ENVE Melee V2. Rower aero, który trzeba dociążyć do limitu UCI

Jeszcze niedawno wybór wyścigowej szosówki był dość prosty: lekki rower na góry albo cięższa maszyna aero tam, gdzie większe znaczenie ma prędkość. Granica między tymi dwoma światami coraz bardziej się jednak zaciera, a nowe ENVE Melee V2 pokazuje, jak daleko zaszła ta zmiana. Amerykanie zeszli z masą ramy poniżej 800 gramów, nie rezygnując przy tym z pracy nad aerodynamiką. W odpowiedniej konfiguracji kompletny rower może ważyć mniej niż dopuszczone przez UCI 6,8 kg.

Nie mówimy przy tym o ultralekkiej konstrukcji stworzonej wyłącznie z myślą o podjazdach. Melee od początku miało być wyścigowym rowerem łączącym niską masę z aerodynamiką i możliwością jazdy na szerszych oponach. W drugiej generacji ENVE poszło wyraźnie dalej. Rama w rozmiarze 56 w najlżejszym wykończeniu UL Black waży 791 gramów. Dla pierwszego Melee producent podawał 850 gramów w tym samym rozmiarze.

Mniej ramy, mniej gramów

Nie osiągnięto tego wyłącznie zmianą laminatu. Całkowitą powierzchnię ramy zmniejszono o 7,5 procent, przeprojektowano główkę i zastosowano mniejsze łożysko sterów. Zmieniła się również okolica suportu – gwintowany T47 znany z pierwszego Melee ustąpił miejsca standardowi BSA. Z tyłu pojawił się natomiast UDH, więc przy okazji odchudzania ENVE dostosowało ramę do rozwiązania, które coraz mocniej zadomawia się także poza MTB i gravelem.

Każda z tych zmian z osobna może wyglądać mało spektakularnie, ale ich suma pozwoliła zejść poniżej 800 gramów bez budowania osobnej wersji przeznaczonej wyłącznie do jazdy po górach. I właśnie to jest w Melee V2 najciekawsze. ENVE nie próbuje stworzyć dwóch wyspecjalizowanych rowerów, tylko jeden, który ma być wystarczająco lekki na podjazdach, a jednocześnie nie oddawać tego, co można zyskać dzięki aerodynamice przy większych prędkościach.

Aero sprawdzane w tunelu Mercedesa

Odchudzanie ramy nie oznaczało odpuszczenia aerodynamiki. Melee V2 było rozwijane w tunelu aerodynamicznym Mercedesa, gdzie ENVE pracowało nad nowymi profilami i całym układem roweru. Producent nie podaje jednak efektownych liczb mówiących o kolejnych watach oszczędności względem poprzednika. Wiemy więc, gdzie i w jaki sposób rozwijano konstrukcję, ale bez porównywalnych danych nie ma sensu dorabiać do tego wyścigu na laboratoryjne cyferki.

Samo podejście jest zresztą ciekawsze od pojedynczego wyniku z tunelu. Przez lata poprawa aerodynamiki oznaczała zwykle większe profile rur i dodatkowy materiał, a w konsekwencji również większą masę. W Melee V2 ENVE próbuje zrobić coś odwrotnego – zmniejszyć powierzchnię ramy i jednocześnie poprawić jej zachowanie aerodynamiczne. Jeśli jedno nie odbywa się kosztem drugiego, dawny podział na lekką szosówkę i rower aero zaczyna tracić sens.

Poniżej 6,8 kg

Najlepiej pokazuje to kompletny rower. ENVE projektowało Melee V2 z założeniem, że rama w rozmiarze 56 ma zejść poniżej 800 gramów, a gotowa maszyna może ważyć mniej niż 6,8 kg. To oznacza dość przewrotną sytuację: rower zaprojektowany z dużym naciskiem na aerodynamikę można zbudować tak lekko, że przed startem w wyścigu objętym przepisami UCI trzeba będzie dołożyć mu masy.

Sam limit 6,8 kg obowiązuje od lat i współczesna technologia pozwala budować szosówki wyraźnie lżejsze od tej wartości. Trudniej osiągnąć to bez rezygnowania z aerodynamiki, odpowiedniej sztywności i cech potrzebnych podczas normalnego ścigania. Dlatego liczba podawana przy Melee V2 jest ciekawa nie jako kolejny rekord w odchudzaniu roweru, lecz jako znak, że konstrukcje aero dotarły do miejsca zarezerwowanego kiedyś dla maszyn typowo górskich.

Melee dojrzewa, zamiast zaczynać od nowa

Pierwsze Melee było dla ENVE ważnym krokiem. Marka kojarzona przede wszystkim z karbonowymi kołami i komponentami zbudowała seryjną wyścigową szosówkę z pełnym prowadzeniem przewodów wewnątrz ramy, siedmioma rozmiarami i miejscem na opony do 35 mm. Geometrię projektowano przede wszystkim wokół ogumienia 27–32 mm, ale pozostawiony zapas sprawiał, że rower nie kończył swoich możliwości wraz z idealnie gładkim asfaltem.

Druga generacja nie wygląda na próbę wyrzucenia tej koncepcji do kosza. ENVE zachowało podstawowe założenie Melee i zabrało się za usuwanie gramów oraz poprawianie szczegółów. Mniejsza powierzchnia ramy, przeprojektowana główka, BSA i UDH brzmią bardziej jak długa lista drobnych zmian niż rewolucja. Tyle że na końcu tej listy stoi rama ważąca 791 gramów i kompletny rower schodzący poniżej limitu UCI.

Jeden rower zamiast dwóch?

To chyba najciekawsze pytanie po premierze Melee V2. Przez lata zawodowe zespoły i producenci rozdzielali lekkie konstrukcje na góry od maszyn aero przeznaczonych na szybkie etapy. Ten podział już wcześniej zaczął się zacierać, a teraz coraz trudniej znaleźć granicę, która rzeczywiście go uzasadnia. Jeżeli rower zachowuje cechy aerodynamicznej maszyny wyścigowej i jednocześnie trzeba pilnować, żeby nie był zbyt lekki dla UCI, kompromis staje się coraz trudniejszy do wskazania.

ENVE Melee V2 nie jest pierwszym rowerem pokazującym ten kierunek i zapewne nie będzie ostatnim. Jest za to bardzo czytelnym przykładem tego, dokąd zmierza współczesna szosa. Zamiast wybierać pomiędzy aero i niską masą, producenci coraz częściej próbują zamknąć obie rzeczy w jednej ramie. W przypadku nowego Melee doszli już do momentu, w którym ograniczeniem przestaje być technologia, a zaczyna nim być regulaminowa waga.


o autorze

Paweł Waloszczyk

Twórca portalu, absolwent Politechniki Śląskiej który zamiast pisać o tym co zrobić by sprzęt rowerowy był lepszy, co robił przez ostatnie lata, postanowił sam się za to zabrać. Pasjonat nowych technologii i materiałów. 

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

WiadomościWszystkie

GalerieWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl