XIV Maraton MTB Michałowice 2017 - relacja

W trakcie ostatniego wyjazdu do Włoch, podczas wieczornej kolacji rozmawialiśmy z kolegą na temat lokalnych wyścigów. Pytaliśmy czy we włoskim "slangu" kolarskim istnieje słowo określające mało znaczący lokalny wyścig, odpowiednik polskiego tzw. "ogórka". Otóż z całą stanowczością stwierdził, że nie mają takiego określenia. Z jednej strony się lekko zdziwiłem, lecz z drugiej dało mi to do myślenia. Ponadto my w Polsce często deprecjonujemy "prosów" za udział w lokalnych wyścigach i zabieranie przez nich nagród przewidzianych dla "zwykłych ludzi". Tutaj pojawia się określenie "pros". Pragnę jednak podkreślić, że owi zawodnicy "PRO" w 99% przypadków posiadają pracę, rodzinę, życie. A że potrafią wygospodarować trochę więcej czasu na trening ich sprawa. Wróćmy jednak do tematu. Otóż wg mnie każdy wyścig czy jest to maraton mtb, na który przyjeżdża 1500 zawodników czy lokalny wyścig dookoła zagajnika powinien być traktowany tak samo. Wg mnie to właśnie takie loklane imprezy, będące okazją do spotkania się wspólnych znajomych w kameralnej atmosferze nazwywane potocznie ogórkami są często pomijane a nie słusznie. A pojawiające się na takich imprezach "nieco bardziej znane nazwiska" powinny być raczej traktowane jak pewnego rodzaju poziom odniesienia posiadanej formy, niż obiekty drwin i pogardy.

Taką imprezą jest niewątpliwie maraton mtb w podkrakowskich Michałowicach odbywający się co roku od czternastu lat. Osobiście mam jeszcze na ścianie numerek startowy z 3 edycji. Wieś Michałowice znajduje się kilka km na północ od Krakowa. Po rozmowie z organizatorem zastanawiam się jednak nad przyszłością owego maratonu. Jak wiadomo najlepszą dla kolarza mtb trasą jest taka, która nie posiada w ogóle odcinków asfaltowych. Niestety tereny na północ od Krakowa zamieniane zostają masowo w działki budowlane, a polne szutry utwardzane zostają masowo asfaltem. Dlatego też poprowadzenie ciekawej trasy z roku na rok staje się coraz większym wyzwaniem.

Jak już wspomniałem wyznaczenie ciekawej, długiej, z ograniczonymi do minimum odcinkami asfaltu trasy staje się z roku na rok coraz większym wyzwaniem. W tym roku organizator zaproponował całkowicie nową trasę. Ciekawostką był fakt zaproponowania aż trzech dystansów, z czego każdy był wielokrotnością pętli o długości 33km. Dziwne, może, lecz zabieg okazał się udany a trasa ciekawa.

Przejdźmy zatem do opisu wrażeń z samej trasy. Tuż przed startem patrzę na swojego Garmina, który pokazuje temperaturę +35'C. Świetnie. Będzie gorąco oraz pyliście. Start to typowa rozbiegówka asfaltem (lekko pod górę). Po krótkiej chwili wpadamy na polną drogę. Widoczność spada do minimum. Pozostaje mieć nadzieję, że ten przed tobą wie po czym i gdzie jedzie. Lekkie szarpnięcie po większych kamieniach i wpadamy z powrotem na asfalt. Nareszcie widać coś więcej niż oponę poprzedzającego ciebie kolarza. Odcinek asfaltowy nie był jednak zbyt długi i ponownie wpadamy do lasu. Tym razem na typowy leśny szuter. Jazda staje się przyjemna a słońce nie daję się tak we znaki. Przed startem organizator zapowiedziałem długie odcinki single trackami. Wpadamy na pierwszy z nich. Jazda owym singlem sprawiała dużo przyjemności, aczkolwiek wyprzedzanie było praktycznie niemożliwe. Otóż singiel składał się z wąskiego ok. 30cm odcinka "idealnej, przejezdnej linii" oraz głębokich kolein po bokach. Trzeba było trzymać się linii, ponieważ zjazd z niej groził upadkiem. Ponadto w kilku miejscach krzaki znajdujące się po obu stronach wyraźnie ograniczały widoczność. Ponownie krótki asfaltowy łącznik pomiędzy odcinkami leśnymi. Tym razem po wjechaniu do lasu czekał na nas łagodny, gładki podjazd prowadzący nas na szczyt. Stamtąd szeroką, leśną ścieżką pognaliśmy w dół. Po prostu puszczasz klamki i jedziesz. Wypadając z lasu niespodzianka. Drugi w tym dniu szlaban, pod którym musimy przechodzić. Tutaj mały żal do organizatora ponieważ oba szlabany mogły być otwarte.

Po chwili płaskiego asfaltu następuje kamienisty podjazd przez pola. Tutaj słonko wyraźnie dawało się we znaki. Wpadamy znowu do lasu. W lesie na przemian single, leśne ścieżki oraz dwa podjazdy. Wielki szacunek dla organizatora z ich odnalezieniem. Wiem, że rejon nie jest płaski ale owe krótkie oraz sztywne podjazdy potrafiły zmęczyć. Następnie po lekkiej i przyjemnej jeździe przez pola wpadamy na singiel w wąwozie. Singiel o tyle ciekawy, że wił się bardzo ciasnym wąwozem z brakiem możliwości wyprzedzania. Po prostu wszyscy jechaliśmy tym samym tempem. Nie było zmiłuj. Jedynym niebezpieczeństwem w takich sytuacjach jest korek. Jeden stanie wszyscy z buta. Mnie na szczęście udało się pokonać wąwóz płynnie. Na szczycie wypad na pole i jazda w dół. Na jednym ze zjazdów miałem lekkie deja view. Singiel w michałowickim stylu. Jedziesz przez pole po trawie, pod którą nie masz pojęcia co się znajduje a szerokość singla w połączeniu z wysokością trawy sprawiała, że praktycznie cały czas moje klamki hamulcowe obrywały niezliczoną ilością źdźbeł trawy. Zabawa przednia pod warunkiem, że trawa przed tobą nie kryje "niespodzianek" w postaci dziur. Na koljenym singlu przez pola, gdzie widoczność była o niebo lepsza (dużo niższa trawa) praktycznie w ostatniej chwili zobaczyłem, że w trawie przyczaiła się na zawodników sporej wielkości dziura.

Od tego momentu do mety jechaliśmy już wyłącznie szerokimi polnymi drogami oraz na nieszczęście asfaltami. Na metę wpadam zadowolony. Łyk wody, coś do jedzenia i można zamienić kilka słów z kolegami oraz organizatorem. Tutaj ku mojemu zaskoczeniu zaczynają się coraz bardziej stanowcze wymiany zdań pomiędzy poszczególnymi zawodnikami i organizatorem odnośnie oznakowania trasy oraz faktu, iż kilka osób pomyliło trasę. Sam jadąc szutrem zaraz za bufetem zauważyłem strzałki do skrętu w las w momencie, kiedy je mijałem. Jak się okazało, gdybym przestrzelił i pognał prosto całkiem spora grupka kolarzy pognała by za mną. Pokazuje to wyraźnie, że największa zmora maratonów MTB czyli efekt owczego pędu nadaj istnieje. Przypominam zatem raz jeszcze. Patrzmy na strzałki a nie sugerujmy się ślepo zawodnikiem przed nami. Tutaj serdeczne gratulacje za postawę Fair Play dla zawodników, którzy widzieli, że pomyli trasę i nie odebrali pucharu za zwycięstwo. Pytanie ile osób z pośród startujących wiedziało, a ile nie, że pomyliło trasę.

Zwycięzcą najdłuższego dystansu okazał się Michał Ficek (Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team). Mam nadzieję, że pomimo zapowiedzi organizatora oraz postępującej urbanizacji terenu impreza odbędzie się także za rok. Ze swojej strony serdecznie zapraszam, ponieważ jest to świetna okazja do pościgania się na urozmaiconym trenie oraz ciekawej trasie w kameralnej atmosferze. Dodatkową atrakcją jest fakt, iż maraton jest częścią "Pikniku Wolności". W tym roku gośćmi pikniku byli min. zespół Varius Manx oraz Kasia Stankiewicz. Zatem można przyjechać z całą rodziną i po zakończonych zawodach posłuchać ciekawego koncertu.

Na koniec komentarz Michała Ficek (Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team).

Z wyścigu wracam z mieszanymi uczuciami. Osobiście udało mi się dobrze potrenować, bo nie pamiętam kiedy ostatnio podczas maratonu MTB pokonałem dystans ponad 100 km. Trasa była ciekawa i urozmaicona, oznaczenie i zaopatrzenie bufetów bez zarzutu, jednak gdzieś w tym wszystkim zabrakło samego organizatora. Po przyjeździe na metę większość uczestników szybko pouciekała do domów, gdyż namioty w strefie mety dość szybko zostały złożone i zawodów jakby nie było... Dobrze, że chociaż dekoracje się odbyły, jednak czas oczekiwania i brak jakichkolwiek informacji o godzinie rozpoczęcia nie napawały optymizmem.

oraz Adama Małek (VACC)

Trasa tak, natomiast wiele kontrowersji co do dystansu (przeszło 10% więcej niż oficjalnie) do tego masa osób nawet nie wiedziała że pomyliła trasę. Ja akurat dobrze przejechałem ale kolega co miał podium nie i fair Play odmówił na dekoracji. Szkoda jego pracy. Do tego jak by popatrzeć na mapę to to co jechaliśmy nie zgadzało się z tym co było na mapie nawet tej, która leżała wydrukowana na stole w biurze. Więc przez to powstał niesmak. Znajomy wkurzony bo nie mógł się cieszyć z pudła itp. Patrząc jak wiele osób pomyliło (z tych co wiedzą a wielu nawet nie wie) to ewidentnie błąd orga. Szkoda bo naprawdę fajna impreza, ciekawe ścieżki, super pogoda itp.

Strona organizatora ( http://wmichalowicach.pl/maraton ).


o autorze

Szymon Barczyk

Powiązane galerie

komentarze

Powiązane treści

kontakt

velonews.pl
  • 34-300 Żywiec, Folwark 21/25
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl