Anna Harkowska Mistrzynią Świata. 11 lat temu mówiła, że chce tej koszulki

Jedenaście lat temu Anna Harkowska powiedziała nam, że chciałaby zdobyć koszulkę Mistrzyni Świata. Wtedy opisywaliśmy zupełnie inną część jej historii. Była już wielokrotną medalistką największych imprez, jedną z najlepszych polskich zawodniczek, a mimo to musiała martwić się o pieniądze potrzebne do normalnego trenowania. Dzisiaj możemy wrócić do tamtego tekstu i dopisać do niego zakończenie, którego wtedy wszyscy jej życzyliśmy. Anna Harkowska wygrała w Huntsville wyścig ze startu wspólnego w klasie C5 i została Mistrzynią Świata.

To drugie polskie złoto podczas zakończonych w Alabamie Mistrzostw Świata w parakolarstwie szosowym. Dzień wcześniej tęczową koszulkę w klasie T2 zdobyła Rita Malinkiewicz, o której historii pisaliśmy szeroko na VeloNews. Teraz do Rity dołączyła Anna, a sposób, w jaki zdobyła swój tytuł, idealnie pasuje do całej jej sportowej kariery. Nie było łatwego odjazdu i spokojnego celebrowania ostatnich metrów. Była taktyczna wojna, ucieczka, zmęczenie i sprint, w którym na końcu zostało już właściwie tylko to, co Harkowska sama określiła po wyścigu jako charakter.

Najpierw nikt nie chciał jechać

Wyścig klasy C5 liczył 69 kilometrów i ostatecznie został rozegrany ze średnią prędkością 39,07 km/h, ale jego początek zupełnie tego nie zapowiadał. Zawodniczki jechały bardzo zachowawczo, patrzyły na siebie i żadna nie paliła się do pracy. Anna wspominała później, że tętno miała na poziomie treningu regeneracyjnego, a sytuacja zrobiła się na tyle absurdalna, że grupę zaczęły wyprzedzać kolejne kategorie, które startowały później. Sędzia w końcu zagroził neutralizacją wyścigu, jeśli zawodniczki nie zaczną się naprawdę ścigać.

Impas przełamała Australijka Alana Forster. Kiedy zaatakowała, natychmiast ruszyła za nią Francuzka Margot Boulet, a z nimi Anna Harkowska. Za plecami szybko zorganizował się pościg i początkowo różnica wynosiła zaledwie kilkanaście sekund, ale w pewnym momencie rywalki przestały skutecznie współpracować. Trzy zawodniczki z przodu nie zamierzały oddawać okazji, utrzymywały przewagę, a z czasem stało się jasne, że właśnie między nimi zostanie rozegrana walka o tęczową koszulkę.

Rok temu Forster była lepsza

Skład prowadzącej trójki miał dodatkowy smaczek. Alana Forster przyjechała do Huntsville jako aktualna Mistrzyni Świata w wyścigu ze startu wspólnego C5. Rok wcześniej w belgijskim Ronse właśnie Australijka pozbawiła Harkowską złota. Polka pojechała wtedy bardzo aktywnie, goniła ucieczkę Forster i Tary Neyland, ale na końcu Australijka znalazła moment na skuteczny atak i samotnie sięgnęła po tęczę. Anna została wicemistrzynią świata.

Huntsville dawało więc okazję do rewanżu, choć pierwsza część tych mistrzostw nie wskazywała jeszcze, że zakończą się dla Polki złotem. W jeździe indywidualnej na czas Harkowska zajęła piąte miejsce. Wygrała Francuzka Heïdi Gaugain, a do medalu tym razem zabrakło sporo. Najważniejszy dla Anny miał się jednak okazać start ze wspólnego, czyli konkurencja znacznie mniej przewidywalna i wymagająca nie tylko nóg, ale też wyczucia wyścigu.

Pół roweru do tęczowej koszulki

Końcówka wyścigu w Huntsville nie należała do uporządkowanych. Prowadzące zawodniczki C5 wymieszały się z najlepszymi kolarkami klasy C4, wśród których jechały Samantha Bosco i Tara Neyland. Po prawie siedemdziesięciu kilometrach Harkowska była już bardzo zmęczona, ale wiedziała, że druga taka okazja może się nie pojawić. Kiedy rozpoczęła się walka o metę, nie było już miejsca na kalkulowanie ani oszczędzanie czegokolwiek na później.

Anna wygrała sprint z Margot Boulet o dosłownie pół długości roweru. Chwilę później linię mety przecięła Forster i tym razem to Australijka musiała pogodzić się z miejscem poza dwoma najwyższymi stopniami podium. Harkowska powiedziała po wszystkim krótko: „To było ponad siły, to był już tylko charakter”. Trudno znaleźć lepsze podsumowanie nie tylko ostatnich kilkuset metrów w Huntsville, ale też sporej części jej sportowej drogi.

Pięć sreber paralimpijskich i tęcza, której ciągle brakowało

Lista sukcesów Anny Harkowskiej od dawna jest wystarczająco długa, żeby wypełnić nią kilka karier. Podczas Igrzysk Paralimpijskich w Londynie w 2012 roku zdobyła trzy srebrne medale: w indywidualnym wyścigu na dochodzenie na torze, jeździe indywidualnej na czas oraz wyścigu ze startu wspólnego. Cztery lata później w Rio dołożyła kolejne dwa srebra, ponownie na szosie w czasówce i wyścigu ze startu wspólnego. Łącznie daje to pięć srebrnych medali paralimpijskich.

Były też tytuły Mistrzyni Świata. W 2017 roku Anna zdobyła złoto w jeździe indywidualnej na czas C5, a w tym samym sezonie triumfowała również na torze. Brakowało jednak tego jednego zwycięstwa, które w kolarstwie ma szczególny smak: złota Mistrzostw Świata w szosowym wyścigu ze startu wspólnego. Sama przyznała po finiszu w Alabamie, że nigdy wcześniej nie wygrała tej konkurencji na mistrzostwach świata, a poprzednie złoto zdobyła dziewięć lat temu właśnie w czasówce.

Jedenaście lat temu napisaliśmy: tej dziewczynie trzeba pomóc

Dla nas ta historia ma jeszcze jeden wymiar. 12 stycznia 2015 roku na VeloNews ukazał się obszerny materiał poświęcony Annie Harkowskiej. Opisywaliśmy w nim drogę, która zaczęła się jeszcze przed wypadkiem w 2002 roku, kiedy trenowała sport wyczynowy, studiowała i właśnie przenosiła się z pływania oraz triathlonu do kolarstwa. Potrącenie przez samochód skończyło się wieloma złamaniami, dwunastoma operacjami, miesiącami bólu i realnym zagrożeniem amputacją lewej nogi. Powrót na rower zaczynała od prób wykonania pojedynczych obrotów korbą na rowerze stacjonarnym. 

Kiedy ponad dekadę później czyta się tamten tekst, niektóre fragmenty brzmią dziś jeszcze mocniej. Anna opowiadała nam o dwóch godzinach jazdy na rolkach, treningach wykonywanych mimo problemów z nogą i około 700 kilometrach tygodniowo. Była już wtedy potrójną srebrną medalistką z Londynu i jedną z najlepszych zawodniczek świata, ale jednocześnie znalazła się w sytuacji, w której brakowało jej pieniędzy na normalne funkcjonowanie i przygotowania do kolejnych startów. Dlatego na końcu tekstu napisaliśmy po prostu: „Tej dziewczynie zwyczajnie trzeba pomóc” i uruchomiliśmy akcję wsparcia. 

