Bike Adventure oczami zawodników

Zdeterminowani rywale Czarnoty, Kurczab bez napinki, zachwycona etapówką Kasia oraz rewelacyjna relacja Darka Porosia – zapraszamy!

Michalina Ziółkowska (VW Samochody Użytkowe MTB Team) – 1 miejsce w kategorii K2 na dystansie PRO

Start w etapówce Bike Adventure był dla mnie nowym doświadczeniem. Zdecydowałam się w zasadzie w ostatniej chwili za namową Macieja - menadżera mojego teamu i była to na prawdę świetna decyzja. Okolice Piechowic obfitują w niezliczoną ilość górzystych terenów, idealnych do poprowadzenia wymagających wyścigów MTB. Razem z trenerem - Bogdanem Czarnotą - staraliśmy się przed każdym etapem ustalać odpowiednie założenia, tak by wszystkie cztery wyścigi przejechać w dobrym tempie. Plan został zrealizowany w 100%, najcięższy dla mnie osobiście był etap drugi, najbardziej fizyczny, z kilkoma sztywnymi podjazdami, przez większą część prowadzący po szutrach i asfaltach. Pozostałe 3 etapy to wielka różnorodność w terenie, było wiele trudnych zjazdów i technicznych singli, co pozwalało nacieszyć się prawdziwym kolarstwem MTB. To była dla mnie wielka przyjemność ścigać się i wygrywać w terenie jaki uwielbiam. Cały mój team Volkswagen Samochody Użytkowe spisał się znakomicie i dziękuję im za 4 wspólne dni.

Piotr Kurczab (SGR Srebrna Góra Racing Team) – 2 miejsce klasyfikacja generalna dystans PRO

Bike Adventure 2015 to bardzo ciekawa przygoda, w której miałem okazję uczestniczyć. Etapy były bardzo urozmaicone, każdy znalazł coś dla siebie. Było wszystko to co w kolarstwie górskim najpiękniejsze. Dla mnie był to debiut w wyścigu wieloetapowym, więc nie wiedziałem czego się po sobie spodziewać, tym bardziej, że po MP w XCO odpuściłem trening, był on bardzo chaotyczny. Na zawody jechałem bez kompletnej napinki o wynik, chciałem po prostu dobrze pojeździć na rowerze górskim.  Udało mi się to, z jazdy czerpałem ogromną frajdę, z dnia na dzień jechało mi się coraz lepiej i ostatniego dnia udało się nawet zwyciężyć OPEN. 2 miejsce w klasyfikacji generalnej cieszy, konkurencja była mocna, więc rywalizacja stała na przyzwoitym poziomie. To spowodowało, że zawody były jeszcze bardziej atrakcyjne. Dobrze zorganizowana impreza, jedynym mankamentem, do którego można było by się przyczepić to nagrody dla najlepszych, które nie były na najwyższym poziomie. Prawdopodobnie nie będzie to moja ostatnia etapówka. Słowa uznania dla SGR Srebrna Góra i Krzysztofa Barana wraz z dziewczyną za najlepszy "support" na wyścigu. Dzięki wielkie również dla Tomka Kałużnego z Enervit Polska, Michała Świderskiego z Trezado, Łukasza Galacha z Pogobikes oraz teamowi Mitsubishi Materials za wsparcie!

Bogdan Czarnota (VW Samochody Użytkowe MTB Team) - 1 miejsce w kategorii M3 na dystansie PRO

Na start w BA zdecydowałem się na kilka dni przed jego rozpoczęciem i potraktowałem ten wyścig etapowy jako początek przygotowań do Mistrzostw Polski w maratonie. Takie samo założenie miała też Michalina, która wygrała wszystkie etapy, a Michał, będący w dobrej formie, walczył o czołowe miejsca. Maciek Zabłocki również nie zawiódł, udowadniając, że podnosi swój poziom. Pogoda była bardzo upalna i słońce nas nie oszczędzało. Podczas dnia wypijaliśmy niesamowite ilości płynów (chętnie wyciągane z lodówki). Trasy bardzo dobre. Jedynie na drugim etapie było dużo asfaltów i szerokich szutrówek. Poza tym naprawdę dawno nie pojeździłem po tak fajnych trasach. Można zrobić dobre treningi, co udało mi się w 100%. Pomimo drobnych problemów ze zdrowiem w dniach poprzedzających etapówkę, ze startów jestem bardzo zadowolony. Dyspozycja rosła z dnia na dzień i gdyby nie moje defekty i przygody na trasie, byłaby szansa na  trójkę w klasyfikacji generalnej. Bez większego problemu wygrałem kategorię choć widziałem, że przeciwnicy byli bardzo zdeterminowani;) Polecam wszystkim tę etapówkę, bo to niezapomniane cztery dni dobrego ścigania.

Kasia Jenerowicz (FogtBikes)

Bike Adventure 2015 to 4-dniowa przygoda rowerowa w Izerach i Karkonoszach. Pierwszy raz wystartowałam w tego typu wyścigu ale na pewno nie ostatni. Pogoda dopisała, chociaż upał czasami za bardzo dokuczał. Atmosfera w trakcie trwania całej etapówki rewelacyjna. W Piechowicach mój team FogtBikes reprezentowało 10 zawodników. Wszyscy startowaliśmy w kategorii PARA (męska i mieszana) na obu dystansach. Ja wybrałam dystans FUN (ok. 115 km i 3800 m przewyższeń). Trasy poszczególnych etapów były zróżnicowane i każdy zawodnik znalazł coś dla siebie: strome podjazdy, techniczne single oraz szutrowe zjazdy gdzie prędkość przekraczała 60 km/h. Po każdym etapie dekoracja najlepszych zawodników w poszczególnych kategoriach. Ekipa z FogtBikes codziennie pojawiała się na podium :)  Z każdym kolejnym dniem ścigania zmęczenie narastało, ale radość i satysfakcja na mecie rekompensowały trud wyścigu. Organizacja na wysokim poziomie. Każdy zawodnik otrzymał pakiet startowy (koszulkę, chustę, bidon, żele energetyczne oraz wejściówkę do miejscowej Huty Julii). Trasy dobrze oznakowane, "bogate" bufety zarówno na trasie jak i mecie- jedzenia starczyło dla każdego :) Był nawet serwis i mini sklep rowerowy w miasteczku rowerowym. Po przejechaniu ostatniego etapu każdy uczestnik dostał pamiątkowy medal. Gratuluję wszystkim zawodnikom, wiem że daliście z siebie wszystko! :)  Dziękuję mojemu teamowi za wsparcie i motywację! Podsumowując: super przygoda, świetne trasy, bardzo dobra organizacja, przyjazna atmosfera. Można wyliczać bez końca.. Polecam każdemu! :)

Marcin Horemski (FogtBikes) – 1 miejsce w parach męskich na dystansie FUN

Wybrałem się na Bike Adventure po roku przerwy - dwa lata temu wybrałem wersję PRO. W tym wersję FUN, co wcale nie oznaczało że było łatwiej - było intensywniej Emotikon smile. Pogoda w odróżnieniu od tej z 2013 dopisała aż za bardzo - upały dawały się trochę we znaki, na szczęście obsługa na barach zdecydowanie dawała radę, w ogóle sama organizacja była bez zarzutu, podobnie jak oznakowanie trasy. Myślę że jest to świetny wybór etapowego wyścigu na początek - ilość etapów i stopień trudności wystarczający dla amatora, a jednocześnie dający poczuć trud zmagań etapowych. Na pewno jeszcze wrócę na trasy Bike Adventure

Michał Ficek (VW Samochody Użytkowe MTB Team) - 2 miejsce w kategorii M2 na dystansie PRO

Bike Adventure to moja druga etapówka w życiu. Wymagające i niekoniecznie bardzo długie etapy poprowadzone w pięknych okolicznościach przyrody to zdecydowany atut tej imprezy. Dodając do tego słoneczną pogodę, rewelacyjną ekipę i bardzo silną obstawę zawodników dostajemy 4 dni świetnej zabawy i rywalizacji w Piechowicach. Wygrana na pierwszym etapie i koszulka lidera oraz trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej nie są złym wynikiem, jednak strata minuty do drugiego miejsca po czterech dniach ścigania pozostawia niewielki niedosyt (gratulacje dla bezkonkurencyjnego Darka Batka za zwycięstwo i Piotrka Kurczaba za walkę na trasie). Kilkudniowa walka z trasą pozwoliła mi jeszcze lepiej poznać swoje możliwości, mocne i słabe strony. Teraz pozostaje tylko zebrać siły na ostatnie wyścigi w tym sezonie, których nie pozostało zbyt dużo.

Dariusz Poroś (Romet Racing Team) - 2 miejsce klasyfikacja generalna M3, dystans PRO

Czteroetapowy BikeAdventure wyrasta z roku na rok na bardziej znaczącą imprezę maratonowego sezonu MTB. Na imprezie w tym roku nie brakowało mocnych nazwisk (Dariusz Batek prosto z trasy Tour de Pologne) jak i zagranicznych gości (Felix Fritzsch). Dodatkowo interesująco poprowadzone i wymagające trasy oznaczały, że organizator się do pracy nad brzegiem wyścigu przyłożył się ponadprzeciętnie.

Mój start w BikeAdventure uzależniałem od samopoczucia po ukończeniu innej etapówki Sudety MTB Challenge. Pomimo wielu sukcesów etapowych, najdłuższej etapówki MTB na naszym podwórku nie zaliczę do udanych. Z powodu poważnego upadku partnera wycofaliśmy się już po 4 etapie. Po wszystkim czułem się świetnie jak na to, że spędziłem kolejnych 5 dni w siodełku. Po upływie tygodnia stanąłem na starcie Puchar Strefy MTB Sudety w Głuszycy. Pomimo zmęczenia po challeng'u udało mi się wjechać na metę ze zwycięzcą open i tylko błysku szprychy brakło do 1 miejsca. Wiedziałem jednak, że dobra forma nie trwa wiecznie. Poprzedzający Bike Adventure tydzień starałem spędzić jak najmniej rowerowo. Było bieganie, basen, spacery ale nie rowery ;)

Pomyślałem sobie, że jak na szosie tylko naprawdę wielkie asy przyjeżdżają w czołówce dwóch kolejnych etapówek tak i ja muszę tego spróbować! Więc na Bike Adventure wyruszyłem pełen dobrych myśli i nastawiony na walkę. Dodatkową motywacją było to, że ROMET RACING TEAM reprezentowaliśmy tutaj razem z Olą Misterską. Wiedziałem, że aby nie wyglądać przy osiągach Oli blado jak cień powinienem także walczyć o miejsce na podium ;)

Ściganie rozpoczęło się etapem królewskim, wcześniej planowanym na dzień trzeci. Oznaczało to, że prolog imprezy będzie iście piekielny. Trasa obfitowała w najsłynniejsze smaczki znane z tras okolicznych maratonów. Zarówno podjazdy na Dwa Mosty, Chomontową czy zjazdy zielonym czy od Lubuszanina, dawały maksimum satysfakcji i pozwalały się sprawdzić każdemu. Pokonując kolejne kilometry starałem się utrzymywać tzw. flow i czerpać jak najwięcej radochy z jazdy. Kilka odcinków po dopiero co przerwanej wycince drewna dawało trochę w kość. Choć na 1. etapie starałem się jechać kontrolując zmęczenie, to miejsce na mecie dawało sporo satysfakcji. Drugi i dwanaście sekund za Bogdanem Czarnotą w kategorii.

Kolejny etap także nie należał do tych łatwych, bo po początkowej długiej łagodnej wspinaczce czekał podjazd na Stóg Izerski a potem jeszcze bliżej mety podjazd pod Wysoki Kamień. Jak nie polegniesz na pierwszym to pewnie na drugim będziesz konał ;) Na szczęście nagrodą za te trudy był dłuuugi zjazd singlami i po kamolach oraz korzeniach aż do mety. Wystartowałem mocno i równo ale okazało się, że tego dnia reszta peletonu nastawiła się na odpoczynek po starcie i dopiero jak im się nóżka zacznie kręcić to przycisną. Oczywiście to moje subiektywne wrażenie. Nie zważając na reakcję peletonu kontynuowałem dynamiczną jazdę jak się później okazało aż do podjazdu pod Stóg. Niestety temperatura tego dnia rosła równie dynamicznie co ilość nawijanych na licznik kilometrów. Na podjeździe spłynąłem boleśnie na około 10. pozycję. Brak technicznych odcinków aż do Wysokiego Kamienia nie rokował dobrze. Szczęśliwie pojazd pod Wysoki Kamień pozwolił odzyskać kilka pozycji. Do mety zjeżdżałem goniąc za moim wychowankiem ;) Michałem Antoszem. Tuż za moimi plecami prędkość ponad świetlną rozwijał Jacek Skonieczny. Obaj na ostatni zjazd do mety wjechali przede mną jednak ja miałem swój extra plan. Ten ostatni odcinek zamierzałem pokonać w powietrzu czasem tylko dotykając oponami niektórych korzeni. Jednak z extra planu nic nie wyszło bo w locie uderzyłem w innego zawodnika prowadzącego i jadącego na zmianę rower z kapciem nieco w poprzek drogi. Z Panem zawodnikiem, później kolegą starym, jak się okazało, pomimo ostrej początkowo wymiany zdań szybko się pogodziliśmy, zaraz za linią mety przybijając już piąteczkę.

Czułem spory niedosyt. Reasumując speedy Bogdan mi uciekł i to sporo a jakieś młodziaki mi zwiały na ostatnim zjeździe. Zająłem miejsce numer trzy w kategorii. Dobry posiłek, relaksująca muzyka (disco polo) i długi sen to wszystko czego mi było potrzeba by stanąć gotów do walki następnego dnia.

Trzeci dzień zmagań to zapadający w pamięć odcinek nad strumieniem w Szklarskiej Porębie najeżony przeszkodami z korzeni i skał oraz singielek pokonywany na dużej prędkości w okolicy Zachełmia. Choć po starcie nie jechałem w czołówce płacąc frycowe, za samotną około trzydziestokilometrową wycieczkę dzień wcześniej, to na Wysoki Most wjechałem już na dobrej pozycji. Tego dnia walczyłem głównie ze zmęczeniem. Zaobserwowałem, że o ile na Sudety Challenge regenerowałem się z etapu na etap to na BA czasu na regeneracje potrzebowałem więcej. Może zmęczenie a może starość ;) Etap pomimo słabego pierwszego wrażenia nie był wcale monotonny. Zająłem drugie miejsce w kategorii oraz siódme OPEN. Dodając zmęczenie z udziału w obu etapówkach siódme miejsce to było dobre miejsce. W końcu ten wyścig nigdy przedtem nie był tak dobrze obsadzony a i Challenge był najszybszy z dotychczasowych.

Ostatni etap to jedyny niesmak z tej imprezy. Track na stronie to trasa licząca około 45km, szacunki z mapy to około 50km. Przerażony brakiem konkretów i nadwątlonymi siłami na starcie do etapu upewniam się u organizatora odnośnie długości etapu i co słyszę? 55 kilometrów. Już na starcie mam tzw. bombę. Padam na twarz. Ale trzymam się myśli-Jeśli dowiozę to podium w kategorii do mety i to pomimo braku sił oraz strasznego zmęczenia to chyba nic już mnie nie zatrzyma. Nic tak nie wzmacnia psychy jak dobre sponiewieranie. No i jakie są potem wspomnienia.

Nie uprzedzając faktów. Trasa ciekawa i w górę i w dół jest co robić. Nudy nie ma. Jest za to pełno pozostałości po wycinkach. Odnaleźć ścieżkę wśród połamanych gałęzi momentami naprawdę trudno. Dopóki ten etap przebiegał w tym samym roku co maraton Piechowicki trasa była wyjeżdżona, ale tym razem to my torujemy przejazd. Włącza mi się bezpiecznik byleby dowieźć rower w jednym kawałku i żałuję, że nie mam zapasowego haka do przerzutki. Do mety przyjeżdżam extremalnie sfrustrowany gdyż na około czterdziestym kilometrze odpuszczam szarżujących na zjeździe Jacka Skoniecznego i Marvina Augustyniaka. Szykuje atak na ostatnie kilometry. Ale to taki bezlitosny, na sto pięćdziesiąt procent mocy. Szczęka mi jednak opada gdy orientuję się, że jestem przed ostatnim zjeździe do mety na 45km. A na metę wjeżdżam mając przejechanych jedynie 47km na liczniku. Nie licząc tej jakby nie patrząc wpadki organizatora nawet czwarty etap był poprowadzony ciekawą i wymagającą trasą. Zmagania ukończyłem na drugiej pozycji a kategorii i siódmym miejscu OPEN. W sumie na etapówkach w 2015 na dziewięć dni w siodle zmagania ukończyłem osiem razy na podium.

Kolejny Bike Adventure przeszedł do historii. Wyścig przyciąga dobrą organizacją, bardzo ciekawymi trasami i nie przeraża liczbą etapów. Impreza rozwija się i mam nadzieję stanąć na starcie kolejnych edycji. Przy okazji chciałbym podziękować za nieocenioną pomoc na trasie w szczególności Michałowi Kochelowi. Właściwie to już nie mogę się doczekać BA 2016!!!


o autorze

Anna Olszańska

Anna Olszańska – studentka Politechniki Poznańskiej. W kolarskim świecie aktywna od 6 lat. Wciąż staje przed trudnym wyborem, czy uczestniczyć w życiu kolarzy zza obiektywu, czy znad kierownicy. Na portalu odpowiedzialna za relacje fotograficzne...

komentarze

WiadomościWszystkie

  • ​Sturdy ma to coś

    Słyszeliście o firmie Sturdy? To mała manufaktura o wielkich możliwościach zlokalizowana we Frome w UK. Jeśli szukasz czegoś naprawdę unikalnego i...

    Więcej...

WydarzeniaWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl