Ostatni Orient w tym roku. Augustów będzie dobrym miejscem, żeby powiedzieć sobie „do zobaczenia”

Są takie momenty w sezonie, kiedy zaczyna docierać do człowieka, że lato naprawdę się kończy. Rano jest trochę chłodniej, dzień robi się krótszy, a w kalendarzu coraz mniej dat zaznaczonych grubą kreską. Dla Orient Gravel taką datą będzie 12 września. W Augustowie spotkamy się po raz piąty i ostatni w tym roku. I chyba trudno było wybrać lepsze miejsce na zakończenie tej podróży.

Zaczynaliśmy w kwietniu w Mielniku nad Bugiem. Potem były białe, kredowe drogi wokół Okszowa, Krynki i Szlak Tatarski, a w sierpniu Gołdap, po której mogę już z pełnym przekonaniem powiedzieć, że Mazury naprawdę są garbate. Każdy z tych wyścigów był inny i każdy zostawił po sobie coś więcej niż wynik zapisany w tabeli. Teraz została ostatnia kartka tegorocznego kalendarza: Augustów, Puszcza Augustowska, Kanał Augustowski, Czarna Hańcza i Wigry.

Na koniec trochę ciszej

Augustowska odsłona Orient Gravel będzie miała zupełnie inny charakter niż Gołdap. Tam były podjazdy, szybkie zjazdy, Mazury Garbate i ciągłe zmiany rytmu. Tutaj większą rolę ma odegrać krajobraz. Trasy prowadzą wzdłuż Kanału Augustowskiego, przez kolejne śluzy i mostki, towarzyszą Czarnej Hańczy i na długich odcinkach chowają się w Puszczy Augustowskiej.

Jest też jezioro Wigry i drogi Wigierskiego Parku Narodowego, a najdłuższy dystans wychodzi jeszcze dalej, w okolice otuliny Biebrzańskiego Parku Narodowego. I chyba właśnie tak chciałbym zakończyć ten sezon. Można oczywiście przyjechać do Augustowa po wynik. Dla części zawodników będzie to przecież ostatnia okazja, żeby coś ugrać w klasyfikacji generalnej, obronić miejsce albo przesunąć się o kilka pozycji. Ale można też zrobić coś, o czym w środku sezonu łatwo zapomnieć: od czasu do czasu podnieść głowę znad kierownicy.

Byłem z Orient Gravel w miejscach, do których pewnie bez tego cyklu nie przyszłoby mi do głowy pojechać. W Krynkach bardziej niż sam wyścig zapamiętałem Podlasie, ludzi spotkanych po drodze, burzę, która w kilka chwil zmieniła charakter dnia, i Wierszalin, którego wcześniej znałem przede wszystkim z historii. Gołdap była jeszcze bardziej osobista. Powrót do Stańczyków po ponad dwudziestu latach przypomniał mi, że czasami jedziemy gdzieś rowerem albo samochodem tylko po to, żeby nagle znaleźć się w miejscu, w którym została jakaś część naszego wcześniejszego życia.

W Orient Gravel trasa nie jest tylko kreską GPX prowadzącą od startu do mety. Po drodze zawsze coś się dzieje. Jest wieś, której nazwy wcześniej nie znałeś, stary bruk, most, rzeka, kawałek lasu albo widok, dla którego przez chwilę przestaje mieć znaczenie, czy jedziesz trzydziesty, czy sto trzydziesty. Bo gdybym miał wskazać rzecz, którą Orient Gravel robi najlepiej, nie byłaby nią liczba kilometrów, pomiar czasu czy nawet same trasy. Jest nią pretekst, żeby pojechać do Krynek, zobaczyć Stańczyki, zatrzymać się gdzieś, gdzie normalnie tylko przejechalibyśmy samochodem. Pogadać z kimś przy drodze. Wrócić z kartą pamięci pełną zdjęć i z głową pełną historii, których przed wyjazdem w ogóle nie planowaliśmy.

70, 120 albo 200 kilometrów

Formuła finału pozostaje taka sama jak podczas wcześniejszych rund. Do wyboru będą trzy dystanse: Szuterek 70 km, Szuter 120 km i Mega Szuter 200 km. Najdłuższy ruszy o godzinie 8:00, dystans 120 km godzinę później, a o 10:00 wystartuje Szuterek. Limity wynoszą odpowiednio 14, 12 i 8 godzin, więc także tutaj nie trzeba być zawodnikiem walczącym o generalkę, żeby znaleźć dla siebie miejsce.

Trasa nie będzie oznakowana. Nawigujemy po śladzie GPX, a telefon z uruchomionym trackingiem pozostaje częścią obowiązkowego wyposażenia. Na trasach będą bufety – jeden na 70 km, dwa na 120 km i trzy na 200 km – a po powrocie czeka posiłek regeneracyjny i bufet na mecie. To szczegóły organizacyjne, ale każdy, kto przejechał długi gravel, wie, że gdzieś po 150. kilometrze dobrze zaopatrzony bufet potrafi stać się najpiękniejszym miejscem na świecie.

Meta, z której nie trzeba od razu uciekać

Start i meta znajdą się w Studzienicznej, przy Stanicy Wodnej Swoboda PTTK nad jeziorem Studzienicznym. I tu organizatorzy trafili chyba równie dobrze jak z samą trasą. Las, jezioro, stanica i miejsce, w którym po wyścigu można po prostu usiąść. Bez pakowania roweru pięć minut po dekoracji i nerwowego patrzenia na zegarek.

Studzieniczna sama w sobie jest miejscem, przy którym warto się zatrzymać. Jest sanktuarium, drewniany kościół, kaplica stojąca nad wodą i historia związana z wizytą Jana Pawła II w 1999 roku. Ale po kilku miesiącach ścigania chyba nie historia ani symbolika będą tutaj najważniejsze. Wystarczy jezioro, kawałek pomostu i ludzie, których przez cały sezon spotykało się na kolejnych startach.

Tym bardziej że w Augustowie nie skończy się tylko kolejny wyścig. Tutaj zostaną również rozdane nagrody za klasyfikację generalną całego Orient Gravel 2026. Dla jednych będzie więc podium i puchar, dla innych poprawiony wynik sprzed roku, pierwsze przejechane 200 kilometrów albo po prostu kolejna trasa zapisana w pamięci urządzenia.

Jeszcze jeden wspólny start

W Augustowie Orient Gravel spotka się również z Maratonami Kresowymi. O godzinie 11:00 rozpoczną się wyścigi towarzyszące MTB, więc nad jeziorem będzie tego dnia znacznie więcej rowerów niż tylko gravele. Dzięki temu można przyjechać również z rodziną albo znajomymi, dla których 70 kilometrów po śladzie GPX brzmi jeszcze trochę zbyt poważnie.

Pięć miejsc, trzy województwa i trasy, które pokazały bardzo różne oblicza wschodniej Polski. Od Bugu przez kredowe drogi Lubelszczyzny, Puszczę Knyszyńską i Wzgórza Sokólskie po Mazury Garbate, a na koniec wodę i lasy Augustowszczyzny. Jeśli byliście z nami wcześniej, chyba nie trzeba Was specjalnie namawiać. Przyjedźcie jeszcze ten jeden raz. Jeśli natomiast przez cały sezon patrzyliście na Orient Gravel z boku i odkładaliście pierwszy start na później, to zostało właśnie to „później”. Jest 70 kilometrów, jest cały dzień na przejechanie trasy i naprawdę nie trzeba nikomu niczego udowadniać.

Będzie jezioro, las, pewnie zmęczone nogi i ostatnia dekoracja tego sezonu. Rowery zaczną znikać z parkingu, ktoś będzie się żegnał słowami „do zobaczenia za rok” i dopiero wtedy naprawdę dotrze do nas, że pięć tegorocznych spotkań Orient Gravel właśnie się skończyło. Szkoda. Będzie mi tego bardzo brakowało. Z drugiej strony dobra podróż powinna mieć swój koniec, bo inaczej nigdy nie mielibyśmy powodu, żeby czekać na następną.

12 września spotykamy się w Studzienicznej. Przyjedźcie. A kiedy ostatni zawodnicy wrócą na metę, będzie można usiąść nad jeziorem i przez chwilę nie zastanawiać się, gdzie jedziemy za miesiąc. Bo następnego Orient Gravel w tym roku już nie będzie.

Orient Gravel – Augustów „Kanał Augustowski & Wigry”
12 września 2026
Studzieniczna – Stanica Wodna Swoboda PTTK
Dystanse: 70 / 120 / 200 km

Więcej informacji i zapisy:
orientgravel.pl/augustow-2026


o autorze

Paweł Waloszczyk

Twórca portalu, absolwent Politechniki Śląskiej który zamiast pisać o tym co zrobić by sprzęt rowerowy był lepszy, co robił przez ostatnie lata, postanowił sam się za to zabrać. Pasjonat nowych technologii i materiałów. 

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl