Trasa Tour de Pologne amatorów. Rekonesans, opis, porady.

Pomysł przejechania trasy tegorocznego Tour de Pologne amatorów wyszedł od członków Nowotarskiego Klubu Kolarskiego, którzy chcąc wspólnie sprawdzić trudy tego wyścigu, który wije się niemal pod ich nosem, postanowili zaprosić jak największe grono sympatyków tego wyścigu. W planie był w miarę spokojny przejazd, wspólna kawa w Bukowinie i być może mocniejsze depnięcie pod koniec, jeśli grupa będzie wyrażała zgodę i chęć do małej rywalizacji pod koniec treningu. Nasze dwa redakcyjne tyłki wspięły się do Bukowiny z Poronina po dość sytym śniadaniu i ze zdumieniem obserwowaliśmy rosnący z czasem spory tłumek chętnych do jazdy.

Niemal 40 ludzi na treningu to już spore zamieszanie na szosie, ale poszło dość gładko i bez przygód. Połowa peletoniku dotarła do Bukowiny wraz z gospodarzami treningu z Nowego Targu i rozsiadła się na leżakach z tyłu Termy Bukowina przy kawce pogrążając się w towarzyskich rozmowach, druga połowa dotarła na miejsce z okolicznych miejscowości lub docierając teamowymi autami z Krakowa, czy okolic. 

Żeby nie przynudzać zbytnio, wyciągniemy konkrety z przejechanej trasy. Po starcie w Bukowinie wszystkich czeka niemal 2 kilometrowy podjazd o nachyleniu 6% i po skręcie w lewo  zjazd po nie najlepszej nawierzchni naznaczonej miejscami załatanymi dziurami i miejscowo "pralką" z nachyleniem średnim  7%. Podjazd prawdopodobnie pozwoli na tyle  rozciągnąć duży peleton, by sam zjazd na którym trzymamy kurczowo kierownicę i skupiamy swoją uwage na nawierzchni i ruchach rywali wokół pozwolił  przy sporej prędkości bezpiecznie dotrzeć w dolinę. 

Po przekroczeniu w poprzek drogi głównej, gdzie po małym wzniesieniu i łagodnym zjeździe droga skręca w prawo i zwęża się o...50% następuje pierwsza soczysta selekcja peletonu. Rzepiska. Kilkanaście % na kilkuset metrach.  Do tego podjazdu, jak i ścianki Gliczarów zalecamy uczestnikom na poziomie czysto amatorskim przełożenie 34x28 lub 34x30. Oba podjazdy da się pokonać o wiele "twardziej" jednak dotyczy to lepiej wytrenowanych i obytych ze stającym na butach tłumie, próbującym dostać się na szczyt. 

Po ściance troszkę pofałdowanego terenu, dalej mała poprawka w górę, lecz o połowę łagodniejsza i wpadamy na drogę główniejszą, czyli szerszą ze spadkiem w dół rzędu 5-6 % i kilkoma w miarę łagodnymi zakrętami. Jeśli nie będzie ruchu miejscowego, tutaj zjazd może okazać się dość przyjemny.

Po kilku dalszych kilometrach łagodnego zjazdu i wjeździe na drogę nieco bardziej główną ;) niż poprzednia napotkamy na równy, przyjemny podjazd w Łapszach Wyżnych. Nie ma tu wielkich trudności, droga jest równa, gładka i szeroka, nachylenie również miłe w okolicach 5% na długości około 1,5 km. Od szczytu tego podjazdu rozpoczyna się najłagodniejsza część trasy. Dość długi, nieco połamany małymi hopkami zjazd do samych Szaflar. Tu warto zainwestować w bilet do pociągu, złożonego z co najmniej kilku zawodników. W kupie siła i szybciej czas i dystans minie. Sam krótki zjazd do centrum Szaflar jest dość niebezpieczny z powodu dwóch słabo widocznych "za rogiem" zakrętów. Dlatego uczulamy na ten krótki i stromy odcinek zjazdowy. Po skręcie w lewo znowu zaczynamy się wspinać delikatnie w górę, by po zjechaniu na bocznicę w lewo rozpocząć kolejną ciekawą, ale niezbyt stromą wspinaczkę pod ...Gile. Tu jest 1,5 km i średnio 4%, dość wąsko, ale znośnie w porównaniu z pierwszą ścianką po  starcie. Krótki zjazd i wpadamy na drogę wiodącą już bezpośrednio do ściany Gliczarów. Radzimy nie forsować bardzo mocnego tempa podczas dojazdówki, jeśli nie walczycie o pudło. Gliczarów zemści się bezlitośnie za zbyt wysokie tempo w pierwszej jego części, która stwarza wrażenie łagodnej i zaprasza do ostrego deptania.

Foto: Michał Cwynar

O Samym Gliczarowie zapewne każdy już słyszał sporo. Najbardziej stromy odcinek sięgający 20% nachylenia jest podzielony na dwie sekcje stromizn, przedzielone nieco łagodniejszym przejściem pomiędzy nimi. Nawet jeśli pokonacie je obie dość płynnie, walcząc zajadle, następujący po nich odcinek "łagodniejszy" potrafi niejednemu wybić z głowy chwilowo dalszą jazdę. Na szczycie sekcja dwóch zakrętów i wpadamy już na najszybszy i najbardziej niebezpieczny w końcowej fazie zjazd. Początek kusi, by wycisnąć z korb całą moc. Oczywiście można to zrobić, droga jest widoczna, jednak im bliżej dna gdzie wpadamy już z zawrotną prędkością (najszybsi około 90 km/h) tym robi się niebezpieczniej. Na samym dole czeka baaardzo niebezpieczny zakręt na którym drzwi stodoły zapraszają nierozważnych. Doradzamy dużą dawkę wyobraźni. Krótki, szybki skręt i równie szybka redukcja przełożenia przed stromizną pod Rusiński Wierch. Średnio 6% na 2 kilometrach, jednak niech Was nie zwiedzie w tym miejscu średnie nachylenie, to poważne deptanie do nieba na dłuższym odcinku. Na dole po dłuższym i równie szybkim zjeździe wąską drogą wpadamy w prawo na drogę najgłówniejsza z głównych i pędzimy do ronda, na którym Policjant pokaże nam ręką szczyt na którym wyzioniemy już ducha. Wspinaczka pod Bukowinę jest dość specyficzna, nachylenia falują i zarówno początek, jak i końcówka przed metą są o wiele bardziej strome niż pozostałe sekcje. Im bliżej mety, tym większy tłum kibiców. Im więcej kibiców, tym większy doping. I tym sposobem, ten ostatni podjazd możecie iść "w trupa" gdyż doping kibiców każdego poniesie wyżej niż jest w stanie pojechać. trzymamy za was kciuki i życzymy ogromnej frajdy z jazdy. Wynik nie jest tak ważny, jak atmosfera na starcie, trasie i mecie. 

Foto: Michał Cwynar

Nasza wspólna wyprawa w grupie znajomych i nieznajomych przepłynęła w średnim tempie z pewnymi odcinkami spokojnego ścigania dość płynnie i spokojnie. Mamy pewne obawy o przepustowość kilku odcinków trasy, ale i nadzieję, że profil trasy rozciągnie wystarczająco ogromny peleton. My bawiliśmy się przednio, czego Wam życzymy podwójnie. Jeszcze jedna rada, w słoneczny dzień dwa małe bidony, lub jeden duży. Banan i batonik, lub dwa batoniki po nieprzesadzonym  śniadaniu z węglowodanami i białkiem na 2 godziny przed startem. Przed samym startem mała kawka i dodatkowa mała przekąska. Wiatru w plecy!

Foto również: BikeLIFE


o autorze

Piotr Szafraniec

Nieuleczalnie chorujący od ponad 20 lat na pasję do roweru. Próbował uciec od swojej choroby łowiąc olbrzymie dorsze na kole podbiegunowym, jednak przegrał tą walkę i zaraża teraz swoim ADHD na szosowych zjazdach. Dzieli się...

komentarze

kontakt

velonews.pl
  • 34-300 Żywiec, Folwark 21/25
  • redakcja(USUŃ)@(USUŃ)velonews(USUŃ).pl