Koniec Vuelty dla Pogačara. Wstrząśnienie mózgu, złamany obojczyk i kręg C7.

Jeszcze w piątek Tadej Pogačar miał 3 minuty i 50 sekund przewagi nad Enrikiem Masem i wyglądał jak człowiek, który zmierza po jedyny brakujący mu Wielki Tour. Dzień później jego Vuelta skończyła się w ambulansie. UAE Team Emirates-XRG potwierdziło wstrząśnienie mózgu, przemieszczone złamanie lewego obojczyka oraz stabilne złamanie siódmego kręgu szyjnego. Badania nie wykazały następstw neurologicznych, ale czeka go operacja, a dalsza część sezonu stoi pod dużym znakiem zapytania.

Do wypadku doszło w sobotę podczas ósmego etapu Vuelta a España z Puçol do Xeraco. Na niewiele ponad 30 kilometrów przed metą, tuż przed podjazdem Puerto de Barx, w peletonie doszło do kraksy, w której Pogačar mocno uderzył o asfalt. Przez chwilę próbował się podnieść i wrócić na rower, ale szybko stało się jasne, że dalsza jazda nie wchodzi w grę. Po interwencji medyków o własnych siłach udał się do ambulansu i został przewieziony do szpitala na dokładniejsze badania.

Dokładna przyczyna kraksy nadal nie jest do końca jasna. Enric Mas, który jechał tuż przed Pogačarem, mówił później, że grupa nagle przesunęła się w lewo, a Oscar Onley przyznał, że sam nie wiedział, co dokładnie się wydarzyło, bo w jednej chwili zobaczył przed sobą przewracających się zawodników. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko i na odcinku, który nie wyglądał wcześniej na szczególnie niebezpieczny.

Poważne obrażenia, ale bez uszkodzeń neurologicznych

Wieczorem UAE Team Emirates-XRG podało pełniejszy komunikat medyczny. U Pogačara stwierdzono wstrząśnienie mózgu, przemieszczone złamanie lewego obojczyka, stabilne złamanie kręgu C7 oraz liczne otarcia. Najważniejsza informacja była jednak pozytywna: badania nie wykazały innych poważnych obrażeń ani następstw neurologicznych, co przy urazie odcinka szyjnego kręgosłupa ma kluczowe znaczenie.

Obojczyk wymaga operacji, ale zabieg nie został wykonany od razu. Lekarze zdecydowali o jego odłożeniu ze względu na procedury związane ze wstrząśnieniem mózgu i konieczność dalszej obserwacji. Pogačar pozostaje pod opieką zespołu medycznego, a UAE zapowiedziało kolejne informacje po operacji i dokładniejszej ocenie jego stanu.

W niedzielę Słoweniec sam odezwał się do kibiców. Z łóżka szpitalnego opublikował zdjęcie w kołnierzu ortopedycznym, z opatrunkami na twarzy i dłoni, a do fotografii dołączył utwór „Stayin' Alive” Bee Gees. Humor najwyraźniej go nie opuszcza, choć obrażenia są na tyle poważne, że dziś nikt rozsądny nie będzie podawał konkretnej daty powrotu do ścigania.

Vuelta, którą miał już mocno pod kontrolą

Sportowo moment wypadku trudno nazwać inaczej niż brutalnym. Pogačar wrócił na Vueltę po siedmiu latach z jasnym celem: chciał wygrać jedyny Wielki Tour, którego brakowało w jego palmarès. Od początku wyglądał bardzo mocno i szybko zbudował przewagę, która po siedmiu etapach dawała mu dużą kontrolę nad wyścigiem.

Wygrał pierwszy etap, później przejechał około 50 kilometrów samotnie po zwycięstwo w Andorze, a na szóstym etapie dołożył trzeci triumf. Dzień przed kraksą na podjeździe do Aramón Valdelinares ponownie urwał kilka sekund rywalom. Po siedmiu etapach miał 3:50 przewagi nad Enrikiem Masem i 4:50 nad Primožem Rogličem, więc trudno było wskazać kogoś, kto realnie byłby w stanie odebrać mu prowadzenie czysto sportowo.

Ósmy etap miał być dla faworytów jednym ze spokojniejszych dni przed niedzielnym Alto de Aitana. Zamiast tego zakończył udział lidera całego wyścigu. Pogačar został pierwszym liderem Vuelty od Igora Antóna w 2010 roku, który musiał wycofać się z wyścigu po kraksie, a klasyfikacja generalna z dnia na dzień została całkowicie otwarta.

Mas nie chciał zakładać czerwonej koszulki

Po wycofaniu Pogačara prowadzenie w klasyfikacji generalnej przejął Enric Mas. Hiszpan po etapie nie chciał jednak świętować zmiany lidera i zrezygnował z założenia czerwonej koszulki podczas ceremonii. Tłumaczył później, że Pogačar stracił prowadzenie przez wypadek, a nie dlatego, że ktoś pokonał go na trasie, dlatego potraktował swoją decyzję jako gest szacunku wobec Słoweńca.

Dzień później wyścig ruszył już w zupełnie nowej rzeczywistości. Mas wygrał górski etap na Alto de Aitana i umocnił się na prowadzeniu, a Vuelta, która jeszcze dwa dni wcześniej wyglądała na niemal całkowicie podporządkowaną Pogačarowi, nagle stała się znacznie bardziej otwarta. Sportowo Hiszpan wykorzystał sytuację najlepiej, jak mógł, ale cień sobotniego wypadku nadal wisiał nad całym wyścigiem.

Co z mistrzostwami świata?

Na razie zespół nie podał żadnego terminu powrotu Pogačara. To ważne, bo do wyścigu elity podczas mistrzostw świata w Montrealu pozostały niecałe cztery tygodnie, a wyścig ze startu wspólnego mężczyzn zaplanowano na 27 września. Przed wypadkiem Vuelta miała być dla Słoweńca główną częścią przygotowań do mistrzostw, ale teraz cały plan przestał mieć znaczenie.

Pogačar najpierw musi przejść operację obojczyka, później spełnić wszystkie kryteria powrotu po wstrząśnieniu mózgu, a do tego dochodzi złamanie C7, nawet jeśli zostało określone przez lekarzy jako stabilne. Nie ma więc podstaw, żeby już teraz ogłaszać koniec jego sezonu, ale równie mało rozsądne byłoby zakładanie, że za cztery tygodnie pojawi się na starcie w Kanadzie w pełni zdrowia. Najbliższe dni powinny dać znacznie więcej odpowiedzi.

Z dominacji do szpitala w kilkanaście sekund

Jeszcze kilka dni temu pisaliśmy o Pogačarze jadącym samotnie przez pół etapu w Andorze. W piątek po raz kolejny odjechał rywalom na podjeździe i miał prawie cztery minuty przewagi w klasyfikacji, a w sobotę jego Vuelta była już skończona. To brutalne przypomnienie, jak niewiele w kolarstwie znaczy nawet ogromna przewaga, kiedy wystarczy jedna kraksa przy wysokiej prędkości.

Pogačar wyglądał na zdecydowanie najmocniejszego zawodnika tegorocznego wyścigu i był na najlepszej drodze do skompletowania zwycięstw we wszystkich trzech Wielkich Tourach. Na tę próbę będzie musiał poczekać co najmniej kolejny rok. Teraz najważniejsze jest już nie to, kiedy wróci do ścigania, ale jak szybko wróci do pełnego zdrowia.

Foto: Cxcling


o autorze

Paweł Waloszczyk

Twórca portalu, absolwent Politechniki Śląskiej który zamiast pisać o tym co zrobić by sprzęt rowerowy był lepszy, co robił przez ostatnie lata, postanowił sam się za to zabrać. Pasjonat nowych technologii i materiałów. 

Powiązane posty


komentarze

Powiązane treści

WiadomościWszystkie

kontakt

velonews.pl
  • ,
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl