Mathieu van der Poel kontra Wout van Aert. Rywalizacja, która zaczęła się, gdy mieli po 10 lat
Zanim zaczęli wygrywać najważniejsze klasyki świata, zdobywać tęczowe koszulki i rozstrzygać między sobą wyścigi oglądane przez miliony kibiców, ścigali się jako dzieci. Wout van Aert wspomina, że pierwszy raz rywalizował z Mathieu van der Poelem, gdy miał około dziesięciu lat. Dwie dekady później ich nazwiska nadal pojawiają się obok siebie, choć światowe kolarstwo zdążyło się w tym czasie kilka razy zmienić.
Belg i Holender urodzili się w odstępie zaledwie czterech miesięcy. Van Aert we wrześniu 1994 roku, Van der Poel w styczniu 1995. Dorastali w jednym z najbardziej kolarskich regionów Europy i bardzo szybko okazało się, że są zawodnikami wykraczającymi poza swoje roczniki. Najpierw spotykali się w przełajach. Później ich pojedynek przeniósł się na asfalt, bruk największych klasyków i mistrzostwa świata. Z czasem zmieniły się zespoły, cele i kalendarze, ale kiedy obaj pojawiają się na starcie tego samego wyścigu, ich rywalizacja wciąż przyciąga uwagę.
Zanim przyszły pierwsze tęczowe koszulki
Zanim ich rywalizacja trafiła na mistrzostwa świata, mieli za sobą już kilka lat wspólnego ścigania. Pierwszy naprawdę ważny wspólny sezon przypadł na zimę 2011/2012. Obaj startowali wtedy wśród juniorów, ale to Van der Poel zdecydowanie częściej dyktował warunki. Mathieu wygrał Puchar Świata, Superprestige oraz mistrzostwa Europy juniorów. Van Aert należał jednak do niewielu zawodników, którzy potrafili mu się przeciwstawić.
Najważniejsze spotkanie przyszło 28 stycznia 2012 roku podczas mistrzostw świata w Koksijde. Van der Poel przystępował do nich po sezonie, w którym wygrał 21 z 24 wcześniejszych startów. Sam wyścig nie rozpoczął się jednak dla niego idealnie. Na piaszczystej trasie stracił pozycje, podczas gdy Van Aert ruszył mocno i po pierwszym okrążeniu miał 14 sekund przewagi. Mathieu zdołał jednak odrobić straty, zaatakował i zdobył pierwszy w karierze tytuł mistrza świata. Van Aert przyjechał osiem sekund później i został wicemistrzem świata juniorów.
Rok później nie mogli powtórzyć tego pojedynku. Choć dzielą ich zaledwie cztery miesiące, Van Aert urodził się w 1994 roku, a Van der Poel w 1995, dlatego Belg przeszedł już do U23, podczas gdy Mathieu pozostał jeszcze w juniorach.
Van der Poel wykorzystał swój ostatni juniorski sezon w sposób, który trudno opisać inaczej niż dominacją. W zimie 2012/2013 nie przegrał ani jednego wyścigu. Zdobył mistrzostwo Europy i mistrzostwo Holandii, wygrał Puchar Świata i Superprestige, a na koniec obronił tęczową koszulkę podczas mistrzostw świata w Louisville. Van Aert w tym samym czasie stawiał pierwsze kroki w U23 i już przy pierwszym podejściu zdobył brąz mistrzostw świata tej kategorii.
Ich drogi zeszły się ponownie w sezonie 2013/2014, kiedy Van der Poel również przeszedł do U23. Tym razem układ sił nie był już tak jednostronny. Van Aert zrobił ogromny krok naprzód i rywalizacja, która wcześniej najczęściej kończyła się zwycięstwami Mathieu, zaczęła przypominać pojedynek dwóch równorzędnych zawodników.
Hoogerheide 2014. Wout odpowiada
Pierwszym wielkim rewanżem Van Aerta były mistrzostwa świata w Hoogerheide w 2014 roku. Mathieu przyjeżdżał tam jako zawodnik, który wcześniej zdecydowanie częściej wychodził zwycięsko z ich pojedynków, ale tym razem to Belg rozegrał wyścig idealnie. Van Aert pojechał po tytuł mistrza świata U23, Michael Vanthourenhout zdobył srebro, a Van der Poel był trzeci, tracąc do zwycięzcy ponad minutę.
