Honda wchodzi w e-MTB. Problem w tym, że jej rower już wygląda na ciężkiego kloca
Honda oficjalnie potwierdziła wejście na rynek e-MTB. Prototyp pokazany podczas Sea Otter Europe w Gironie zapowiada seryjny rower, który ma trafić do sprzedaży w 2027 roku. Brzmi ciekawie, dopóki nie spojrzymy na to, co w tym samym czasie dzieje się u konkurencji. Elektryczne MTB stają się lżejsze, mocniejsze i coraz mniej przypominają ciężkie maszyny sprzed kilku lat. Na ich tle Honda wygląda, jakby przyjechała na tę imprezę trochę za późno. Jakieś 25 lat za późno.
Sam pomysł nie jest nowy. Pierwszą koncepcję elektrycznego MTB Honda pokazała już w 2023 roku, a dwa lata później na Japan Mobility Show pojawił się znacznie bardziej dopracowany e-MTB Prototype. Producent mówił wtedy o planowanym modelu produkcyjnym przeznaczonym na rynek europejski. Teraz, podczas Sea Otter Europe, padła wreszcie konkretna deklaracja: Honda wchodzi na rynek elektrycznych rowerów górskich, a sprzedaż ma rozpocząć się w 2027 roku.

Wygląda ciężko. Nie ma sensu udawać, że tego nie widać
Jest jednak coś, czego w komunikacie Hondy nie znajdziemy, a czego trudno nie zauważyć na zdjęciach. Ten rower wygląda na ciężkiego kloca. Honda nie podała masy i dopóki jej nie poznamy, nie będziemy twierdzić, że rzeczywiście nim jest. Potężna dolna rura, rozbudowana okolica silnika, duża bryła przedniego trójkąta i ogólne proporcje konstrukcji nie kojarzą się jednak z kierunkiem, w którym zmierza obecnie najbardziej zaawansowana część rynku e-MTB.
Żeby zobaczyć, skąd bierze się to wrażenie, wystarczy cofnąć się o ćwierć wieku. Intense M1 z początku lat 2000. był jednym z najbardziej charakterystycznych rowerów downhillowych swojej epoki: monocoque'owy przedni trójkąt, ogromne powierzchnie rur, dwupółkowy widelec i sylwetka, która dziś wygląda jak definicja starej szkoły DH. Jeden z zachowanych M1 z 2001 roku ważył w kompletnej konfiguracji około 18 kilogramów. Gdy postawić jego boczne zdjęcie obok nowej Hondy, podobieństwo proporcji jest zaskakujące — tyle że jeden z tych rowerów powstał ćwierć wieku temu.
I właśnie tutaj zaczyna się problem Hondy. Japończycy nie wchodzą na rynek z 2020 czy 2022 roku, kiedy duży akumulator, potężny silnik i ponad 20 kilogramów masy nikogo specjalnie nie dziwiły. Chcą sprzedawać ten rower w 2027 roku. Tymczasem producenci już dzisiaj coraz skuteczniej łączą wysoką moc z niską masą, a pojawienie się DJI Avinox mocno przyspieszyło ten proces. Rower elektryczny nie musi już wyglądać i prowadzić się jak motocykl bez manetki gazu.
|
|
2001: Intense M1. 2026: Honda e-MTB Prototype na Sea Otter Europe. Ćwierć wieku różnicy.
Najlepszym sposobem, żeby zobaczyć skalę tej zmiany, są liczby. Na rynku pojawiły się już pełnoprawne e-MTB, które mimo mocnych silników i dużych możliwości schodzą w okolice masy jeszcze niedawno zarezerwowanej dla kategorii light e-MTB. Nie oznacza to, że każdy elektryk musi być ultralekki ani że niska masa automatycznie czyni go dobrym rowerem. Pokazuje jednak, jak wysoko przesunęła się poprzeczka przed premierą Hondy.
Na razie więcej pytań niż odpowiedzi
Honda dodatkowo utrudnia ocenę swojego projektu, bo o technice mówi bardzo niewiele. Nie znamy masy, ceny, pojemności akumulatora ani ostatecznej specyfikacji układu napędowego. Wiemy natomiast, że prototyp korzysta z jednostki napędowej Shimano, choć nie wiadomo jeszcze, jaki dokładnie jest to model. Nie znamy nawet nazwy seryjnego roweru. Producent określa konstrukcję jako wysokiej klasy e-MTB i zapowiada ujawnienie szczegółów przed rozpoczęciem sprzedaży, dlatego nie ma sensu traktować każdego komponentu widocznego na prototypie jako wyposażenia gotowego roweru.
Wiemy natomiast, że nie jest to już wydmuszka przygotowana wyłącznie na targowe stoisko. Prototyp jeździ, a jednym z pierwszych ludzi, którzy mogli go sprawdzić, był Toni Bou. Czterdziestokrotny mistrz świata FIM w trialu jest zapalonym mountainbikerem i pojawił się na rowerze podczas oficjalnej sesji zdjęciowej i filmowej Hondy. Trudno o lepszego człowieka do pokazania możliwości takiej maszyny na technicznym terenie. To akurat daje nadzieję, że pod masywną sylwetką kryje się coś więcej, niż można wyczytać z kilku zdjęć.

Jest jeszcze jeden ciekawy szczegół, który na zdjęciach łatwo przeoczyć: na ramie prototypu widnieje logo ROTWILD. Japońskie eBikeLife i Jitensha Biyori podają, że Honda rozwija ten rower wspólnie z niemiecką marką, która od lat specjalizuje się w zaawansowanych e-MTB. Honda kiedyś zbudowała RN01 praktycznie po swojemu, dziś wraca do MTB, korzystając również z doświadczenia firmy, która zna ten rynek od podszewki. Tym bardziej ciekawi, co z tej współpracy ostatecznie trafi do wersji produkcyjnej
Kiedyś Honda potrafiła wejść do MTB z buta
Honda sama przypomniała w Gironie o rowerze, który sprawia, że obecny projekt aż prosi się o ostrzejsze porównanie. Obok e-MTB wystawiono RN01 – jedną z najbardziej niezwykłych maszyn w historii Pucharu Świata DH. RN01 startował w Pucharze Świata DH w latach 2004–2007, a w 2005 roku Greg Minnaar wygrał na nim klasyfikację generalną. Honda zastosowała w nim zamkniętą przekładnię umieszczoną centralnie w ramie, pozwalającą zmieniać biegi bez pedałowania. Była to konstrukcja powstała bez oglądania się na to, jak w tamtym czasie budowali rowery wszyscy inni.

RN01 był dziwny, skomplikowany i nigdy nie trafił do normalnej sprzedaży, ale trudno było zarzucić Hondzie brak technicznej odwagi. Firma motoryzacyjna weszła do downhillowego Pucharu Świata i zbudowała rower po swojemu. Właśnie dlatego patrząc na nowy e-MTB można zadać niewygodne pytanie: gdzie tym razem jest podobna techniczna bezczelność? Na razie jej nie widać.
Być może odpowiedź znajduje się pod karbonem i Honda pokaże ją dopiero przy prezentacji wersji produkcyjnej. Być może seryjny rower okaże się znacznie lżejszy, niż sugerują jego proporcje, dostanie nietypowy napęd albo rozwiązanie, którego konkurenci jeszcze nie mają. Jeżeli jednak specyfikacja sprowadzi się do typowego silnika, dużej baterii i solidnie zbudowanej ramy, samo logo ze skrzydłem będzie za mało, żeby zrobić w 2027 roku wrażenie.

Honda ma jeszcze czas. Tylko konkurencja nie będzie czekać
Najważniejsza wiadomość z Girony pozostaje więc bez zmian: Honda naprawdę zamierza sprzedawać e-MTB. To zasadnicza różnica w stosunku do RN01 i kolejny krok po prototypach pokazywanych od 2023 roku. Tyle że samo pojawienie się Hondy w świecie rowerów nie wystarczy już do wywołania sensacji. Marka wchodzi do jednego z najbardziej konkurencyjnych segmentów rynku i będzie musiała pokazać coś więcej niż znane logo na masywnej karbonowej ramie.
Do 2027 roku Honda ma jeszcze czas, żeby odpowiedzieć na pytania o masę, silnik, akumulator, geometrię, cenę i przede wszystkim o to, czym jej rower ma być lepszy od produktów firm, które siedzą w tym segmencie od lat. Na razie widzimy działający prototyp i deklarację rozpoczęcia sprzedaży. Widzimy też masywny rower, który wizualnie bardziej przypomina poprzednią generację e-MTB niż zapowiedź kolejnej.
Jeżeli Honda chce w tej branży zrobić to, co kiedyś zrobiła z RN01, będzie musiała pokazać znacznie więcej.



komentarze