Bogumiła Matusiak: „Katarzyna Niewiadoma jest najlepszą polską kolarką szosową w historii”

Bogumiła Matusiak przez wiele lat była punktem odniesienia dla polskiego kobiecego kolarstwa szosowego. Potem pojawiła się Katarzyna Niewiadoma. Obie kariery dzieli jednak epoka: Matusiak ścigała się w czasach znacznie słabszej profesjonalizacji i ekspozycji kobiecego kolarstwa, podczas gdy Niewiadoma rywalizuje już w pełnym Women's WorldTour.

Bogumiła Matusiak w wyczynowym kolarstwie startowała od końca lat 80., a do reprezentacji Polski weszła w 1997 roku. Jej kariera trwała niezwykle długo – ścigała się praktycznie do 2012 roku. W karierze wywalczyła 25 tytuły mistrzyni Polski w kategorii elita, łącznie odniosła około 130 zwycięstw oraz to etapowe w kobiecym odpowiedniku Tour de France.

Teraz, po głośnym zwycięstwie Katarzyny Niewiadomej-Phinney na Mont Ventoux, wróciła historia Bogumiły Matusiak. Sama Bogumiła powiedziała, że w swojej karierze dwukrotnie wjeżdżała na Mont Ventoux. Podkreśliła przy tym, że wtedy nie walczyła na tej górze o najwyższe pozycje, ale doskonale zna skalę trudności tego podjazdu.

Katarzyna Niewiadoma-Phinney stała się największą polską kolarką szosową w historii pod względem wyników międzynarodowych. Bogumiła Matusiak z kolei była największą polską kolarką szosową swojej generacji.

– Jak wspominasz swoje starty i podjazdy na legendarną Mont Ventoux? Co było w niej najtrudniejsze dla Ciebie – nachylenie, długość podjazdu, pogoda, a może sama świadomość, z jaką górą ma się do czynienia?

– Pochodzę z centralnej Polski, z płaskiego terenu, więc moje początki w górach wyglądały inaczej niż u dziewczyn z południa. Ścigałam się wcześniej w Czechach czy na Słowacji, ale tam podjazdy miały po 5 czy 6 kilometrów. Z takimi prawdziwymi, wielkimi górami zetknęłam się dopiero we Francji podczas wyścigu Grande Boucle Féminine – i od razu te góry pokochałam. W „Wielkiej Pętli” startowałam aż sześć razy, a sam wyścig miał 15 morderczych etapów. Mont Ventoux zapamiętałam jako bardzo trudną górę. Najgorsze było połączenie potężnej długości, upału na dolnych partiach w lesie i wiatru, który uderzał zaraz po wyjeździe na otwartą, kamienistą przestrzeń. Do tego dochodziła sama świadomość, że jedziesz na szczyt, który jest legendą kolarstwa.

– Kiedy dziś oglądasz zawodniczki walczące na Mont Ventoux, wracają emocje z tamtych lat? Pamiętasz moment, w którym podczas własnego podjazdu pomyślałaś: „to jest naprawdę wyjątkowe miejsce”?

– Emocje wracają od razu, gdy widzę w telewizji te same zakręty i szczyt. Pamiętam moment, kiedy wyjechałam z lasu pod samą charakterystyczną wieżę. Nagle znika jakakolwiek osłona od słońca i wiatru, krajobraz wokół staje się szary i kamienisty, a ty uświadamiasz sobie, że dziewczyna z „płaskiej Polski” jedzie w ścisłej czołówce na jednej z najsłynniejszych gór świata. Wtedy pomyślałam sobie prosto: „To jest naprawdę wyjątkowe miejsce i super, że tu

jestem”.

EWOLUCJA KOLARSTWA KOBIET

– Jak bardzo różniło się kobiece kolarstwo w czasach Twojej kariery od tego, które widzimy dzisiaj? Mam na myśli nie tylko poziom sportowy, ale też sprzęt, przygotowanie, regenerację, zaplecze medyczne, taktykę czy profesjonalizację ekip.

– To są zupełnie dwa inne światy. Wtedy wszystko robiło się na czucie i z serca. Zaczynałyśmy od zera – nie było nawet kobiecych rowerów, więc jeździłyśmy na za dużych, męskich ramach. Całe nasze zaplecze to była ciężka praca, mądrość mojego trenera Marka Wojny i nasza własna determinacja. Jeździłyśmy starym busem po całej Europie, same myłyśmy rowery, dbałyśmy o jedzenie i regenerację. Dziś dziewczyny mają autokary, fizjoterapeutów, dietetyków, mierniki mocy i całe sztaby ludzi wokół siebie.

– Czy zawodniczka z Twojego pokolenia, mając dzisiejsze warunki treningowe i organizacyjne, mogłaby osiągać jeszcze lepsze wyniki? Czego najbardziej brakowało Wam wtedy w porównaniu z obecną generacją?

– Zdecydowanie tak. Gdybyśmy miały do dyspozycji dzisiejsze dopasowanie sprzętu, odnowę biologiczną, fizjoterapeutów i stałą opiekę medyczną, na pewno jeździłybyśmy jeszcze szybciej i uniknęłybyśmy wielu kontuzji. Najbardziej brakowało nam spokoju finansowego oraz profesjonalnego zaplecza. Całą energię trzeba było często dzielić między ściganie a sprawy organizacyjne. Znacznie zmieniły się także warunki finansowe w kolarstwie. Dziewczyny od paru lat, te oczywiście w najlepszych ekipach, zarabiają bardzo dobrze, co oczywiście jest bodźcem dla kolejnych pokoleń zawodniczek. Nie ma porównania z moimi czasami.

KATARZYNA NIEWIADOMA-PHINNEY I SUKCESY POLEK

– Przez lata to Ty byłaś jednym z najważniejszych nazwisk polskiego kobiecego kolarstwa. Jak patrzysz dzisiaj na Katarzynę Niewiadomą i na skalę tego, czego dokonała w światowym peletonie?

– Patrzę na Kasię z ogromną dumą i podziwem. Sama wiem, ile sił i zdrowia kosztuje wygranie etapu we Francji czy walka przez 15 dni na trasie Wielkiej Pętli. To, co zrobiła Kasia – wygranie całego Tour de France Femmes, medale mistrzostw świata i lata utrzymywania się na samym szczycie – jest niesamowite. Cieszę się, że droga, którą kiedyś z trenerem zaczynaliśmy wydeptywać, doprowadziła do takich sukcesów.

– Co najbardziej imponuje Ci u Kasi – jej możliwości fizyczne, charakter, odporność psychiczna, umiejętność jazdy w górach czy może niezwykła regularność na najwyższym światowym poziomie?

– Najbardziej imponuje mi jej charakter i waleczność. Kasia nie jeździ jak zaprogramowany komputer pod kreski na mierniku mocy. Jeździ z sercem, nie boi się atakować i daje z siebie absolutnie wszystko. Do tego ma niesamowitą głowę – utrzymanie się w ścisłej czołówce

świata przez tyle lat wymaga ogromnej odporności psychicznej.

– Czy patrząc na całą jej karierę możemy już bez zastrzeżeń powiedzieć, że Katarzyna Niewiadoma jest najlepszą polską kolarką szosową w historii?

– Tak, dzisiaj można to powiedzieć bez żadnych wątpliwości. Wygranie Tour de France, medale mistrzostw świata i jej pozycja w peletonie mówią same za siebie. Zasłużyła na to miano w stu procentach.

MŁODA FALA: WŁODARCZYK, MUL I POTENCJAŁ POKOLENIA

– Za Kasią Niewiadomą mamy dzisiaj kolejne bardzo mocne nazwiska – Dominikę Włodarczyk, Malwinę Mul i inne zawodniczki ścigające się na wysokim poziomie międzynarodowym. Jak oceniasz potencjał tego pokolenia?

– To jest bardzo mądre i waleczne pokolenie. Te dziewczyny wcześnie trafiły do zagranicznych grup, mają świetne warunki i przede wszystkim nie mają żadnych kompleksów. Wychodzą na start i ścigają się jak równe z równymi z najlepszymi na świecie.

– Dominika Włodarczyk pokazała już, że potrafi rywalizować w największych wyścigach świata. Co Twoim zdaniem może być jej największym atutem w kolejnych latach i gdzie widzisz granicę jej możliwości?

– Dominika ma świetny instynkt do ścigania, jest sprytna w peletonie i potrafi bardzo dobrze zafiniszować z mniejszej grupy. Jej największym atutem jest odwaga. Jeżeli dalej będzie się tak rozwijać, stać ją na wygrywanie największych klasyków.

– Jak oceniasz rozwój Malwiny Mul? Czy widzisz w niej zawodniczkę, która może w przyszłości regularnie walczyć o wysokie miejsca w największych klasykach i imprezach mistrzowskich?

– Malwina idzie krok po kroku i rozwija się bardzo spokojnie. Ma spore możliwości, dobrze czuje się w trudnym terenie i jeśli dostanie odpowiednie szanse w zawodowym zespole, na pewno będziemy mieć z niej sporo radości na dużych wyścigach.

– Kiedy spojrzymy szerzej na Niewiadomą, Włodarczyk, Mul oraz pozostałe nasze najlepsze zawodniczki – czy możemy dziś mówić, że polskie kobiece kolarstwo szosowe jest najmocniejsze w swojej historii?

– Tak. Nigdy wcześniej nie miałyśmy jednocześnie zawodniczki, która wygrywa największe wyścigi świata i tak mocnej grupy dziewczyn ścigających się w czołowych zespołach WorldTouru.

PRZYSZŁOŚĆ, ZAPLECZE I WYŚCIGI

– Co zmieniło się w Polsce, że pojawiło się jednocześnie tak wiele zawodniczek zdolnych do ścigania na bardzo wysokim europejskim i światowym poziomie? To efekt lepszego szkolenia, większej liczby ekip zagranicznych otwartych na Polki, czy po prostu

wyjątkowo utalentowanego pokolenia?

– Złożyło się na to kilka rzeczy. Po pierwsze, zagraniczne grupy otworzyły się na Polki i dziewczyny szybciej trafiają do profesjonalnego kolarstwa. Po drugie, sukcesy Kasi pokazały im, że się da i że Polka może być najlepsza na świecie. No i po trzecie – trafiło się po prostu bardzo utalentowane i pracowite pokolenie.

– Czy widzisz jednak jakąś lukę za obecnymi liderkami? Mamy wystarczająco szerokie zaplecze juniorek i zawodniczek U23, żeby ta dobra passa polskiego kolarstwa kobiet trwała przez kolejne lata?

– Talenty u nas zawsze były i są. Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się, gdy dziewczyna kończy wiek juniorki i przechodzi do elity. Żeby ta dobra passa trwała, te młode dziewczyny muszą mieć w Polsce wsparcie i szansę na regularne starty za granicą, żeby nie rzucały kolarstwa w wieku 19 czy 20 lat.

MISTRZOSTWA ŚWIATA I TAKTYKA

– Przed nami mistrzostwa świata. Na co realnie stać polskie zawodniczki? Czy Twoim zdaniem możemy myśleć o medalu, a może nawet o kilku zawodniczkach w ścisłej czołówce?

– Realnie stać nas na medal. Mamy na tyle mocną reprezentację, że nie musimy się nikogo bać i możemy walczyć o najchlubniejsze miejsca.

– Jaką taktykę przy mocnej reprezentacji Polski widziałabyś na mistrzostwach świata – wszystko podporządkować Katarzynie Niewiadomą czy wykorzystać fakt, że mamy kilka zawodniczek, które mogą odegrać własną rolę i stworzyć rywalkom znacznie więcej problemów?

– Najlepiej grać na kilka kart. Gdybyśmy skupiły się tylko na Kasi, innym ekipa byłoby łatwiej nas odczytać. Gdyby Dominika czy pozostałe dziewczyny zabierały się w odjazdy, zmusiłoby to Holenderki czy Włoszki do gonienia i zużywania sił. A to z kolei dałoby Kasi idealną sytuację do ataku w samej końcówce.

– Gdybyś dzisiaj miała usiąść przed startem mistrzostw świata z Kasią Niewiadomą-Phinney, Dominiką Włodarczyk, Malwiną Mul i resztą reprezentacji jako starsza koleżanka, która przeżyła wielkie wyścigi, mistrzostwa świata i Mont Ventoux – co powiedziałabyś im na kilka minut przed startem?

– Powiedziałabym tak: „Dziewczyny, spójrzcie na siebie i zobaczcie, jak mocną drużynę tworzycie. Pamiętajcie, skąd jesteście i ile ciężkiej pracy włożyłyście w treningi. Skoro dziewczyna z płaskiej centralnej Polski potrafiła wygrywać we Francji i jeździć w czołówce na Mont Ventoux, to Wy z dzisiejszym zapleczem możecie pojechać po wszystko. Jedźcie z głową, odważnie i walczcie jedna za drugą od startu do mety. Powodzenia!”


o autorze

Piotr Szafraniec

Kolarz, kucharz, akrobata. Dwukrotny Mistrz Polski Dziennikarzy w kolarstwie szosowym.

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl