Klimatyzacja na rower? W upały człowiek zaczyna rozważać różne pomysły
Upały, które już zdążyły dać nam w tym roku w kość, nadciągają z nową siłą. Przed nami kilka naprawdę gorących dni. Według prognoz IMGW temperatura może dojść do 34 stopni w czwartek, 37 w piątek, a w weekend na południu kraju nadal oscylować w granicach 35–36 stopni Celsjusza. Krótko mówiąc, lato daje znać, że jeszcze się nie skończyło.
W tym miejscu pojawia się pytanie, które początkowo brzmi jak żart: czy istnieje klimatyzacja na rower? Okazuje się, że istnieje. Tyle że niekoniecznie w formie, jaką znamy z samochodu. Największym problemem jest brak kabiny. W samochodzie klimatyzacja schładza zamknięte wnętrze. Na rowerze musiałaby schłodzić pół województwa, a to mogłoby odbić się nie tylko na zasięgu e-bike’a, ale również na rachunkach za prąd w całej okolicy. Zamiast więc chłodzić powietrze dookoła rowerzysty, producenci próbują więc chłodzić bezpośrednio ludzi w potrzebie. Najczęściej okolice karku, szyi, pleców albo klatki piersiowej. Powstały niewielkie urządzenia termoelektryczne, elektroniczne kołnierze z wentylatorami, kamizelki chłodzące oraz systemy z obiegiem zimnej wody. Są nawet rozpylacze wodnej mgiełki przeznaczone do montażu na kierownicy.
Sony REON POCKET, czyli chłodzenie schowane pod koszulką
Jednym z najbardziej eleganckich rozwiązań jest Sony REON POCKET PRO Plus. To niewielkie urządzenie umieszczane na karku, pod kołnierzem koszulki oraz specjalną opaską. REON nie dmucha zimnym powietrzem jak samochodowa klimatyzacja. Wykorzystuje powierzchnię, która bezpośrednio styka się ze skórą i może ją chłodzić albo ogrzewać. Czujniki mierzą temperaturę wewnątrz ubrania i temperaturę otoczenia, a tryb SMART COOL automatycznie dobiera sposób działania. Producent deklaruje do 15 godzin pracy w tym trybie. Wygląda to dyskretnie i futurystycznie. Można odnieść wrażenie, że ktoś wsunął sobie pod koszulkę niewielką klimatyzację.
|
|
Na rowerze najlepiej widzielibyśmy je podczas spokojnych dojazdów do pracy, szczególnie na e-bike’u. W przypadku intensywnego treningu pojawia się jednak kilka pytań. Urządzenie musi dobrze przylegać do ciała, rowerzysta mocno się poci, a w terenie całość będzie dodatkowo podskakiwać. To raczej gadżet dla miejskiego rowerzysty niż sprzęt, który zobaczymy na plecach zawodników podczas maratonu MTB.
Klimatyzator zakładany na szyję
Jeszcze bardziej widowiskowo wyglądają urządzenia z serii TORRAS COOLiFY. Przypominają duże słuchawki, które zamiast na uszy zakładamy na szyję. COOLiFY łączy nawiew z powierzchniami chłodzącymi okolice karku. Model 2S Pro ma akumulator o pojemności 5000 mAh, funkcję chłodzenia i ogrzewania oraz deklarowany czas pracy sięgający 28 godzin. Trzeba jednak pamiętać, że maksymalny czas dotyczy najoszczędniejszych ustawień. Przy intensywnym chłodzeniu bateria wyczerpie się znacznie szybciej.
|
|
Czy można w tym jeździć na rowerze? Teoretycznie tak, ale też nie w każdej sytuacji i przypadku. Elektroniczny kołnierz może kolidować z paskami kasku, plecakiem albo wysokim kołnierzem koszulki. Przy sportowej pozycji może również przesuwać się na szyi. Podczas spokojnej jazdy po mieście ma jednak więcej sensu, szczególnie jeżeli ktoś źle znosi wysokie temperatury. Na pewno zwraca uwagę. Jadąc w nim przez miasto, można wyglądać jak człowiek, który właśnie wraca z przyszłości albo zgubił resztę skafandra.
Kamizelka chłodząca. Prosto, ciężko, ale skutecznie
Nieco mniej efektownie prezentują się kamizelki chłodzące. Wyglądają zwykle jak skrzyżowanie kamizelki technicznej z odzieżą roboczą, ale ich zasada działania jest znacznie prostsza. Najtańsze modele wykorzystują wodę i zjawisko parowania. Kamizelkę moczymy, zakładamy, a przepływające podczas jazdy powietrze pomaga odprowadzać ciepło. Taki system najlepiej działa w suchych warunkach. Kiedy wilgotność jest wysoka, woda paruje wolniej i efekt chłodzenia jest słabszy.
|
|
Bardziej zaawansowane kamizelki korzystają z wkładów żelowych albo materiałów PCM. Wkłady wcześniej schładza się w lodówce lub zamrażarce, a następnie umieszcza w specjalnych kieszeniach. Badania nad tego rodzaju odzieżą wskazują, że chłodzenie może zmniejszyć temperaturę skóry, poprawić komfort i ograniczyć odczuwanie wysiłku w wysokiej temperaturze. Efekt zależy jednak od rodzaju kamizelki, warunków pogodowych i intensywności jazdy.
Na rowerze problemem będzie dodatkowa masa oraz ograniczenie wentylacji. Zakładamy przecież kolejną warstwę dokładnie tam, gdzie podczas jazdy najbardziej potrzebujemy przewiewu. Kamizelka może natomiast dobrze sprawdzić się podczas spokojnych wycieczek, pracy na rowerze, zabezpieczania zawodów albo w czasie przerw pomiędzy kolejnymi przejazdami. Do ścigania raczej jej nie polecamy, chyba że dodatkowe kilogramy mają zastąpić trening siłowy.
Najbardziej rowerowy pomysł? Wodna mgiełka

Spośród wszystkich rozwiązań najbardziej rowerowo wygląda system rozpylający wodną mgiełkę. Jednym z takich pomysłów był Spruzza, czyli niewielkie urządzenie montowane na rowerze. Dyszę można było skierować na twarz, kark lub klatkę piersiową i uruchomić podczas jazdy. Powstały również patenty opisujące rowerowy system, w którym dysza mogła zostać zamontowana między innymi na kierownicy, ramie albo sztycy. Nie mamy tutaj żadnych skomplikowanych półprzewodników ani sprężarek. Woda trafia na skórę, a pęd powietrza przyspiesza jej parowanie. Efekt jest podobny do polania karku wodą z bidonu, tylko nieco bardziej elegancki i oszczędny. Oczywiście można zachlapać okulary.

Wizualizacja AI
Trzeba też wozić dodatkową wodę, a podczas wysokiej wilgotności chłodzenie będzie mniej skuteczne. Mimo wszystko jest to chyba najbardziej sensowny pomysł z całego zestawienia. Lekki, prosty i wykorzystujący coś, co rower już nam zapewnia, czyli stały przepływ powietrza.
Prawdziwa klimatyzacja zasilana z baterii e-bike’a
Dla osób uznających półśrodki za oznakę słabości istnieją również systemy z prawdziwą sprężarką. Przykładem jest CompCooler Backpack Individual Cooling System. W plecaku znajduje się miniaturowy moduł chłodniczy i pompa, która tłoczy schłodzoną ciecz przez przewody znajdujące się w specjalnej kamizelce. System może być zasilany z akumulatora lub instalacji pojazdu, oferuje do 150 W mocy chłodniczej, a sam moduł waży około 2,5 kilograma. Technicznie dałoby się prawdopodobnie zasilić podobne urządzenie z baterii roweru elektrycznego. Wymagałoby to odpowiedniego przetwornika, zabezpieczeń i dostępu do instalacji napędu. Nie jest to coś, co powinniśmy podłączać samodzielnie dwoma przewodami znalezionymi w garażu.
|
|
Do masy urządzenia trzeba doliczyć kamizelkę, ciecz, przewody oraz elementy mocujące. Powstałby więc rower z klimatyzacją, który wozi kilka dodatkowych kilogramów po to, żeby jego właściciel mniej odczuwał wysiłek związany z wożeniem kilku dodatkowych kilogramów. Z punktu widzenia logiki nie wygląda to najlepiej. Z punktu widzenia ciekawego projektu garażowego brzmi doskonale.
Co rzeczywiście ma sens na rowerze?
Najbardziej praktycznym rozwiązaniem nadal pozostają lekka i przewiewna odzież, dobrze wentylowany kask, zapas wody oraz planowanie jazdy poza najgorętszymi godzinami dnia. Z elektronicznych gadżetów urządzenie chłodzące kark może sprawdzić się podczas spokojnego dojazdu do pracy. Kamizelka będzie lepsza podczas postojów lub mało intensywnej jazdy, a wodna mgiełka wydaje się najprostszym sposobem na szybką ulgę w czasie pedałowania. Pełna klimatyzacja sprężarkowa pozostaje natomiast rozwiązaniem dla konstruktorów, którzy na pytanie „po co?” odpowiadają zwykle: „bo się da”.
Klimatyzacja na rower więc istnieje. Na razie nie chłodzi przestrzeni wokół niego. Chłodzi wybrane fragmenty rowerzysty i próbuje przekonać jego mózg, że wcale nie jedzie właśnie przez rozgrzaną patelnię. Patrząc jednak na tempo rozwoju osobistych urządzeń chłodzących, niewykluczone, że za kilka lat elektroniczny kołnierz stanie się równie popularny jak licznik, radar czy nawigacja. Oczywiście pod warunkiem, że wcześniej nie powstanie klimatyzowana czapeczka kolarska.

komentarze