Rok później obaj wystartowali już w wyścigu elity i role się odwróciły. W Táborze mistrzem świata został Mathieu, a Wout zdobył srebro. Mieli po dwadzieścia lat i właśnie zaczynali przejmować dyscyplinę, w której jeszcze chwilę wcześniej najważniejsze role odgrywało poprzednie pokolenie.
Od 2015 do 2021 roku każdy tytuł mistrza świata elity w cyclocrossie trafiał do jednego z nich. Van der Poel wygrał w 2015 roku, Van Aert odpowiedział trzema tytułami z rzędu w latach 2016–2018, a następnie Mathieu zwyciężał w 2019, 2020 i 2021 roku. Przez siedem kolejnych mistrzostw świata tęczowa koszulka należała więc wyłącznie do nich. Dopiero w 2022 roku, gdy żadnego z nich nie było w walce o tytuł, serię przerwał Tom Pidcock.

Mathieu van der Poel i Wout van Aert na podium Scheldecross w 2023 roku. Fot. Hoebele / Wikimedia Commons, CC0
Nie zawsze jeden był wyraźnie lepszy od drugiego. Bywały sezony, w których Mathieu częściej wygrywał pojedyncze wyścigi, a Wout potrafił odwrócić sytuację w najważniejszym starcie zimy. Innym razem role się zmieniały. Każda kolejna konfrontacja była również porównaniem dwóch trochę innych sposobów ścigania. Van der Poel imponował techniką, przyspieszeniem i zdolnością do ataku w miejscu, w którym inni jeszcze nie myśleli o rozstrzyganiu wyścigu. Van Aert potrafił utrzymywać bardzo wysokie tempo przez długi czas, wracać po błędach i odrabiać straty, kiedy wydawało się, że rywal już odjechał.
Z błota na asfalt
Przeniesienie tej rywalizacji na szosę było tylko kwestią czasu. Obaj coraz częściej pojawiali się w klasykach i szybko okazało się, że umiejętności wyniesione z cyclocrossu świetnie sprawdzają się również tam. Jazda po bruku, walka o pozycję, krótkie podjazdy, gwałtowne przyspieszenia i umiejętność prowadzenia roweru przy dużej prędkości były dokładnie tym, czego potrzebowali na flamandzkich drogach.
Pierwszy mocny sygnał, że ich rywalizacja może przenieść się również na szosę, przyszedł w 2018 roku. Podczas mistrzostw Europy w Glasgow obaj stanęli na podium wyścigu ze startu wspólnego. Wygrał Matteo Trentin, Van der Poel zdobył srebro, a Van Aert brąz. Jeszcze nie był to pojedynek na miarę ich późniejszych starć w największych klasykach, ale trudno dziś patrzeć na tamto podium inaczej niż jak na zapowiedź tego, co miało nadejść.

Jesienią 2020 roku ich rywalizacja po raz pierwszy naprawdę zagotowała się również poza trasą. W finale Gent-Wevelgem obaj pilnowali przede wszystkim siebie i skończyli dopiero na ósmym i dziewiątym miejscu, podczas gdy wygrał Mads Pedersen. Van Aert powiedział po wyścigu, że Van der Poel bardziej koncentrował się na tym, aby Belg nie wygrał, niż na własnej walce o zwycięstwo. Mathieu odpowiedział, że po prostu rozgrywał swój wyścig. Przez kilka dni belgijskie i holenderskie media miały gotowy temat.
Najlepsza odpowiedź przyszła tydzień później. W Tour of Flanders Julian Alaphilippe odjechał razem z Van der Poelem i Van Aertem, ale po kolizji Francuza z motocyklem wyścigowym na czele zostali tylko dwaj odwieczni rywale. Tym razem nie patrzyli na siebie, czekając aż ktoś trzeci wykorzysta sytuację. Współpracowali aż do Oudenaarde, a później rozegrali sprint. Różnica była minimalna. Van der Poel wygrał po rzucie rowerem na linię mety i zdobył pierwszy Monument w swojej karierze.
Rok 2023 jak skrócona historia całej rywalizacji
Jeżeli trzeba byłoby wybrać jeden sezon pokazujący, czym stała się ich rywalizacja, 2023 rok byłby bardzo mocnym kandydatem. Najpierw spotkali się w Hoogerheide podczas mistrzostw świata w cyclocrossie. Już na pierwszym okrążeniu odjechali reszcie stawki i po kolejnych atakach żaden nie zdołał zgubić drugiego. O tęczowej koszulce zdecydował sprint. Wygrał Van der Poel i zdobył piąty tytuł mistrza świata elity.
Dwa miesiące później przyszło Paris-Roubaix. Na Carrefour de l'Arbre Van Aert zaatakował, Mathieu natychmiast znalazł się przy nim i wyglądało na to, że największy klasyk brukowy ponownie zostanie rozstrzygnięty między nimi. Wtedy Belg przebił oponę. Van der Poel pojechał dalej, wygrał samotnie na welodromie, Jasper Philipsen był drugi, a Van Aert zakończył wyścig na trzecim miejscu. Sam Wout mówił później, że czuł się na tyle dobrze, iż wierzył w swoje szanse, gdyby razem dojechali do welodromu.
Latem spotkali się ponownie, tym razem na szosowych mistrzostwach świata w Glasgow. Van der Poel zaatakował 23 kilometry przed metą i nikt nie był w stanie pojechać za nim. Nie zatrzymała go nawet późniejsza kraksa. Został mistrzem świata, Van Aert zdobył srebro, a Tadej Pogačar brąz. Osiem lat po mistrzostwach świata w cyclocrossie w Táborze kolejność dwóch pierwszych miejsc znowu była identyczna: Mathieu przed Woutem.
Drogi zaczęły się rozchodzić
Z czasem ich kariery przestały wyglądać jak dwa niemal równoległe tory. Van der Poel zaczął budować imponującą kolekcję zwycięstw w Monumentach, a Van Aert coraz częściej łączył własne ambicje z rolą jednego z najbardziej wszechstronnych zawodników świata. Najlepiej pokazał to Tour de France 2021. W jednym wyścigu Belg wygrał górski etap z podwójnym przejazdem przez Mont Ventoux, indywidualną jazdę na czas i sprint na Champs-Élysées. Rok później zdobył zieloną koszulkę Touru.
Van der Poel najlepiej czuje się natomiast wtedy, gdy wyścig zaczyna wymykać się spod kontroli. Krótkie, brutalne podjazdy, techniczne odcinki, bruk i ataki rozpoczynane znacznie wcześniej niż nakazywałaby klasyczna taktyka stały się jego znakiem rozpoznawczym. Nie oznacza to, że Van Aert nie potrafi ścigać się w ten sposób albo że Mathieu nie jest wszechstronny. Różnica leży raczej w tym, jak często wykorzystują swoje największe atuty.
Do tego doszło coś, czego nie da się zaplanować. Wiosną 2024 roku Van Aert bardzo ciężko upadł podczas Dwars door Vlaanderen. Złamał obojczyk i żebra, przez co ominęły go Tour of Flanders oraz Paris-Roubaix. W tym samym czasie Van der Poel wygrywał największe klasyki. W 2024 roku zwyciężył zarówno w Ronde van Vlaanderen, jak i Paris-Roubaix, a rok później po raz trzeci z rzędu zdobył bruk z Roubaix. Rywalizacja, która przez lata wydawała się niemal idealnie zbilansowana, na szosie zaczęła wyraźnie przechylać się w stronę Holendra.
W błocie nadal spotykali się jak dawniej
Cyclocross pozostał miejscem, w którym wystarczyło postawić ich obok siebie, aby cała stara historia natychmiast wróciła. Van der Poel zdobył szósty tytuł mistrza świata w Táborze w 2024 roku, a rok później w Liévin sięgnął po siódmy i wyrównał rekord Erica De Vlaemincka. Van Aert był wtedy drugi ze stratą 45 sekund. Było to jego piąte srebro mistrzostw świata elity i każde z tych pięciu zdobył w wyścigu wygranym przez Mathieu. Trudno znaleźć statystykę lepiej pokazującą, jak mocno ich kariery splotły się właśnie w przełajach.
Na początku stycznia 2026 roku w Mol znów dostaliśmy bezpośredni pojedynek. Śnieg, oblodzona trasa i dwóch zawodników jadących na granicy przyczepności wyglądały jak powrót do początków ich historii. Van Aert po stracie do Van der Poela zdołał wrócić do rywala i ponownie jechali razem, ale Belg przewrócił się na śliskiej trasie. Diagnoza wykazała skręcenie stawu skokowego i niewielkie złamanie. Konieczna była operacja, a jego sezon przełajowy skończył się przedwcześnie.
Van der Poel pozostał w cyclocrossie sam na drodze do historii. W Hulst wygrał mistrzostwa świata po raz ósmy i został samodzielnym rekordzistą pod względem liczby tytułów elity, wyprzedzając Erica De Vlaemincka. Wouta tym razem nie było na starcie.

Mathieu van der Poel, Wout van Aert i Thibau Nys na podium mistrzostw świata w cyclocrossie w Liévin w 2025 roku. Fot. MFonzatti / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Roubaix 2026. Tym razem wszystko odwróciło się na korzyść Wouta
Trzy miesiące po operacji Van Aert pojawił się na starcie Paris-Roubaix. Van der Poel przyjechał jako trzykrotny zwycięzca z rzędu i miał szansę na czwarty kolejny bruk. Wśród najważniejszych kandydatów był również Tadej Pogačar, który coraz mocniej wszedł w przestrzeń klasyków przez lata kojarzoną przede wszystkim z pojedynkami Mathieu i Wouta.
Paris-Roubaix jak zwykle szybko przypomniało, że sama forma nie wystarcza. Van Aert dwukrotnie przebijał oponę, ale za każdym razem zdołał wrócić do walki. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja Van der Poela. W Trouée d'Arenberg Holender miał serię problemów sprzętowych, zatrzymywał się kilka razy i wyjechał z lasu ze stratą przekraczającą dwie minuty. Ruszył w ogromny pościg i był blisko ponownego dołączenia do czołówki, ale tym razem droga do zwycięstwa zamknęła się przed nim.
Na 53 kilometry przed metą Van Aert odjechał razem z Pogačarem. Słoweniec próbował zgubić Belga na kolejnych sektorach bruku, ale Wout odpowiadał na jego przyspieszenia. Obaj wjechali razem na welodrom w Roubaix i tam Van Aert był zdecydowanie szybszy. Po latach prób, miejsc na podium, kraks i problemów sprzętowych wreszcie wygrał Paris-Roubaix. Pogačar był drugi, Jasper Stuyven trzeci, a Van der Poel po swoim wielkim pościgu zajął czwarte miejsce, 15 sekund za zwycięzcą.
Trzy lata wcześniej przebita opona Van Aerta na Carrefour de l'Arbre zakończyła ich bezpośredni pojedynek i otworzyła Mathieu drogę do pierwszego zwycięstwa w Roubaix. W 2026 roku los odwrócił role. Tym razem problemy dopadły Van der Poela, a Van Aert wykorzystał swoją szansę i zdobył bruk, którego tak długo brakowało w jego palmarès.
Rywalizacja, do której nie trzeba dopisywać wojny
Najłatwiej byłoby opowiedzieć tę historię jako konflikt dwóch ludzi, którzy przez całe życie próbują się wzajemnie pokonać. Rzeczywistość jest mniej filmowa. Między Van Aertem i Van der Poelem zdarzały się spięcia, oskarżenia i momenty wyraźnej irytacji. Gent-Wevelgem 2020 pozostaje najlepszym przykładem. Nigdy jednak nie potrzebowali sztucznie budowanej niechęci, żeby ich pojedynki były interesujące.
Przez lata byli dla siebie punktem odniesienia. Kiedy jeden podnosił poziom, drugi musiał zrobić to samo. W przełajach praktycznie przejęli całą epokę. Na szosie pojawili się Pogačar, Evenepoel, Pedersen, Philipsen i kolejni zawodnicy zdolni rozstrzygać największe wyścigi, przez co żaden klasyk nie jest już wyłącznie prywatnym pojedynkiem Mathieu i Wouta. Mimo tego obecność obu na jednej liście startowej natychmiast uruchamia wspomnienia dziesiątek wcześniejszych starć.
Van der Poel ma dziś osiem tytułów mistrza świata elity w cyclocrossie. Van Aert trzy. Mathieu zbudował większą kolekcję Monumentów, Wout potrafił wygrywać etapy Tour de France w górach, na czas i w sprincie, a w 2026 roku wreszcie dopisał do swojego dorobku Paris-Roubaix. Ich osiągnięcia nie są już symetryczne, ale może właśnie dlatego ta rywalizacja stała się jeszcze ciekawsza. Nie chodzi już o dwóch dwudziestolatków walczących o tę samą tęczową koszulkę. To dwie osobne wielkie kariery, które co jakiś czas ponownie przecinają się w tym samym miejscu.
I jeszcze nie ma powodu pisać ostatniego rozdziału. Van Aert i Van der Poel mają po 31 lat. Pierwszy raz ścigali się ze sobą jako dzieci. Dziś robią to na największych arenach kolarstwa. Niewiele sportowych rywalizacji dostaje tyle czasu, żeby zmieniać się razem z zawodnikami, którzy ją stworzyli.

komentarze