A trochę wcześniej padło zdanie, które sprawiło, że dzisiejszy wynik przestał być dla nas tylko kolejnym newsem sportowym. Anna mówiła wtedy o swoich kolejnych celach. Chciała pojechać na następne Igrzyska Paralimpijskie i zdobyć medal, najlepiej złoty. Dodała też: „Wcześniej chciałabym zdobyć koszulkę Mistrzyni Świata”. 

Po drodze wydarzyło się bardzo dużo

Od tamtej rozmowy minęło jedenaście lat i sportowa droga Anny nie była prostą linią prowadzącą od jednego sukcesu do następnego. Były dwa kolejne srebra paralimpijskie w Rio, złote medale mistrzostw świata, ale również kilkuletnia przerwa od międzynarodowej rywalizacji. Kiedy wróciła do ścigania, szybko pokazała, że nie zamierza pełnić roli zawodniczki, która pojawia się tylko po to, żeby przypomnieć dawne sukcesy. W 2025 roku w Ronse została wicemistrzynią świata na szosie, a kilka tygodni później zdobyła także srebro i brąz podczas torowych Mistrzostw Świata w Rio de Janeiro.

Sezon 2026 także nie był pasmem łatwych zwycięstw. Było podium Pucharu Świata w czasówce w Tajlandii, czwarte miejsce w wyścigu ze startu wspólnego Mistrzostw Europy i piąta lokata w czasówce na samych Mistrzostwach Świata w Huntsville. Dlatego złoto ze startu wspólnego nie wygląda jak rezultat zawodniczki, która przez cały sezon była poza zasięgiem rywalek. Tym bardziej pokazuje wartość tego jednego dnia, kiedy trzeba było znaleźć właściwy moment, zabrać się do właściwego ataku i jeszcze po 69 kilometrach wygrać sprint o pół roweru.

Złoty pokój

W Huntsville historia dostała jeszcze bardzo sympatyczny epilog. Anna Harkowska mieszkała podczas mistrzostw w jednym pokoju z Ritą Malinkiewicz. Rita dzień wcześniej wygrała wyścig klasy T2 i sześć lat po dramatycznym wypadku została Mistrzynią Świata. Kiedy dzień później do pokoju wróciła z tęczową koszulką również Anna, trener reprezentacji miał już dla niego prostą nazwę: „złoty pokój”.

Dwie Polki, dwa różne życiorysy, dwa różne wyścigi i dwie tęczowe koszulki zdobyte w ciągu jednego weekendu w Alabamie. W przypadku Rity historia prowadziła od wypadku, przez walkę o powrót do życia i sportu, aż do pierwszego wielkiego tytułu. W przypadku Anny prowadzi przez ponad dwie dekady ścigania, pięć srebrnych medali paralimpijskich, mistrzowskie tytuły, przerwę i powrót na najwyższy poziom. Obie kończą te mistrzostwa w tym samym miejscu i z tym samym napisem na plecach.

Ania, masz tę koszulkę

Jedenaście lat temu kończyliśmy nasz tekst apelem o pomoc, żeby Anna Harkowska mogła spokojnie trenować i nadal dawać nam powody do dumy na największych światowych imprezach. Nie mieliśmy wtedy pojęcia, ile jeszcze wydarzy się po drodze ani jak długo będziemy czekać na możliwość powrotu do jednego zdania z tamtej rozmowy. Dzisiaj nie trzeba już niczego dodawać ani specjalnie podkręcać tej historii. Wystarczy otworzyć artykuł z 2015 roku i przeczytać jej własne słowa.

„Wcześniej chciałabym zdobyć koszulkę Mistrzyni Świata”.

Ania, masz tę koszulkę.

Foto: Paracycling Team Poland


o autorze

Paweł Waloszczyk

Twórca portalu, absolwent Politechniki Śląskiej który zamiast pisać o tym co zrobić by sprzęt rowerowy był lepszy, co robił przez ostatnie lata, postanowił sam się za to zabrać. Pasjonat nowych technologii i materiałów. 

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

WiadomościWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl