​Tour de Romgaz 2. Gravel, Kaszuby, Bory Tucholskie i wyścig, który ma większy sens

Są wyścigi, na które jedzie się po wynik. Są rajdy, na które jedzie się dla przygody. Są też takie imprezy, które łączą jedno z drugim, a przy okazji zostawiają po sobie coś więcej niż tylko numer startowy, zmęczone nogi i zdjęcie z mety. Tour de Romgaz 2 zdecydowanie należy do tej trzeciej kategorii. 

To jedna z tych propozycji, które powinny zainteresować każdego, kto szuka gravelowego wyścigu w Polsce, dobrego maratonu rowerowego albo po prostu solidnej rowerowej przygody w pięknych okolicznościach przyrody. Miejscem akcji są Kaszuby i Bory Tucholskie, czyli region, który dla graveli wydaje się stworzony niemal idealnie. Lasy, jeziora, szutry, spokojniejsze drogi, małe miejscowości i ten charakterystyczny klimat północnej Polski, w którym łatwo zapomnieć, że miało się tylko „lekko pokręcić”. 

Start i meta zlokalizowane są w Swornegaciach, a uczestnicy mogą wybrać dystans dopasowany do własnych ambicji, formy i nastroju. Najmocniejsi zmierzą się z trasą liczącą 200 kilometrów, ale przygotowano także warianty 100 km, 50 km oraz dystans rodzinny. Dzięki temu Tour de Romgaz 2 nie jest imprezą wyłącznie dla tych, którzy od stycznia śpią z licznikiem pod poduszką i znają swoją moc progową lepiej niż numer PESEL. Można tu przyjechać po sportowe emocje, po konkretny wynik, po długą gravelową jazdę, ale także po dobry dzień spędzony z rodziną i ludźmi, którzy po prostu lubią rowery.

Ważne jest też to, że organizatorzy od początku mocno stawiają na bezpieczeństwo, fair play i kulturę jazdy. Trasy nie są zamknięte dla ruchu drogowego, dlatego obowiązują kaski, oświetlenie i zdrowy rozsądek. To nie jest detal, lecz jeden z fundamentów tej imprezy. Tour de Romgaz 2 ma być wyzwaniem, ale nie ma być poligonem. Ma dawać emocje, ale bez niepotrzebnej brawury. Za niebezpieczne zachowania, śmiecenie czy łamanie zasad przewidziano kary, a z drugiej strony nagradzane będą postawy, które pokazują prawdziwego ducha sportu. 

A trasa? Tu trudno nie użyć słowa „klimat”. Kaszuby i Bory Tucholskie od kilku lat coraz mocniej zaznaczają się na gravelowej mapie Polski. To teren, który pozwala pojechać długo, ciekawie i różnorodnie. Raz szybciej po twardym szutrze, raz spokojniej przez las, raz z widokiem na jezioro, raz przez miejscowość, w której czas płynie trochę wolniej. Właśnie dlatego Tour de Romgaz 2 może być zarówno wyścigiem, jak i przygodą. W zależności od tego, czego akurat szukacie.

Na miejscu powstanie także miasteczko rowerowe, więc impreza nie kończy się na samej trasie. Będzie strefa ABUS z testami kasków i tematami związanymi z bezpieczeństwem, miasteczko rowerowe PZU, serwis rowerowy, nauka pierwszej pomocy oraz strefa LEGO dla rodzin i dzieci. To ważne, bo dzięki temu wydarzenie ma bardziej festiwalowy charakter. Można przyjechać wcześniej, zostać po wyścigu, zabrać bliskich i zrobić z tego pełny rowerowy dzień.

Organizatorzy zadbali również o zaplecze żywieniowe. Na punktach mają czekać napoje, woda, przekąski energetyczne i jedzenie, między innymi w Miastku oraz Brusach. Kto jechał dłuższy maraton gravelowy, ten dobrze wie, że punkt żywieniowy potrafi uratować nie tylko wynik, ale czasem także humor, wiarę w siebie i relacje z własnymi nogami. Tutaj ma być konkretnie, bez udawania, że jeden banan i pół kubka izotoniku wystarczą na cały dzień jazdy. 

Tour de Romgaz 2 to także nagrody. Będą klasyczne wyróżnienia za wyniki, dodatkowe konkursy, gadżety, losowane kaski i specjalne nagrody. Największe emocje budzi jednak karbonowy rower, który będzie główną nagrodą wydarzenia. Co ważne, aby go odebrać, trzeba być obecnym podczas losowania. Jeśli zwycięzcy nie będzie na miejscu, po krótkim czasie wybierana będzie kolejna osoba. Proste? Proste. A przy okazji bardzo skuteczne, bo zamiast szybkiego rozjazdu do domów po mecie, robi się atmosfera wspólnego finału i rowerowego święta. 

Najważniejszy jest jednak wymiar charytatywny. 

Tour de Romgaz 2 wspiera psychoedukację dzieci i młodzieży, a część wpisowego trafia do fundacji Wise Future University. To nadaje całemu wydarzeniu dodatkowy sens. Jedziecie dla siebie, dla przygody, dla wyniku, dla frajdy z jazdy po Kaszubach i Borach Tucholskich, ale jednocześnie dokładacie cegiełkę do inicjatywy, która realnie pomaga młodym ludziom. W czasach, gdy wiele imprez sportowych coraz bardziej przypomina gotowy produkt z katalogu, tutaj wciąż czuć, że chodzi o coś więcej. 

Dlatego jeśli nadal zastanawiacie się, czy wystartować, odpowiedź jest dość prosta. Nie trzeba od razu rzucać wszystkiego i mierzyć się z 200 kilometrami. Można wybrać krótszy dystans, zabrać rodzinę, potraktować to jako początek sezonu, sprawdzian formy albo po prostu dobry dzień na rowerze. A jeśli przy okazji uda się wygrać nagrodę, zgarnąć kask, gadżet albo nawet karbonowy rower, tym lepiej.


o autorze

Paweł Waloszczyk

Twórca portalu, absolwent Politechniki Śląskiej który zamiast pisać o tym co zrobić by sprzęt rowerowy był lepszy, co robił przez ostatnie lata, postanowił sam się za to zabrać. Pasjonat nowych technologii i materiałów. 

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl