje do 1500 kilometrów jazdy na jednym ładowaniu, a szybkie, dziesięciominutowe doładowanie ma wystarczyć na kolejne 200 kilometrów. Do tego dochodzą klasa ochrony IP67, regulowane sprzęgło i system powrotu przerzutki po uderzeniu. WHALEROAD podaje również 15 ms jako czas reakcji przerzutki, natomiast przy opisie własnego systemu komunikacji mówi o 10 ms synchronizacji. To wszystko są na razie dane producenta – dopóki R7 nie trafi do niezależnych testów, właśnie tak należy je traktować.

Do kompletu dochodzi aplikacja na iOS i Androida. Pozwala przypisywać funkcje przyciskom, regulować szybkość zmiany przełożeń, wykonywać mikroregulację przerzutki, kontrolować stan systemu i aktualizować firmware. Można również wybrać konfigurację kasety, po czym elektronika ma automatycznie dopasować trajektorię pracy przerzutki. R7 jest programowalny dla konfiguracji od 1×3 aż do 1×14, a telefon po zapisaniu ustawień nie musi pozostawać połączony z rowerem podczas jazdy.

Jest tylko jeden drobiazg: nie założymy tego do wszystkiego

Tutaj kończy się zabawa w „kupuję grupę i przykręcam ją do starego gravela”. Czternaście koronek trzeba było gdzieś zmieścić. WHALEROAD podaje dla kasety najmniejszą koronkę 11T i zgodność z bębenkiem HG, ale instrukcja montażowa 14-rzędowego R7 wymaga również ramy zgodnej z UDH, dedykowanego haka WHALEROAD dla systemu 14s oraz tylnego trójkąta z chainstayem o długości co najmniej 410 mm.

To ważne, bo informacja o HG może na pierwszy rzut oka sugerować znacznie większą uniwersalność całego rozwiązania. Nie wystarczy jednak sprawdzić tylnego koła. Zanim ktokolwiek zacznie planować przesiadkę na czternaście przełożeń, musi sprawdzić również ramę. I chyba dobrze powiedzieć o tym głośno, bo kolejna koronka przestaje być szczególnie ekscytująca, jeśli jej montaż oznacza konieczność wymiany roweru.

2850 gramów sprowadza nas na ziemię

Jeżeli ktoś zaczął podejrzewać, że R7 będzie kolejną ultralekką grupą dla zawodników liczących każdy gram, WHALEROAD szybko wyprowadza go z błędu. Deklarowana masa kompletnego zestawu wynosi około 2850 gramów. System korzysta z hydraulicznych hamulców na olej mineralny oraz łączności Bluetooth 5.0 i ANT+. Nie tutaj należy więc szukać jego największej przewagi.

I może właśnie dzięki temu R7 robi się ciekawszy. Najważniejszym punktem programu nie jest walka o kolejne urwane gramy, lecz sposób działania napędu 1×. Ma być szeroko, gęsto zestopniowane i prosto w obsłudze. Jeśli to faktycznie działa, dodatkowa koronka ma uzasadnienie. Jeżeli nie – zostanie przede wszystkim efektowne „14” w materiałach marketingowych.

Najważniejszego nadal nie wiemy

Specyfikacja wygląda ciekawie, zdjęcia jeszcze ciekawiej, ale żadna tabela nie odpowie na kilka podstawowych pytań. Jak R7 zmienia biegi pod dużym obciążeniem? Jak zachowuje się po kilku godzinach w błocie? Jak szybko zużywa się wąski, 14-rzędowy łańcuch i kaseta? Jak będzie wyglądała dostępność części zamiennych? I wreszcie – ile będzie kosztował cały zestaw, kiedy rzeczywiście będzie można go normalnie kupić?

To właśnie tutaj rozstrzygnie się, czy patrzymy na kolejny etap rozwoju napędów 1×, czy na technologiczną ciekawostkę, którą będziemy wspominać głównie dlatego, że ktoś postanowił upchnąć z tyłu czternaście przełożeń. Bo sama liczba już nas specjalnie nie przekonuje. Branża rowerowa nauczyła nas przez lata, że zawsze da się znaleźć miejsce na jeszcze jedną koronkę, jeszcze jeden standard i jeszcze jeden powód do wymiany czegoś, co dzień wcześniej działało zupełnie dobrze.

Tyle że tym razem nie jesteśmy pewni, czy chcemy się z tego śmiać. W napędzie 1× dodatkowa koronka rzeczywiście może rozwiązać jeden z jego największych kompromisów. Jeżeli WHALEROAD dowiezie szybkość działania, trwałość, dostępność części i rozsądną cenę, R7 może się okazać czymś znacznie ciekawszym niż kolejnym etapem wojny na cyferki.
Czternaście przełożeń z tyłu nadal brzmi trochę absurdalnie. Tylko że po przyjrzeniu się temu bliżej absurd zaczyna mieć zaskakująco dużo sensu.


o autorze

Paweł Waloszczyk

Twórca portalu, absolwent Politechniki Śląskiej który zamiast pisać o tym co zrobić by sprzęt rowerowy był lepszy, co robił przez ostatnie lata, postanowił sam się za to zabrać. Pasjonat nowych technologii i materiałów. 

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

WiadomościWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl